Pandemia na miarę naszych czasów

Przyszło nam żyć w ciekawych czasach. Epidemia koronawirusa, chociaż może nie tak zjadliwa, jak plagi, z którymi w swojej historii zmagała się ludzkość, pokazała, że w sytuacji pandemii współczesny świat i jego sieć współzależności społecznych i gospodarczych zamierają, co w dużym stopniu burzy znany nam dotąd porządek. Z jednej strony potrafimy się zorganizować, izolować i prewencyjnie przeciwdziałać, z drugiej – toniemy w informacyjnym morzu niekiedy sprzecznych informacji.

tekst: Mateusz Uciński

Trzeba przyznać, że epidemie upodobały sobie początki nowych stuleci. Nie jest to bynajmniej jakaś spiskowa teoria dziejów, wystarczy spojrzeć na fakty. W 1520 r. rozpoczęła się epidemia ospy prawdziwej, w 1817 r. szalała cholera, 1918 r. przyniósł śmiercionośną grypę hiszpankę, a sto lat po niej świat usłyszał o pierwszych masowych przypadkach SARS-CoV-2. Przypadek? Oczywiście, że tak. A jednocześnie doskonały przykład, że w trudnych czasach, takich jak obecna pandemia (mija właśnie pierwszy kwartał jej trwania w naszym kraju), informacja może bardzo pomóc, ale i zaszkodzić. Przypomnijmy sobie, ile różnych, często sprzecznych informacji pojawiło się od czasu wystąpienia choroby. Według hiszpańskich lekarzy na koronawirusa odporniejsi powinni być ludzie posiadający zwierzęta domowe, które są naturalnymi nosicielami tych wirusów, a codzienne obcowanie z nimi chroni przed zarażeniem. Grupę mniej narażoną na infekcję przez krótki czas stanowili, o dziwo, palacze, u których rzekomo nowy wirus miał gorzej się rozwijać. Mit ten jednak szybko obalono. Obecnie często się mówi, że w naszym kraju skala epidemii jest mniejsza niż w innych krajach, ponieważ od wielu lat w Polsce obowiązują szczepienia przeciw gruźlicy. Na razie nie potwierdzono tej tezy, ale miejmy nadzieję, że tak właśnie jest. Kiedy dodamy do tych „medycznych” doniesień jeszcze niezbyt jasne i niekiedy pesymistyczne prognozy gospodarcze, trudno się dziwić poczuciu swoistego zagubienia rodzącego się w naszym społeczeństwie, nie wyłączając hodowców i branży mleczarskiej.

Właśnie dlatego postanowiliśmy przyjrzeć się dokładnie, jak wygląda ten problem w naszym kraju. Rezultatom tych obserwacji i przeprowadzonych rozmów poświęcamy lipcowy „Temat miesiąca”. Staraliśmy się zestawić ze sobą informacje, które słyszymy na co dzień, z rzeczywistą sytuacją hodowców bydła, producentów i przetwórców mleka, pokazać, co się zmieniło, a co jeszcze może się zmienić.

Niewykluczone, że to właśnie bydło mleczne odegra bardzo ważną rolę w powstrzymaniu współczesnej zarazy. Firma SAb Biotherapeutics w swoich laboratoriach w południowej Dakocie pracuje nad wytworzeniem leku do walki z COVID-19. Naukowcy, korzystając z inżynierii genetycznej, tworzą embriony krowy zawierające części ludzkich chromosomów. Z powstałego zarodka rozwija się cielak, a następnie krowa, której wstrzykuje się niezakaźną część nowego koronawirusa. Dzięki osiągnięciom nowoczesnej genetyki zwierzę to wytwarza ludzkie przeciwciała przeciwko wirusowi, które po pobraniu i oczyszczeniu mogą się stać lekiem pomocnym w zwalczania koronawirusa u ludzi. Krowy będące przedmiotem badań staną się dawcami osocza, podobnie jak ludzie, którzy wyzdrowieli z COVID-19. Trzeba zaznaczyć, że bydło ma znaczną przewagę, ponieważ z racji swoich rozmiarów może oddawać krew trzy razy w miesiącu, a nie jak człowiek jeden raz. Jeżeli to przedsięwzięcie się powiedzie, krowy po raz kolejny (o czym także piszemy w tym numerze) pomogą ludziom w walce z epidemią.

Pozostaje tylko czekać, dbać o siebie, stosować się do zaleceń sanitarnych i epidemicznych i nie ulegać panice. Bo pandemia minie, jak wszystkie, które wystąpiły przed nią. A to, ile zmieni w naszym życiu, co przewartościuje zależy tylko od nas. 