PARTACZE Z TPR

Chociaż słowo „partacz” weszło już na stałe do słownika języka polskiego, to warto przypomnieć jego pierwotną konotację. W XV w., kiedy rzemieślnicy dbali o jakość usług i wyrobów, aby potwierdzić swoją wiarygodność, musieli być przyjęci do cechu. Ci, którzy nie spełniali surowych wymogów, pozostawali a parte (czyli poza cechem). Zostawała im możliwość sprzedaży produktów poza bramami miasta. Oczywiście ich cena była niższa, jakość fatalna, ale – podkreślmy to – i w XV, i w XXI w. miłośników tandety nie brakowało i nie brakuje. Dziennikarstwo ma swoje fundamenty: prawda, rzetelność, uczciwość i wiedza. Kto nie przestrzega tych surowych, lecz fundamentalnych reguł, zawsze pozostanie poza cechem. Prześledźmy każdy z tych elementów u partaczy.

tekst: Jerzy Jeżyk

PRAWDA!
Zaczęło się – jak każdy pamięta – od wieści ponurej i mrożącej krew w żyłach, że Krzysztof Banach podczas posiedzenia zarządu pobił jednego ze swoich kolegów z Mazowsza. Strach padł na hodowców w całej Polsce. Jak tu się angażować w działalność społeczną, gdy cios może spaść z każdej strony. Partacze domagali się przy tym dymisji Banacha, zmiany statutu i głębokiej restrukturyzacji Federacji. Bliższa analiza wydarzeń, odpowiadająca prawdzie, ujawniła inny przebieg wydarzeń. Scysja między panami miała charakter dwustronny, wydarzyła się wieczorem, w dniu poprzedzającym posiedzenie zarządu, po kolacji, a obaj panowie w chłodny grudniowy wieczór rozgrzewali się za pomocą wody ognistej. Uderzony, a nie pobity, przez jednego z „kolegów” został siłą zaciągnięty na pogotowie, gdzie sam oświadczył, że spożywał. Wszystkie te elementy pominęli partacze, bo nie pasowały do stawianej przez nich tezy. Pamiętacie Państwo stary żart: Czy to prawda, że w Moskwie na Placu Czerwonym Lenina rozdają moskwicze? Tak, prawda, tyle że nie w Moskwie, a w Leningradzie, nie na Placu Czerwonym, a przed pomnikiem Lenina, i nie rozdają moskwicze, tylko kradną rowery. Tyle o prawdzie partaczy.

Przyjrzyjmy się RZETELNOŚCI!
Partacze podkreślają, że mówią w interesie hodowców (o dziwo, zawsze anonimowych), jeśli ujawniali ich nazwiska, to zawsze były to osoby, delikatnie mówiąc, nieprzychylne władzom PFHBiPM. Tu mechanizm jest oczywisty, ale dla porządku poddam go krótkiej analizie.

W polskim parlamencie jest 460 posłów, reprezentantów narodu, ale zauważyliście Państwo, że każde ugrupowanie ma swoich bulterierów (właściwie jamniczków), którzy chętnie obszczekają, żeby zrobić trochę zamętu. Żeby ich nie promować, wspomnę o Januszu P., Stefanie od motylków i Krysi Trybunalskiej. Skoro wśród 460 reprezentantów narodu znajdziemy takie przykłady, to co dopiero wśród 11 tys. hodowców czy nawet kilkudziesięciu członków zarządu. Narobić fermentu i uciec – to jest ich zadanie. Partacze rzetelnie wypominają, że Polska Federacja Sp. z o.o. nie ujawnia danych o wynagrodzeniach. Nie spojrzeli we własne sprawozdania finansowe, gdzie przy nazwisku ich prezesa zarządu zamiast kwoty, widnieje adnotacja – „umowa o pracę”. Dobre i to, że gość nie robi za niewolnika. Skoro umowa o pracę, to co najmniej 2,6 tys. brutto ma. Swoją drogą, może by panowie partacze powiedzieli, ile zarabiają, bo obiło się nam o uszy, że są wynagradzani jak prezydent RP lub – jak sami uwielbiają ten przykład – prawie trzykrotnie więcej niż członek rady nadzorczej Orlenu. No, ale ich powinienem raczej odnieść do Ringier Axel Springer lub Bayera. A może napiszecie, partacze, ile przekazujecie środków swoim niemieckim właścicielom – jest to wprost ujęte w waszych sprawozdaniach finansowych. Na koniec rzetelności hit z ostatniego numeru, w którym panowie nie mogą się pogodzić z faktem, że prokuratura nie stwierdziła żadnych nieprawidłowości w Federacji. Powołują się na ustne wypowiedzi z przełomu czerwca i lipca zeszłego roku prokuratora, który sprawy nie prowadził, a został zaciągnięty na utajnione posiedzenie komisji rolnictwa. Tak mocno utajnione, że nagranie z jej przebiegu zostało umieszczone na stronach Sejmu. Przypomnijmy, że po tym wystąpieniu do akt sprawy spłynęły trzy opinie biegłego, który jednoznacznie swoim autorytetem potwierdził, że Federacja i Spółka cały czas się rozwijały, wynagrodzenia były adekwatne do wykonywanej pracy i oba podmioty są w dobrej sytuacji finansowej. Biegły napisał jeszcze coś, co rozumieli hodowcy, a czego partacze do dzisiaj nie mogą zrozumieć. Wskazał, że sukcesy w zarządzaniu Federacją i Spółką związane są przede wszystkim z bardzo dobrymi relacjami międzyludzkimi i gospodarczymi. Inaczej mówiąc, to Leszek Hądzlik, Stanisław Kautz czy Krzysztof Banach stanowią wartość dla Federacji i Spółki, którą trudno zastąpić. Jak pisałem, hodowcy rozumieli tę zależność doskonale – mimo zmasowanego ataku medialnego z zewnątrz oraz bezpardonowego ataku wewnątrz Federacji po raz kolejny powierzyli Leszkowi Hądzlikowi mandat do pełnienia urzędu Prezydenta na kolejną kadencję. Partacze ustami jamniczka pisali „przegraliśmy bitwę, walka nieskończona”. Z kim chcą walczyć, nie wiemy. Przypomina się kolejny stary dowcip, jak to w lasach w okolicach Poznania wysadzono w 1974 r. pociąg osobowy. Trzem ocalałym udało się dotrzeć do lasu, w którym spotkali partyzanta. Naskoczyli na niego, krzycząc, po co to zrobił, skoro wojna się skończyła. Partyzant popatrzył na nich i zapytał: „Jak to? Wojna? Skończyła się? To po ch… ja od 30 lat te pociągi wysadzam?”.

Zostały nam jeszcze uczciwość i wiedza.

UCZCIWOŚĆ!
Pamiętacie Państwo prawnicze opinie, wskazywane jako przemyślenia redakcji przy artykule o Krzysztofie Banachu? Błyskotliwość myśli i głębia prawniczej analizy budziły zazdrość niejednego członka palestry. W krótkim czasie nasza redakcja odkryła, że ta treść jest ordynarnym plagiatem tekstu umieszczonego na stronie znanej kancelarii adwokackiej, a pani mecenas, jego autorka, nie miała bladego pojęcia, że jej tekst został przywłaszczony. Jeżeli dla kogoś, kto zarabia na pisaniu, słowem i myślą, przywłaszczenie czyjegoś tekstu przychodzi z taką łatwością, to rozumiecie, Szanowni Czytelnicy, że jest to uderzenie w podwaliny zawodu, to tak jakby adwokat złamał tajemnicę, a lekarz przysięgę Hipokratesa. Dalszy komentarz uważam za zbędny. Gdyby partacze krzyczeli, że to pomyłka, każdemu może się zdarzyć, to mam drugi, zupełnie świeży przykład. Federacja od dwóch miesięcy prowadzi akcję społecznościową „Dziękujemy, że pijecie mleko”. Inteligentni po zastosowanej symbolice poznają, kto jest autorem akcji. Akcji potrzebnej nie dla budowy własnej renomy, tylko właśnie dla hodowców, mleczarzy; to prosty gest solidarności ze środowiskiem w tym trudnym czasie. Partacze po dwóch miesiącach akcji okleili rodzinę i ciągnik swoimi barwami, użyli naszego hasła, że to niby ich kampania. I tu ostatnia dygresja. Wiecie, czego zawsze brakuje sprzedawcy, który wciska słaby towar? Wstydu.

Na zakończenie została WIEDZA!
Wymóg, żeby wiedzieć, o czym się pisze, a nie pisać, o czym się wie – ten drobny niuans w istotny sposób odróżnia dziennikarzy od partaczy. Ci ostatni rozbawili mnie do łez, kiedy w artykule wyrazili pretensje o to, że Polska Federacja Sp. z o.o. nie jest spółką jawną. Kiedy zadali naszej redakcji pytanie dotyczące tej kwestii, uznaliśmy je za żart i w ironiczny sposób zaleciliśmy partaczom lekturę kodeksu spółek handlowych. Odpowiedź jest prosta: zgodnie z prawem, w przeciwieństwie do spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, PFHBiPM sama nie może założyć spółki jawnej. Pomimo, w naszej ocenie, klarownej odpowiedzi, redaktor partacz ponowił swoje wątpliwości w artykule. No cóż, pewnie według niego skoro coś ma rogi na głowie, jest łaciate i coś mu zwisa pod brzuchem, to można to wydoić. I wreszcie żart z ostatniego tygodnia, gdy partacze zadali dwa mordercze pytania: pierwsze, czy przestrzegamy wytycznych dla funkcjonowania zakładów przemysłowych w trakcie epidemii, i drugie, czy zmuszamy rolników do wznowienia prób udojowych pod groźbą wypowiedzenia umowy. Gdyby partacze czytali ze zrozumieniem, wiedzieliby, że Federacja nie jest zakładem przemysłowym i nie produkuje maszyn czy urządzeń. Na marginesie, to sami hodowcy prosili o wznowienie oceny, a Federacja przekazywała instrukcje i środki ochrony osobistej każdemu, kto tego wymagał. Na drugie pytanie nie odpowiem, jest bowiem finezyjne jak adwokat, który na sprawie rozwodowej pytał męża, czy przestał już bić swoją żonę. Szanowni Czytelnicy, wiele lat wmawiano nam, że kapitał nie ma narodowości, dzisiaj wiemy, że nie tylko kapitał ma narodowość, ale media także go posiadają. Dlatego pozwoliłem sobie wymienione w tytule grono nazwać partaczami. Bo gdyby się głęboko zastanowić, to media narodowe, pomimo prezentowania często diametralnie różnych poglądów, z którymi możemy się zgadzać lub nie, w rzeczywistości pracują dla Polski. Kto nie może pracować dla mediów narodowych, musi pracować na zewnątrz (poza cechem). Wszystkich imion i nazwisk partaczy nie będę wymieniał, można prześledzić trzy ostatnie lata, i staną wszyscy jak jeden mąż. Do niedawna wierzyliśmy, że partacze mogą się czegoś nauczyć – byliśmy w błędzie, przepraszamy za to naszych Czytelników. Dzisiaj podjęliśmy decyzję – z partaczami nie gadamy. Powiesimy nawet taki baner na stronie internetowej. Więc jeśli w kolejnych numerach partacze będą narzekać, że nie odpowiadamy na ich pytania czy zaczepki, zamiast analizować, dlaczego tego nie robimy, prosimy, Szanowny Czytelniku, zerknij na baner „Z PARTACZAMI NIE GADAMY”, i wszystko jasne.

PS Korci mnie, aby napisać, że choć dzisiaj to jest TPR, to jestem głęboko przekonany, analizując ich sposób pisania, że wcześniej byli w TPPR. Jeśli młodsi nie wiedzą, o jaką organizację chodzi, to proszę, zapytajcie rodziców lub dziadków.

HiChB 2020/07