Polsko-czeskie konkury. Dobra współpraca. Porównujemy branże
Martin Ziaja, hodowca bydła, prezes Okręgowego Związku Hodowców Bydła i członek zarządu PFHBiPM reprezentował polskich hodowców bydła podczas czeskiej gali mlecznej. Swoją obecność w kraju nad Łabą wykorzystał do promocji naszego sektora mleczarskiego, jednocześnie nawiązując wiele cennych kontaktów. Spotkanie z czeskimi hodowcami stało się dla redakcji inspiracją do porównania obydwu branż mlecznych, hodowlanej i przetwórczej. To zestawienie niesie ze sobą intersujące spostrzeżenia.
Jan Hereditas

- Przyjacielem polskich hodowców bydła jest od lat Josef Kučera, który przewodzi czeskim hodowcom bydła. Obecnie szefuje także Funduszowi Rolnemu. Przyjacielskie relacje łączą Kučerę i Leszka Hądzlika, prezydenta Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka.
- Martin Ziaja mocno zaakcentował swoją obecność w Czechach. Poprowadził wykład dla tamtejszej branży podczas uroczystej gali mlecznej, w której wzięli udział przedstawiciele całego czeskiego sektora. Uczestniczył także w dyskusji o przyszłości hodowli bydła mlecznego w Europie wymieniając poglądy z czeskimi przyjaciółmi.
- Jakie wnioski płyną ze spotkań i dyskusji? Nasz południowy sąsiad jest mocno nastawiony na podnoszenie konkurencyjności całego sektora mleczarskiego.
- O co najbardziej dopytywali czescy hodowcy? Pytanie kierujemy do Martina Ziaja, członka zarządu Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka. Czesi są zdumieni ilością spółdzielni mleczarskich w Polsce i że każdy głos hodowcy, niezależnie od tego czy jest małym, czy dużym producentem mleka, waży tyle samo.
- – Spółdzielczość w tej branży nie funkcjonuje w Czechach – mówi Martin Ziaja. – U nich wszystkie podmioty są prywatne. Zaskakuje ich ilość podmiotów skupujących mleko nad Wisłą. U nas ¾ podmiotów skupujących mleko jest w rękach hodowców bydła a podstawą prawną ich działalności jest prawo spółdzielcze. Jedynie 25% podmiotów jest prywatnych – uzupełnia hodowca z Polski.
- Na tym polega główna różnica pomiędzy sektorem mlecznym w Polsce i w Czechach. W samej hodowli bydła mlecznego jest wiele podobieństw w obu krajach. Wydajność laktacyjną krów pod oceną mamy na zbliżonym poziomie. Tracimy ekonomicznie na zbyt niskiej produkcji mleka w przeliczeniu na jedno gospodarstwo.
Polska i Czechy wstąpiły do Unii Europejskiej w tym samym czasie, 1 maja 2004 r. Czas, który upłynął od akcesji zarówno my, jak i Czesi w pełni wykorzystaliśmy na rozwój produkcji mleka i jego przetwórstwa. Staliśmy się uznanymi markami. Która z nich jest mocniejsza?
Czeska hodowla bydła mlecznego
Pogłowie krów mlecznych w Czechach sięga 335 tys. krów. Dominują w nim dwie rasy, holsztyńsko-fryzyjska i simentalska.
Produkcja mleka odbywa się w 1,2 tys. gospodarstwach, które produkują rocznie 3,5 mld kg mleka. 98% tych gospodarstw mlecznych korzysta z oceny wartości użytkowej bydła. Wydajność w obydwu rasach wynosi 10 200 kg mleka w laktacji.
Średniej wielkości stado bydła mlecznego w Czechach utrzymuje 280 krów. Czesi, tak samo jak my, produkują więcej mleka niż potrzebują na zaspokojenie własnych potrzeb. Ich tzw. samowystarczalność wynosi 135%.

Polska produkcja mleka
A jak na tym tle prezentuje się hodowla bydła mlecznego i produkcja mleka w naszym kraju?
Mamy o wiele więcej krów mlecznych i nasza produkcja jest o wiele większa w porównaniu z czeską. Nad Wisłą utrzymywanych jest blisko 2 mln krów (1,95 mln sztuk). Roczna produkcja mleka sięga 14 mld kg, czyli jest czterokrotnie wyższa. Rynkowych producentów mleka także mamy więcej. Ich liczba wynosi 80 tys. Średnia wydajność od jednej samicy znajdującej się pod oceną wartości użytkowej sięga 10 tys. kg mleka.
A jak wygląda nasza samowystarczalność? Przypomnijmy, czeska to 135%, a nasza: 126%. Czesi produkują 1,2 mld kg mleka więcej niż potrzebują, a Polska 3,6 mld kg więcej od krajowych potrzeb.
Porównajmy jeszcze jedną statystykę, a mianowicie średnioroczną produkcję mleka na jedno gospodarstwo. W Czechach wynosi ona 2,9 mln kg mleka, w Polsce zaś 160 tys. kg mleka.
Wynik porównania
Polska jest większym krajem w porównaniu z Czechami. Jest także nas Polaków więcej. Nasz populacja sięga 38 mln, a Czeska – 11 mln. Jak wynika z powyższego porównania mamy także więcej krów i zdecydowanie więcej hodowców bydła i producentów mleka. Produkujemy dużo więcej mleka.
Pozyskujemy podobną ilość mleka od statystycznej ocenianej krowy, co wskazuje na to, że zarówno my, jak i Czesi dobrze odrobiliśmy lekcję hodowlaną przez ostatnich kilkadziesiąt lat odkąd uwolniliśmy się spod rosyjskiego prześladowania.
Jednak w jednym zestawieniu Czesi są od nas lepsi. Z ekonomicznego punktu widzenia patrząc, małe nie zawsze jest piękne. Produkcja mleka w jednym gospodarstwie mlecznym w Czechach jest wielokrotnie wyższa niż w polskim. Z tego można wyciągnąć jeden zasadniczy wniosek: czeskie gospodarstwa mleczne mają wyższą odporność ekonomiczną.
Handel pomiędzy sąsiadami
Czechy są drugim najważniejszym rynkiem zbytu dla polskich produktów mlecznych. Szacuje się, że trafia na ten rynek około 7% wartości polskiego eksportu w tym sektorze o wartości 240–280 mln EUR. Do Czech trafiają głównie sery dojrzewające, twarogi, mleko w proszku oraz produkty fermentowane, co wynika z bliskości czeskiego rynku. Czeski rynek jest drugim, najistotniejszym rynkiem, po niemieckim dla sektora mleczarskiego w Polsce.
Produkty mleczarskie są przywożone do Polski przede wszystkim z krajów Unii Europejskiej, których łączny udział w wartości przywozu wynosi ponad 90%. W większości produkty mleczne sprowadzamy z krajów tzw. starej Unii Europejskiej, zaś udział krajów Europy Środkowo-Wschodniej waha się od 3 do 4%. Głównymi dostawcami są Niemcy, Litwa, Belgia, Francja oraz Holandia i Włochy. Pozostałe kierunki geograficzne mają niewielkie znaczenie w strukturze importu. Z Czech przywozimy sery i twarogi oraz jogurty i napoje mleczne.
Warto podkreślić na tle powyższych porównań czeskiej i polskiej hodowli bydła i produkcji mleka, że u naszych południowych sąsiadów nie ma państwowej ziemi. Po upadku komunizmu Czesi sprywatyzowali wszystkie grunty uprawne. Jak jest u nas, nikomu nie trzeba przypominać, ale należy dodać, że sprzedaż gruntów rolnych lub ich dzierżawa wywołują nie tylko spory polityczne, ale przede wszystkim niesnaski wśród rolników.

