Mamy zwijać produkcję mleka dla innych. Tak się nie gospodaruje
Europejski rynek mleka zmaga się z wysoką podażą surowca. Czy z tego powodu powinniśmy ograniczać produkcję mleka? Hodowca bydła i producent mleka sięga wzrokiem dalej. W rozmowie z redakcją przyznaje: ciężkie chwile mogą jeszcze nadejść. Wskazuje na pogodę i również na działania podejmowane przez rząd jednego z liczących się krajów w produkcji mleka w Europie.
Jan Hereditas

- Polska nie jest samotną wyspą na mapie świata. – W Unii Europejskiej nie ma granic, nie ma ceł, handel jest wolny – wskazuje Martin Ziaja, prezes Regionalnego Związku Hodowców Bydła w Opolu i członek zarządu Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka. W jego opinii ten fakt powinien przyświecać naszym decyzjom.
- – Kto zapłaci ze dobrowolną redukcję produkcji mleka? – stawia podstawowe pytanie. – Z jakiego źródła mają pochodzić pieniądze? Ze Wspólnej Polityki Rolnej? – mnoży zapytania.
- – Z ogromnym bólem muszę to przyznać, że pogoda może najbardziej przyczynić się do ograniczenia produkcji mleka – wskazuje hodowca.
Po raz kolejny zrobiło się głośno wśród hodowców bydła i producentów mleka o propozycji Europejskiej Rady ds. Mleka (EMB). Za sprawą tej organizacji ponownie podniesiony został temat dobrowolnej redukcji produkcji mleka. Dobrowolnej, ale płatnej.
EMB nie pierwszy raz uważa, że tylko i wyłącznie ograniczenie produkcji mleka może poprawić sytuację ekonomiczną gospodarstw utrzymujących bydło mleczne. Podczas każdego kryzysu na rynku wychodzi ze wspomnianą propozycją uznając ją za najważniejszy element „siatki bezpieczeństwa w produkcji mleka”.
Martin Ziaja, który szefuje także Radzie Ekonomicznej Produkcji Mleka przy Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka stawia pytanie w kontrze do propozycji Europejskiej Rady ds. Produkcji Mleka. – Skąd będzie pochodziło finansowanie na mechanizm proponowany przez EMB – pyta.
Ziaja patrzy na pogodę
– Jeżeli susza potrwa dalej, to za miesiąc produkcja mleka w Polsce zacznie wyhamowywać – przyznaje producent.
Znaczna część mleka w naszym kraju pochodzi z mniejszych gospodarstw rolnych, gdzie praktykuje się wypas krów. W takich gospodarstwach nie tworzy się dużych rezerw paszowych w postaci kiszonek, tak jak jest to praktykowane na dużych fermach. Bydło z gospodarstw, tych mniejszych już jest pastwiskowane. Hodowcom skończyły się kiszonki, a pastwiska ze względu na brak opadów są ubogie i za chwilę, jeżeli deszcz nie spadnie, to pomijając sam fakt niskiej ceny za mleko, te gospodarstwa mogą stanąć przed ogromnymi dylematami.
– Kupić drogo kiszonkę czy sprzedawać krowy? – wskazuje hodowca bydła z woj. opolskiego.
Są kraje, które ograniczają produkcję mleka
Kilkanaście dni temu holenderski rząd ogłosił uruchomienie programu ograniczającego produkcję mleka. Wprawdzie w jego nazwie nie znajdziemy słowa „redukcja”, jednak to właśnie o nią chodzi. Program ekstensyfikacji produkcji mleka – tak on się nazywa – ma na celu zmniejszenie pogłowia bydła w Holandii. Nie ma wątpliwości, że z roku na rok genetyka nie nadąży za utrzymaniem dojów na tym samym poziomie. Niderlandy mają problem z gnojowicą i dlatego zmniejszają pogłowie krów. W każdym razie cel holenderskiego programu może wydawać się zbieżny z propozycją Europejskiej Rady ds. Mleka. Różnica jest jednak inna. Propozycja EMB wypływa z organizacji, która zrzesza kilka europejskich związki producentów mleka, natomiast holenderska ma swoje korzenie w rządzie tego kraju, a hodowcy bydła mocno jej przeciwstawiają się.
Ograniczenie produkcji mleka w Europie to także element światowej gry, na co zwraca uwagę polski hodowca bydła. Także w kontrze do propozycji EMB stawia kolejne pytanie: czy my mamy kurczyć się i robić miejsce dla nabiału importowanego na europejski rynek z krajów trzecich?

