Profilaktyka zamiast antybiotyku

W hodowli bydła mlecznego kluczowych jest kilka elementów, chociażby takich jak odpowiednio zbilansowane żywienie, dobra genetyka w stadzie, dbałość o zdrowie i dobrostan zwierząt. Zastosowanie się do nich gwarantuje oczekiwane przez hodowcę efekty, czyli dobrą wydajność czy bezproblematyczny rozród w stadzie. Oprócz tego – o czym nie można zapominać – jest jeszcze jeden bezcenny aspekt takich działań, a mianowicie spokój w codziennej pracy. To właśnie ten stan jest najcenniejszy dla prowadzących gospodarstwo państwa Chudzików. Niebagatelne znaczenie w osiągnięciu takiego stanu ma szeroko pojęta profilaktyka.

tekst i zdjęcia: Mateusz Uciński

Gospodarstwo Rolne Państwa Justyny i Tomasza Chudzików położone jest w Strachanowie w gminie Goszczanów (woj. łódzkie). Ocenę wartości użytkowej prowadzi się w nim już od lat 80. ubiegłego wieku. Systematyczny rozwój stada zaowocował doskonałymi wynikami – bo trzeba przyznać, że najwyższa w województwie wydajność mleczna za 2020 r. to ogromny sukces. Produkcja mleka na poziomie 12 797 kg (4,49% tłuszczu i 3,45% białka) dowodzi ogromnej wiedzy i doświadczenia obojga hodowców. Stado liczy około 80 krów, z czego 40 dojnych rasy polskiej holsztyńsko-fryzyjskiej. Hodowla bydła możliwa jest dzięki odpowiednio zagospodarowanej powierzchni polowej. Własny areał państwa Chudzików wraz z dzierżawami stanowi około 30 ha. Uprawiana jest głównie kukurydza, ale 6 ha zajmują użytki zielone z przeznaczeniem na sianokiszonkę. Hodowcy bazują na sprawdzonych odmianach kukurydzy, jednak nie unikają również nowości. Głównym wymogiem jest wysokość roślin pozwalająca na zebranie dużej masy. Zbiór na razie odbywa się we własnym zakresie z wzajemną pomocą sąsiedzką.

Dawka żywieniowa układana jest z przygotowywanych w gospodarstwie pasz objętościowych z udziałem gotowych komponentów wysokobiałkowych. Dzięki przejazdowej oborze możliwe było zastosowanie wozu paszowego. Pomimo dbałości o stado zachodzi szybka rotacja pokoleń. Długość użytkowania krów wynosi 2,7 roku. Zapewne duży wpływ na tę sytuację ma utrzymanie krów w systemie uwięziowym, który ogranicza długowieczność. Mimo to państwo Chudzikowie mogą poszczycić się już dwiema krowami tzw. stutysięcznicami, których dochowali się w swoim stadzie.

Wybitnie zdrowe stado

Warto podkreślić, że w gospodarstwie bardzo uważnie monitoruje się poziom komórek somatycznych, co widać w raportach wynikowych. Ich zawartość w mleku, plasująca się w okolicach 100 tys., powoli staje się normą. Ze względu na czas doju liczy się z kolei szybkość oddawania mleka. Inaczej mówiąc, to odpowiednik czasu spędzonego podczas dojenia. Zatem nie jest obojętne, ile litrów na minutę oddaje krowa.

Buhaje do kojarzeń pochodzą ze sprawdzonych źródeł. Hodowca czuwa nad trafnością doboru i, mimo wspomagania aplikacją, sam wnikliwie analizuje indeksy i rodowody. Nie ukrywa przy tym, że najbardziej zależy mu na sprawdzonych zwierzętach krajowych.

Gospodarstwo państwa Chudzików przez wiele lat było profilowane do hodowli krów, co zdecydowanie widać, gdyż wszystkie działania w nim poczynione są przemyślane i zaplanowane.
– Kiedy przejmowałem to gospodarstwo od rodziców ponad 20 lat temu, powiedziałem ojcu, że nie chcę mieć w oborze sztuk poniżej wydajności 6 tys. kg mleka. Wtedy mnie wyśmiał – wspomina pan Tomasz. – Obecnie jest to ponad dwa razy więcej. Przyznam, że był czas, kiedy się zastanawiałem, czy trzymać jałówkę, która nie daje 10 tys. kg mleka, ale już mi to przeszło, bo można na takim wyścigu szybko „stępić pazury”. Jeżeli zaś chodzi o profilaktykę, o której dzisiaj rozmawiamy, to podstawą naszych działań jest to, że utrzymywane stado pochodzi z własnej hodowli. Tak naprawdę dokupiłem do niego kilka sztuk, i to w momencie wybudowania nowej obory w 2010 r. Były to sztuki z małych obór, które nie są nastawione na handel. Po prostu nie chcę w swoim stadzie żadnych chorób i, jak dotychczas, to mi się udaje. Ominęły mnie, na szczęście, BVD i IBR. Krowy są regularnie badane, co też uważam za podstawę profilaktyki. Gdy wyeliminujemy w jak największym stopniu choroby, wtedy możemy się bawić w hodowlę.

Hodowca zwraca uwagę, że kluczowe jest zapewnienie krowom odpowiedniej higieny i pamiętanie o takich zabiegach, jak odrobaczanie i szybkie reagowanie na wszelkiego rodzaju stany mogące szkodzić bydłu, np. grzybiczne. Na początku w stadzie zdarzały się problemy z zapaleniami wymion, teraz udało się je praktycznie wyeliminować. Jak przyznaje pan Tomasz, w ciężkich przypadkach krowy, które miały trzy zapalenia w jednej laktacji, były usuwane ze stada i to zdecydowane działanie w ogromnym stopniu wyeliminowało mastitis z hodowli.

W stadzie przeprowadza się regularną korekcję racic, ponieważ legowiska są wyścielone matami i w takich warunkach następuje szybsze narastanie tkanki. Kolosalne znaczenie, zdaniem pana Chudzika, ma jakość słomy. Musi być dobrze wysuszona, a w żadnym wypadku nie może być nadgniła, ponieważ spowoduje występowanie stanów chorobowych u zwierząt.

Dla państwa Justyny i Tomasza Chudzików stan zdrowia utrzymywanych przez nich krów gwarantuje to, co jest najważniejsze – święty spokój!

Wzorowa somatyka

Niewątpliwym atutem gospodarstwa państwa Chudzików są wyniki somatyczne stada. Jak wspomniałem wcześniej, liczba komórek somatycznych wahająca się w granicach 100 tys. to powód do prawdziwej dumy! Naturalnie jest to okupione bardzo ciężką pracą i ogromną dbałością o utrzymywane zwierzęta.

– Niestety, za takie wyniki nikt dodatkowo nie płaci – kwituje pan Tomasz. – Mleczarnie na ogół biorą mleko z o wiele większym bilansem komórek somatycznych lub przymykają oko na naprawdę niepokojące stany zdrowotne w stadach dostawców. Ja staram się, aby mieć takie wyniki, z jednego powodu: chcę mieć święty spokój w oborze. Bo niska somatyka gwarantuje, że moje krowy są zdrowe.

Jak nietrudno się domyślić, przy takim stanie zdrowotnym stada i bardzo rzadkich problemach z chorobami zużycie antybiotyków w gospodarstwie państwa Chudzików jest znikome. Owszem, stosują ten rodzaj leków przy kontrolowaniu zasuszenia, ale starają się, żeby stosowany przez nich środek należał do grupy najlżejszych medykamentów.
– Planujemy ograniczyć antybiotyki także przy zasuszaniu – deklaruje hodowca ze Strachanowa. – A w przypadku zapaleń stosujemy na ogół leki bezkarencyjne. Chociaż, szczerze mówiąc, gdybym miał wskazać środki, które najlepiej wpływają na stany zapalne wymion, to byłyby to woda z octem i zdajanie. Nie traktujemy stosowania antybiotyków w hodowli jako jakiegoś złotego środka, a raczej jako zło konieczne. Hodowla krów to tak naprawdę wielka improwizacja, trzeba być elastycznym i dostosowywać się do sytuacji. Antybiotyk jest ostatecznością, dlatego nawet u cielaków staramy się ich mniej stosować. Stawiamy na elektrolity i nawadnianie, a do tego na dezynfekcję, czystość kojców i szczepienia na rotawirusy. Do tego – jak zaznaczałem – czysta słoma. Jeżeli zaś chodzi o higienę doju, to stosujemy sprayowanie. Wiem, że popularniejszy jest dipping, ale w naszych warunkach używanie sprayów dezynfekujących okazało się efektywniejsze i wygodniejsze. Skończyły się zapalenia kanałów strzykowych i podobne temu przygody.

Biorąc pod uwagę, z jaką dbałością prowadzone jest gospodarstwo państwa Chudzików, higiena doju jest tylko jednym z elementów prawidłowego prowadzenia stada krów mlecznych. Jak podkreśla sam hodowca, praca z bydłem podobna jest do operowania różnymi klockami, które umiejętnie ułożone, stanowią jednolitą i stabilną ścianę.

– Nie czarujmy się, żeby mieć dobre i zdrowe stado, trzeba przyłożyć się do profilaktyki – podkreśla pan Tomasz. – I to bardzo! A kluczowym elementem w tym procesie jest zadowolenie samego hodowcy. Jeżeli on nie będzie zadowolony ze swojej pracy, nie będzie widział jej efektów, także finansowych, to można zapomnieć o wszystkich staraniach. To jest naprawdę ciężka robota i musi być z niej satysfakcja. Tylko wtedy ma to sens. 

Zbliżające się wydarzenia