Praca hodowlana w erze genomowej

– Nie można negować potrzeby wykorzystania wysokiej jakości genetyki zagranicznej dla realizacji naszego programu hodowlanego czy pozyskania nowych linii genetycznych. Natomiast masowa inseminacja powinna się opierać na własnych buhajach, których ocena i selekcja prowadzone są z uwzględnieniem odpowiednich parametrów i potrzeb danego kraju. Niestety, w sytuacji gdy wyznacznikiem przydatności do użycia nasienia jest głównie cena, a inseminatorzy (w tym niestety także weterynarze) widzą tylko możliwość zarobienia, to kończy się rozmowa o wartościach genetycznych, a zaczyna się wyłącznie negocjacja cen – uważa Wiesław Drewnowski. Z prezesem SHiUZ w Bydgoszczy rozmawiałem m.in. o realizacji programu hodowlanego, genomowaniu młodych samców i współpracy z hodowcami.

Jak dziś, w dobie genomiki, wygląda praca w SHiUZ? Buhajów nie utrzymujecie u siebie aż tylu, ile utrzymywaliście wcześniej?
W sierpniu 2014 r. po raz pierwszy opublikowano ocenę genomową wartości hodowlanej samców i wiele się od tego czasu zmieniło. My swoją pracę z genomiką zaczęliśmy dużo wcześniej, ponieważ wiedzieliśmy, co się dzieje na świecie, zwłaszcza w Europie, i przygotowywaliśmy się na ten moment. Byliśmy pierwszą spółką inseminacyjną, która rozpoczęła prace nad wdrażaniem selekcji genomowej w Polsce. Warto tu przypomnieć trochę historii: pierwszy i jedyny bank DNA buhajów, stworzenie konsorcjum MasinBull, pierwsze laboratorium genotypowania bydła. Jeszcze przed publikacją oceny genomowej uruchomiliśmy program GenoBull, w którym umożliwiliśmy wcześniejszy dostęp do buhajów ocenionych na podstawie genomu. Szereg spotkań z hodowcami pod nazwą Akademia Genomowa również bardzo pomógł z oswojeniem tematu. Wykonaliśmy kawał dobrej roboty, przygotowując grunt do pracy hodowlanej w dobie genomu w Polsce. Pracy, można powiedzieć, jest jeszcze więcej. Postęp hodowlany jest znacznie szybszy, nowych, coraz lepszych osobników przybywa, także podejmujemy wiele istotnych działań zmierzających do wyboru jak najlepszych samców, ojców przyszłego pokolenia. Ale jest i druga strona medalu, czyli samice, o których mamy teraz pełną wiedzę i najlepsze sztuki kwalifikujemy na matki – a jest w czym wybierać. Wcześniej utrzymywaliśmy około 500 buhajów rocznie, dziś utrzymujemy znacznie mniej, ponieważ nie czekamy na ocenę buhaja, dziś znamy ją praktycznie od razu i bardzo szybko podejmujemy decyzję co do zakupu buhaja i jego przyszłości. W przeszłości kupowaliśmy ponad 120 buhajków rocznie i czekaliśmy około czterech lat na wyniki ich oceny na córkach, a w międzyczasie używaliśmy ich nasienia jako tzw. testowego. Dziś kupujemy rocznie mniej buhajków i utrzymujemy również mniejszą liczbę zwierząt produkcyjnych. Jednak inny jest też rodzaj pracy hodowlanej. Należy badać pod względem genomowym jak najwięcej zwierząt, zarówno samców, jak i samic. Daje to możliwość znalezienia dużej liczby zwierząt z wysokim potencjałem genetycznym. Jest to dla nas niezbędne ze względu na ciągłą pogoń za coraz lepszymi parametrami buhajów. Hodowcy oczekują od nas w kolejnych wycenach coraz lepszych rozpłodników, więc żeby sprostać wymogom, musimy systematycznie działać z najlepszymi hodowlami w poszukiwaniu możliwości uzyskania młodych buhajków z wysokim indeksem genomowym.

Jak w związku z tym wyglądają koszty? Wzrosły czy zmalały?
To kontynuacja poprzedniego tematu rozmowy. Nie ma dziś możliwości prowadzenia dobrego programu hodowlanego bez inwestycji w genetykę i zasoby zwierząt, od których mają pochodzić najlepsze buhajki. Koszty ponosiliśmy i ponosimy w dalszym ciągu. Import zarodków z zagranicy, realizacja embriotransferu (tu, w kraju, z naszymi hodowcami), wzbogacenie ofert sprzedaży buhajów z jak najwyższymi parametrami, nasienie seksowane, które, jak wiadomo, musimy importować, ponieważ w Polsce nie mamy technologii pozwalającej na jego seksowanie – są to jedne z wielu kosztów.

Koszty raczej rosną systematycznie – trzeba genomować coraz więcej samic, młodych buhajków, utrzymać bazę ich odchowu. Realizacja programu hodowlanego kosztuje. Staramy się genotypować jak najwięcej zwierząt, aby z każdą oceną móc zaproponować hodowcom nowości o coraz lepszych parametrach. Dodatkowo młode buhaje produkują mniej nasienia i rzadziej są wykorzystywane do produkcji. A cały cykl sprzedaży nasienia od jednego buhaja także znacznie się skraca w porównaniu z okresem, gdy sprzedawaliśmy buhaje ocenione na córkach. Jest to związane z pojawianiem się nowych, lepszych pokoleń buhajków, wyższą świadomością hodowców, którzy czekają w kolejnych wycenach na lepsze zwierzęta, oraz z napływem nasienia od zagranicznej konkurencji.

Spółka genotypuje młode samce w stadach. Jak prowadzicie ich selekcję, które wybieracie do genotypowania?
Genotypujemy wiele osobników męskich. Sześć razy w roku otrzymujemy wyniki genomowej oceny wartości hodowlanej i taki obrót pozwala na szybkie podejmowanie decyzji. Samce w większości pochodzą z ustalanych wspólnie z hodowcą doborów, ale genotypujemy również te osobniki, które urodziły się z kojarzeń zaplanowanych przez samego hodowcę. Mamy niesamowicie świadomych partnerów do współpracy hodowlanej i grzechem byłoby z tego nie korzystać. Także sam proces genotypowania zwierząt poprzedzają ważne i przemyślane decyzje, mające na celu uzyskanie tego najlepszego buhaja, będącego numerem jeden, czyli wybór najlepszych rodziców przyszłego pokolenia. Wybieramy matki, kandydatki na matki buhajów, według parametrów, które co sezon staramy się podnosić. Zwiększyliśmy nacisk na zabiegi embriotransferu, zwłaszcza w przypadku młodych samic z wysoką wartością indeksu gPF, których potencjał jak najszybciej chcemy wykorzystać i namnażać. Dodatkowo staramy się wspierać hodowców finansowo, partycypując w kosztach zabiegów ET czy nasienia np. tzw. ojców buhajów. Urodzone potomstwo badamy, a ostatni etap to wybór tych najlepszych do zakupu.

W jaki sposób realizujecie program hodowlany? Czy macie tzw. buhaje testowe?
Realizacja programu hodowlanego się nie zmieniła, przede wszystkim skróciła się w porównaniu z systemem tradycyjnej oceny, ale przybyło więcej decyzji do podejmowania, co spowodowane jest liczbą badanych zwierząt, samców, a przede wszystkim samic. Pokrótce, bo niemalże w każdym pytaniu do tego nawiązujemy, realizację programu hodowlanego można podzielić na kilka etapów. Zaczynamy od wyboru najlepszych samic na matki oraz wyboru najlepszych buhajów na ojców przyszłego pokolenia na podstawie wyników oceny WH. I tu ogromną rolę odgrywają komputerowe programy do kojarzeń, które znacznie ułatwiają pracę, a nawet określają WH potomka danej pary rodzicielskiej. Kolejnym etapem są zabiegi inseminacji czy embriotransferu. Ostatni etap to uzyskanie oceny genomowej osobników. I koło się zamyka, do następnego sezonu, kolejnej oceny. Zbadane zwierzęta, których wyniki spełniają oczekiwania, stają się rodzicami kolejnych pokoleń. Czy posiadamy buhaje testowe? Nie, nie posiadamy. Jak powszechnie wiadomo, testowanie buhajów skończyło się z chwilą wejścia w życie oceny genomowej. Jednak w dalszym ciągu prowadzona jest pełna ocena typu i budowy krowy pierwiastki, której ojcem jest buhaj z genomowo oszacowaną WH, po to, by w przyszłości uzyskać ocenę buhaja na potomstwie – córkach (wcześniej w ten sposób opisywano buhaje testowe).

W Polsce zdarzają się perełki, tzn. buhaje, które uzyskują bardzo wysoką ocenę hodowlaną. Mieliście Artusa z gospodarstwa na Podlasiu. Czy tylko liczba zgenomowanych młodych samców decyduje o kolejnych narodzinach „polskiego króla” w rasie holsztyńsko-fryzyjskiej?
Oczywiście, że nie ilość zgenomowanych sztuk decyduje o znalezieniu najlepszego rozpłodnika – zwiększa szansę, ale nie decyduje. Artus, jak i wszystkie inne nasze wcześniejsze perełki (bo od oceny 2015/3 i późniejszych zawsze polskie buhaje SHiUZ, z numerem PL) były numerem jeden na liście (Bocanad ET, Balsan, Bar ET, Ebp First ET, Artus, Proton ET i Hotstat), co świadczy o realizacji polskiego programu hodowlanego. Artus jest wynikiem świadomie prowadzonej pracy hodowlanej, w tym konkretnym przypadku mam na myśli import zarodków, z którego wyprowadzona została linia mateczna, z której pochodzi, oraz odpowiedni dobór osobników do kojarzeń i nieco szczęścia.

Genomowanie to tylko część naszego programu hodowlanego. Należy pamiętać, że za tym stoją ludzie z działu hodowli, którzy współpracują bezpośrednio z hodowcami. Ta współpraca dostarcza nam informacji o potrzebach hodowców, a także materiału do dalszej pracy w prowadzeniu selekcji zwierząt. Wspólnie z hodowcami wybieramy osobniki do embriotransferu, samice na tzw. matki buhajów, czy prowadzimy dobory z użyciem nasienia ojców buhajów. To wszystko ma na celu uzyskanie następnych pokoleń zwierząt z coraz wyższym potencjałem. Kontynuacją procesu jest genomowanie młodych samców w jak największej liczbie, aby wybrać te o jak najlepszych parametrach. Jednak całość działania nie jest wypadkową przypadkowego trafienia w przysłowiową dziesiątkę, a wynikiem pracy i zaangażowania wielu ludzi i środków.

Współpracujecie z wieloma gospodarstwami mlecznymi. Czy ta współpraca przynosi spodziewane efekty? Jakie są wzajemne oczekiwania obu stron?
Oczywiście, najlepszym tego efektem jest liczba polskich buhajów w naszym katalogu. To właśnie jest efekt naszej pracy, czyli wspólnej realizacji programu hodowlanego. Wspólnie podejmujemy również decyzje przy wyborze najlepszych matek do inseminacji czy realizacji embriotransferu. Co sezon zapewniamy dostęp do nowoczesnej genetyki – mam tu na myśli nasienie buhajów. W ofercie 2021.1 pojawią się nowe buhaje z wysokimi parametrami, wspomnę dla przykładu o buhaju Ronny (gPF = 150). Popularnym trendem staje się wykorzystywanie buhajów homozygotycznie bezrogich, i dla takich hodowców będzie nasienie buhaja Pop PP (gPF = 142) – pełnego brata Piwi. Z polskich buhajów polecamy buhaja Os Filon (gPF = 141), Blackpol (gPF = 141) i wiele innych nieodbiegających od tej zagranicznej genetyki. Bez współpracy z hodowcami nie ma możliwości prowadzenia programu hodowlanego. Wszystko zaczyna się i kończy u hodowcy w oborze.

Coraz częściej pojawiają się głosy, że hodowcy powinni mieć możliwość genotypowania młodych samców. W Europie to domena podmiotów takich jak wy. Jakie jest Pana zdanie w tej kwestii?
Zdecydowanie powinniśmy się trzymać wytyczonych procesów działania w tym temacie. Aktualnie zarówno w Polsce, jak i w większości innych krajów na świecie hodowca sam nie może zgenotypować buhajka w celu oszacowania jego wartości hodowlanej. Hodowca też nie ponosi żadnych kosztów genotypowania. Usługa ta zarezerwowana jest dla firm inseminacyjnych, których buhaje współtworzą populację referencyjną, niezbędną do wykonania tej oceny, i tak według mnie powinno pozostać. W przeciwnym wypadku istnieje duże prawdopodobieństwo, że firmy inseminacyjne przestaną inwestować w rozwój genetyki i współpracę z hodowcami, a jedynie będą uczestniczyć w aukcjach wybranych buhajów proponowanych przez hodowców znających ich potencjał genetyczny. Zakończy to etap jakiejkolwiek działalności na rzecz pracy hodowlanej i doprowadzi do czysto komercyjnego podejścia do pozyskania nowych buhajków. Każdy będą mógł sobie wyhodować i sprzedać buhajka z dobrym indeksem, tylko jakie będzie wtedy zapotrzebowanie, parametry tych zwierząt czy cena sprzedaży nasienia? Tego nikt dziś nie przewidzi.

To dyskusyjny temat. Jednak myślę, że hodowcy, którzy z nami współpracują, są zadowoleni z możliwości, które oferujemy. Rodzaj współpracy i jej zakres zawsze dostosowujemy do oczekiwań zainteresowanego i staramy się, aby obie strony miały maksymalnie wysokie korzyści.

W kwestiach hodowlanych współpracujecie ze swoim francuskim udziałowcem. Jak w ramach tej współpracy typujecie samce, których nasienie trafia do polskich hodowców i producentów mleka?
Jak większość spółek krajowych, tak i my mamy wsparcie (niezmiennie to samo od 1999 r.) w zagranicznym partnerze, i z niego korzystamy. W dobie takiej dostępności do informacji, wiedzy i technologii trzeba mieć możliwości, aby nadążyć za światem. Mamy dzięki temu dostęp do światowej genetyki w zakresie wyboru zarodków, materiału na ojców buhajów czy buhajków, które po zgenomowaniu trafiają do naszej oferty. Nasz dział hodowlany ma możliwość sięgania po dowolne zasoby genetyczne, aby prowadzić swoje prace. Na typowanie buhajów stanowiących naszą ofertę wpływa wiele czynników, oczywiście podstawowe kryterium stanowią parametry hodowlane (poniżej pewnych ustalonych założeń nie schodzimy), ale też np. rodowód danego osobnika, bezrożność. Kierujemy się tym, czego oczekują nasi hodowcy, i trendami ogólnoświatowymi. Nie ma tu miejsca na przypadki – wszystkie parametry wybieranych zwierząt są wielokrotnie analizowane pod kątem przydatności w inseminacji i postępu hodowlanego.

Na polskim rynku jest duża konkurencja ze strony amerykańskich podmiotów, rośnie sprzedaż nasienia z importu. Czy u nas ciągle pokutuje przekonanie, że zagraniczne jest lepsze od naszego?
Zdecydowanie nie, nasze polskie buhaje niczym nie różnią się od buhajów amerykańskich. Prawdą jest, że sprzedaż nasienia importowanego rośnie, dziś z zagranicy można importować w zasadzie każdego rozpłodnika. Niestety często walczymy nie z przekonaniem, że amerykańskie jest lepsze, a z ceną tego nasienia. Zwracam uwagę, że w Polsce nie ma żadnego mechanizmu ani żadnej instytucji, które nadzorowałaby lub wręcz nawet ograniczały napływ zagranicznej genetyki. Głównie chodzi o nasienie buhajów starych czy z niskim potencjałem genetycznym. Wszystkie państwa europejskie w lepszy lub gorszy sposób próbują zabezpieczać własny rynek i wykorzystywać potencjał genetyczny krajowej hodowli. Zarząd SHiUZ wielokrotnie czynił starania, aby powstała swego rodzaju państwowa Rada Hodowlana, która przynajmniej rekomendować będzie parametry zwierząt do wykorzystania w kraju w celu poprawy genetyki w stadach naszych hodowców.

Wracając do zagranicznych buhajów – nie można negować potrzeby wykorzystania wysokiej jakości genetyki zagranicznej do realizacji naszego programu hodowlanego czy pozyskania nowych linii genetycznych. Natomiast masowa inseminacja powinna się opierać na własnych buhajach, które mają ocenę i selekcję na parametrach i potrzebach danego kraju. Niestety, w sytuacji gdy wyznacznikiem przydatności do użycia nasienia jest głównie cena, a inseminatorzy (w tym niestety także weterynarze) widzą tylko możliwość zarobienia, to kończy się rozmowa o wartościach genetycznych, a zaczyna się wyłącznie negocjacja cen. Tu, niestety, zagraniczna konkurencja ma lepiej, bo nie ponosi kosztów produkcji nasienia i programu hodowlanego w Polsce, a sprowadza do nas wycofane lub niechciane na własnym rynku nasienie i sprzedaje je w symbolicznej cenie.

SHiUZ w Bydgoszczy dobrze się kojarzy – tak brzmi również Wasz slogan marketingowy. Jaka przyszłość czeka podmiot, którym Pan kieruje. Jak widzi go Pan za kilka lat?
Nasza przyszłość to hodowcy. Nie ma SHiUZ-u bez hodowców. Zatem jeśli oni będą mieli warunki i możliwość rozwoju, to i nasza firma będzie się rozwijała razem z nimi. Jesteśmy i zawsze będziemy zaangażowani w krajowy program hodowlany, który opiera się na naszych rodzimych zwierzętach i hodowcach, dlatego właśnie nasz SHiUZ dobrze się kojarzy. Myślę, że będziemy kontynuować naszą działalność w oparciu o współpracę z hodowcami. Oczywiście inwestując w nowoczesne technologie i potencjał genetyczny. Tylko rozwój technologiczny zapewnia dziś możliwość dotarcia do jak największej liczby odbiorców. Zatem widzę naszą firmę w przyszłości jako nowoczesną, z zapleczem wielu zadowolonych klientów, czyli hodowców.

Dziękuję za rozmowę.

Zbliżające się wydarzenia