Nie jeździmy samochodami bez wskaźników

Nie zagłębiając się w raporty i nie analizując ich poszczególnych elementów, rozmawiałem z dr. Zbigniewem Lachem na temat konieczności lub nie monitorowania parametrów produkcyjnych stada i zdrowotności krów.

Raporty wynikowe z oceny wartości użytkowej bydła mlecznego to wg mnie kopalnia wiedzy na temat tych zwierząt. Czy bez nich da się zarabiać na mleku?

Da się zarabiać, tyle że opierając się o raporty wynikowe, da się zarabiać więcej. Bez raportów można produkować mleko, ale to wyglądałoby tak, jakbyśmy jeździli samochodem bez wskaźników. Można tak jeździć, i to bardzo szybko, ale do momentu aż coś się wydarzy, gdy samochód popsuje się. A gdy już coś się wydarzy, to jest za późno, bo musimy wydać pieniądze na naprawę. Nie zapominajmy, że raporty wynikowe, w tym raport RW-11, informują nas o tym, jakie mamy samice w stadzie i czy coś z nimi dzieje się niedobrego. To nie jest tak, że mamy bazować jedynie na informacji o zawartości białka czy tłuszczu, tylko możemy monitorować wiele wskaźników, które świadczą o zdrowiu krowy i na tej podstawie określamy jej przydatność do dalszej produkcji mleka. Poza tym hodowcy mają w mleczarniach różne wzory na cenę mleka. Mogą na podstawie raportów z oceny wartości użytkowej bydła weryfikować swoje działania żywieniowe i swój pomysł na dobór buhajów do rozrodu. Bo przecież skład mleka to nie tylko koryto. Przykładem pierwszym z brzegu może być oznaczanie kazeiny w mleku.

Dla każdego coś miłego, w zależności od tego, kto i co potrzebuje – czy tak krótko można zdefiniować wyniki z oceny?

Informację o ilości mleka można uzyskać z hali udojowej czy też innego systemu pomiarowego. W raportach jest bardzo dużo także innych informacji. Mamy te nie tylko dotyczące jego składu, ale przede wszystkim te, które mówią o zagrożeniach produkcyjnych. Raporty – podkreślę to jeszcze raz – pozwalają spojrzeć w przyszłość.

Czym raporty są dla Pana? Jakimi narzędziami? Czy one są „wędką” do złapania „ryby”, czy „rybą”?

Bez raportów – skoro już odnosimy je do popularnego porównania – produkcja wygląda tak, jakbyśmy poszli na ryby bez wędki. Trudno je łowić. Raport jest właśnie wędką. Pytanie, kto i co na tę wędkę złapie? Nawet do łowienia ryb potrzebujemy określonej wiedzy: o przynęcie, zachowaniu ryb i pewnie wiele innych. Do czytania raportów również jest ona niezbędna. Czy każdy hodowca musi mieć pełną wiedzę potrzebną do interpretacji informacji zawartych w raportach z oceny wartości użytkowej bydła? Każdy by chciał taką wiedzę mieć. Ale przecież nie każdy producent siedzi nad raportami i wnikliwie analizuje w nich każdą cyfrę i zależności między nimi. Nie każdy też śledzi literaturę naukową i najnowsze doniesienia z zakresu hodowli i chowu bydła. Według mnie pełne wykorzystanie informacji z raportów wynikowych powinno, a nawet musi być wspomagane doradztwem. Dobrze, gdy jest to porządne doradztwo, które korzysta z tych danych. Raporty to naprawdę świetna wędka, ale ważne jest, jaki wędkarz trzyma ją w ręku.

Na jaki element współpracy z doradcami żywieniowymi może Pan wyczulić hodowców? Na co powinni przede wszystkim zwracać uwagę w takiej współpracy?

To nie jest tak, że hodowcy powinni korzystać z doradztwa tylko wtedy, kiedy mają kłopoty w stadach. Wtedy zazwyczaj jest już za późno. Według mnie doradztwo powinno być obecne w produkcji non stop. Doradca to persona, która nie tylko widzi cyferki zapisane w raportach, ale zna stado i gospodarstwo, któremu doradza. Nie może zaglądać na fermę raz na pół roku, powinien być w gospodarstwie co najmniej raz w miesiącu. Nie wyobrażam sobie, żeby można było produkować mleko na wysokim poziomie, powiedzmy 9–10 tys. kg i więcej, bez doradztwa. Powszechna opinia jest wręcz odwrotna. Często słyszę, że są hodowcy, którzy nie korzystają z doradztwa czy też nie są w ogóle pod oceną i osiągają wydajności 9–10 tys. Należy im gratulować. Ale z doradztwem i oceną mogliby mieć znacznie więcej. I z pewnością taniej. Efekt doradztwa nie może być oceniany tylko przez pryzmat udojonych kilogramów mleka od poszczególnych sztuk czy też, ile jest go w basenie. To nie może, nie powinno być główną oceną pracy doradców. Mleko można zrobić szybko, ale ważniejsze są parametry funkcjonalne i produkcyjne czy zdrowotne samic, np. częstotliwość incydentów metabolicznych. Przecież jeśli w stadzie jest np. więcej niż 3% lewych przemieszczeń trawieńca, to znaczy, że w tym stadzie potrzebna jest korekta żywienia. Znane są wartości graniczne dla poszczególnych incydentów, które mogą stymulować doradców do określonych ruchów na stole. Nie dzielmy doradców na „federacyjnych”, „komercyjnych” czy „niezależnych”. To jest, w mojej opinii, wadliwy podział. Dla mnie doradztwo dzieli się bardzo prosto: na dobre i złe.

Który z elementów raportu RW-11 jest Pana ulubionym? Ma Pan taki, jeden jedyny?

Oczywiście, że mam. „Aktualna ocena zagrożenia stada subkliniczną ketozą” jest kapitalnym elementem tego raportu. Jestem dumny, że w Polsce znalazła się grupa naukowców, z profesorem Maciejem Kowalskim na czele – korzystając z okazji gorąco pozdrawiam pana profesora – która stworzyła coś unikalnego w skali światowej. Przecież nikt na świecie nie podaje takich informacji w raportach z oceny. Te informacje mówią hodowcy o tym, czy ich praca w stadzie w oparciu o doradztwo żywieniowe stwarza zagrożenie wystąpienia tego zaburzenia w stadzie.

A co z rozrodem? Czytelnicy „Hodowli i Chowu Bydła” zapewne pamiętają, że nie raz na ten temat rozmawialiśmy, a Pan widzi w tym elemencie wiele do poprawy w gospodarstwach.

Jeżeli spojrzymy na zależności między rozrodem a żywieniem samic, to dojdziemy do wniosku, że rozród zaczyna się w wątrobie. Źle funkcjonująca wątroba kończy się – oczywiście w sporym uproszczeniu – problemami w rozrodzie. Na rozród trzeba zwracać baczną uwagę w stadach bydła. Wiele pieniędzy ucieka z ferm właśnie ze względu na kłopoty z rozrodem. Proszę zauważyć, że dziś niewielu hodowców mówi o tym, że chciałoby produkować więcej mleka. Wszyscy marzymy o zdrowym i pokoleniowym bydle. Raport RW-11 daje pewną część informacji na temat rozrodu. Mówi, ile jest w stadzie krów z „K!” i czy ta liczba stanowi zagrożenie, czy nie. Informuje wtedy, że mam kłopoty w stadzie z żywieniem, a to rzutuje w perspektywie na rozród. Raport sugeruje, czy przemiany metaboliczne w wątrobie są upośledzone, czy nie. Jeśli tak, to wspieram się raportem RW-1, bo tam są dane źródłowe do już precyzyjnej analizy. Np. dni laktacji pokazują, jak daleko od wycielenia jest średnia krowa w laktacji. Zmiany tej wartości na przestrzeni roku pokazują, w jakim czasie krowy zachodzą w ciążę.

Do analizy raportów wynikowych jeszcze wrócimy. Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz