Mazowiecki wypas

Hodowla i chów bydła to ciężki kawałek chleba, jednak kiedy jest się jej pasjonatem, do wielu rzeczy można podchodzić z uśmiechem i dystansem. Właśnie w taki sposób prowadzą swoje gospodarstwo państwo Jamiołkowscy z miejscowości Michałowo-Wróble na Mazowszu. To pogodne podejście nie przeszkadza bynajmniej w przemyślanym i – co ważniejsze – ekonomicznym prowadzeniu hodowli, widać to na każdym kroku.

 

Tekst i zdjęcia: Mateusz Uciński

 

Gospodarstwo w Michałowie‑Wróblach ma długoletnią historię. Ojciec pana Rafała – obecnego właściciela – Piotr zaczął w nim pracować po śmierci swojego ojca w 1973 roku, kiedy był jeszcze nastolatkiem i pomagał swojej owdowiałej matce. Potem, kiedy się ożenił, w 1987 roku został jego pełnoprawnym właścicielem. Początkowo w gospodarstwie uprawiano kapustę i ziemniaki, następnie zainwestowano w trzodę chlewną. W obejściu pojawiła się bardzo nowoczesna, jak na tamte czasy, chlewnia o posadzce osadzonej na rusztach. Jednak hossa na wieprzowinę nie trwała długo i w 1997 roku zapadła decyzja o rozpoczęciu hodowli bydła mlecznego. W tym samym roku gospodarstwo zostało objęte oceną wartości użytkowej. Ponieważ stado się powiększało, w 2001 roku postanowiono wybudować nową oborę. Jak z dumą zaznacza pan Piotr, był to jeden z pierwszych wolnostanowiskowych obiektów w regionie, a utrzymywano w nim 67 sztuk bydła.

Rok 2018 przyniósł kolejną zmianę, właścicielem gospodarstwa został syn państwa Jamiołkowskich – Rafał, najmłodszy z czwórki rodzeństwa, który mimo ukończonych studiów na kierunku budownictwo w warszawskiej SGGW postanowił kontynuować rodzinną tradycję. Jak podkreśla, nie byłoby to łatwe, gdyby nie wsparcie ze strony rodziców, którzy nadal aktywnie pomagają w prowadzeniu hodowli. Obecnie liczy ona ok. 60 krów, których średnie wydajności z ostatnich lat oscylują w granicach 9500 kg mleka, chociaż w 2017 roku wartość ta podniosła się do ok. 10 000 kg od sztuki. Zwierzęta dojone są w hali udojowej typu „rybia ość” 2×4 z możliwością dodania jednego stanowiska. Bazę paszową dla hodowli zapewnia 48 ha gruntów, na których uprawiane są trawy, kukurydza, a od niedawna również zboża. Mleko państwo Jamiołkowscy oddają do Spółdzielni Mleczarskiej Mlekpol w Grajewie, co obliguje ich do produkcji tego surowca bez GMO. Zmiana odbyła się bez większych trudności. Jak podkreśla pan Rafał, więcej było straszenia niż faktycznych problemów. Owszem, było trochę pracy z myciem zbiorników na paszę i stołów paszowych – czynności obowiązkowych – ale obecnie nie odczuwają już żadnych niedogodności.

Pełny wypas
Znamienne dla hodowli państwa Jamiołkowskich jest, że ich krowy dużą część roku spędzają na pastwiskach. Hodowcom sprzyja położenie gruntów wokół gospodarstwa. Krowy wypędzane są na pastwiska wiosną, a do obory na stałe wracają czasem nawet i w listopadzie lub w grudniu. W okresie wypasu, po wieczornym udoju zwierzęta również mają możliwość opuszczenia budynku i wyjścia na specjalnie wydzielony dla nich ogrodzony teren. W oborze karmione są kukurydzą i paszą pełnoporcjową ze stacji paszowej. Kiedy wracają do obiektu na sezon jesienno-zimowy, żywione są rano sianokiszonką z balota, a po południu kiszonką z kukurydzy. Pasza zadawana jest z ładowarki i podgarniana na stołach paszowych. Ponieważ zwierzęta dużo czasu przebywają poza obiektem, hodowcy nie zdecydowali się nigdy na zakup wozu paszowego.

Zdaniem hodowców tryb pastwiskowy w zdecydowanym stopniu wpływa na poprawę zdrowotności w stadzie, a także – co podkreśla pan Piotr – o wiele lepiej jest z zacieleniami i wykrywaniem rui. Pan Rafał, który sam inseminuje krowy w swojej hodowli, podkreśla, że przeciętne zużycie nasienia w jego stadzie stanowi dwie porcje na sztukę. Od zeszłego roku w gospodarstwie używa się nasienia seksowanego. W 2018 roku w gospodarstwie urodziło się 5 byczków i 20 cieliczek, z czego po seksowanym nasieniu na 8 inseminacji urodziło się 8 cieliczek, czyli można mówić o stuprocentowej skuteczności! Buhajki opuszczają hodowlę, a jałówki użytkowane są do remontu stada. We własnym zakresie przeprowadzana jest korekcja racic, dwa albo trzy razy w roku. Obowiązkowo, gdy sztuka idzie do inseminacji i na zasuszenie. Przebywanie zwierząt na pastwisku w zdecydowany sposób wpływa na rzadsze występowanie chorób racic.
– Kiedy zaczęliśmy wypędzać bydło na pastwisko, skończyło się wiele problemów, z puchnięciem nóg na czele – dzieli się obserwacjami młodszy z panów Jamiołkowskich. – W oborze w okresie jesienno-zimowym obserwujemy to często. Nie sposób nie zauważyć, że wypas wpływa również na ekonomię naszego gospodarstwa, gdyż ze względu na mniejszą liczbę zachorowań maleją także koszty leczenia weterynaryjnego.

Hodowla w pełni świadoma
Jamiołkowscy bardzo poważnie podchodzą do swojej hodowli. W gospodarstwie oprócz prowadzonej oceny aktywnie korzysta się z aplikacji Stado OnLine oraz CGgen korekcja. Jak zaznacza pan Rafał, te programy w ogromnym stopniu pomagają w kontrolowaniu własnej hodowli.
– Dzięki tym programom wiem, co się dzieje w naszym gospodarstwie – zaznacza pan Rafał. – Korzystam z raportów wynikowych, danych ze Stada OnLine i DoKo, ale szczególnie podoba mi się aplikacja CGen korekcja. Przyznam, że sam dokonuję tego zabiegu w swoim stadzie i nie zawsze zapisywałem to, co robiłem. Teraz mam idealny wgląd w historię zabiegów i widzę, jakie problemy mają konkretne sztuki.

Hodowcy nie stronią także od genotypowania samic w Laboratorium Genetycznym PFHBiPM w Parzniewie, gdzie zabiegowi poddali najpierw sześć sztuk (w grudniu ubiegłego roku), a niedawno kolejne pięć. Teraz te sztuki, których wyniki były najlepsze, zostaną pokryte seksowanym nasieniem.
– Czy te prognozy się potwierdzą, trzeba będzie jeszcze trochę zaczekać – śmieje się pan Piotr. – Tak naprawdę wszystko się okaże, kiedy zaczniemy doić córki genomowanych krów, ale samo badanie na pewno daje już podstawy do konkretnych decyzji hodowlanych.

Ekonomicznie i rodzinnie
Pan Rafał brał udział w wypełnianiu ankiet przygotowanych przez Centrum Genetyczne PFHBiPM, mających posłużyć do opracowania indeksu ekonomicznego hodowli. Młody gospodarz podszedł do tego bardzo skrupulatnie, ponieważ – jak sam zaznacza – ekonomia to podstawa prowadzenia gospodarstwa.
Hodowcy z Michałowa zgodnie podkreślają, że opisywany wcześniej tryb wypasowy stosowany w ich gospodarstwie w zdecydowany sposób obniża koszty utrzymania zwierząt. Na pastwiska wyprowadzane są po krowach dojnych krowy zasuszone i jałówki, które dojadają trawę. Dwie ostatnie grupy nie są już dokarmiane w gospodarstwie. Poza tym jest wydzielony i ogrodzony obszar o powierzchni około połowy hektara, gdzie na noc wypędzane są krowy. W okresie cieplejszych miesięcy daje to oszczędności na słomie, którą kryte są legowiska w oborze.
– Niewątpliwym plusem jest to, że cała ziemia znajduje się wokół gospodarstwa, co przekłada się na przykład na niskie koszty wywozu obornika – podsumowuje pani Halina, matka właściciela hodowli. – Jak wspominaliśmy wcześniej, dzięki wypasowi poprawiła się w znaczący sposób zdrowotność zwierząt i nie ma problemów z wycieleniami krów, które cielą się na pastwisku, w najbardziej naturalny dla nich sposób. Z kolei przekłada się to na koszty ewentualnego leczenia i ilość zakupionego nasienia. Wypasanie ma też niebagatelny wpływ na to, że koło zwierząt nie trzeba tak dużo chodzić, bo najdalsze pastwisko mamy tylko pół kilometra od domu.
– Zdecydowanie ogromny wpływ na ekonomikę w naszym gospodarstwie ma fakt, że wszystko robimy sami – dodaje pan Rafał. – Jedynie przy zbiorze zboża i kukurydzy posiłkujemy się pomocą z zewnątrz.

Młody gospodarz porusza kwestię, o której dotychczas rzadko się mówiło w kontekście kalkulacji kosztów w hodowli, a mianowicie kwestię reklamy i jej wpływu na to, co jest zakupowane do gospodarstwa.
– Moim zdaniem trzeba bardzo uważać na to, co się kupuje – zwraca uwagę Rafał Jamiołkowski. – Na rynku jest pełno produktów reklamowanych nie tylko jako doskonale działające, ale wręcz niezbędne w prowadzeniu gospodarstwa. Jesteśmy bombardowani reklamami wszelkiego rodzaju dodatków i premiksów, które niekoniecznie są nam tak bardzo potrzebne. Wiele razy proponowano nam na przykład nowe, lepsze gatunki kukurydzy, które po przetestowaniu niczym się nie różniły od dotychczas używanych. O wiele ważniejsze jest, według mnie, pilnowanie, aby zbiory były w odpowiednim czasie. Nie należy z tym zwlekać. Ekonomicznie jest kosić jak najmłodszą trawę, aby miała jak największą wartość odżywczą, a nie ją sztucznie popędzać.

– Nie liczy się ilość, tylko jakość – dodaje ojciec pana Rafała. – Takie podejście przenosi się potem na wydajność stada. Poza tym zamiast bezmyślnie sypać nawozami, warto poobserwować swoje zasiewy. Przyroda naprawdę może nas wiele nauczyć, a poza tym „naturalne” podejście do upraw również ogranicza koszty.

Zdaniem państwa Jamiołkowskich w hodowli krów zdecydowanie nie należy oszczędzać na żywieniu i pielęgnacji zwierząt oraz dbaniu o ich zdrowotność i dobrostan.
– Karmić trzeba dobrze, to niepodważalny fakt, ale też trzeba przekalkulować, czy koszt zakupionej paszy lub na przykład wysłodków buraczanych przełoży się potem na wzrost wydajności, a to nie jest już tak jednoznaczne – wskazuje przykład pan Rafał.

– Ważny jest również czas dla siebie – ucina dyskusję pani Halina. – Aby w tej pracy się nie zatracić i móc się cieszyć z tego, co ona daje! Bo przecież niewyspany gospodarz to żaden gospodarz! U nas po wieczornym doju, kiedy nie ma nic pilnego, kończymy pracę i jest czas na wypoczynek! – dodaje z mocą pani Jamiołkowska, a jej mąż i syn skwapliwie to potwierdzają.

Nie można się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. Patrząc, jak wygląda gospodarstwo i hodowla w Michałowie-Wróblach, widać jak na dłoni, że ten system zdecydowanie się sprawdza, podobnie jak tryb pastwiskowy czy wspólna, dobrze rozplanowana praca. Pogoda ducha i życzliwość wobec siebie i zwierząt tylko to potęgują i umacniają. Oby tak dalej! 