Rekordowa wydajność składników mleka

Robert Neneman z Wełnicy, uzyskując w 2018 roku przeciętną wydajność 13 437 kg mleka zawierającego 4,76% tłuszczu i 3,22% białka, ustanowił rekord w Polsce w produkcji suchej masy białego surowca od jednej krowy. Wynosi on 1071 kg tłuszczu i białka mlecznego średniorocznie od każdej z utrzymywanych 88 krów!

tekst i zdjęcia: RYSZARD LESIAKOWSKI

Wspomniany hodowca z Wielkopolski, prezes Powiatowego Koła Hodowców Bydła w Gnieźnie, rekordowy wynik osiągnął w zabudowaniach z końca lat 70. ubiegłego wieku, które były wielokrotnie przebudowywane. – W pierwszej wersji była to obora uwięziowa, po rozbudowie i kilku adaptacjach powstał budynek wolnostanowiskowy z halą udojową typu „rybia ość” (2×5). Zwierzęta wypoczywają w boksach legowiskowych wyścielonych matami gumowymi oraz mają dostęp na zadaszony okólnik ścielony słomą – relacjonuje rozmówca z Wełnicy. Informuje, że oficjalnie gospodarstwo przejął od rodziców w 2005 roku. Utrzymywano w nim ok. 50 krów o średniej rocznej wydajności rzędu ok. 10 tys. kg mleka na powierzchni ok. 80 ha. Obecnie stado liczy ok. 90 krów rasy polskiej holsztyńsko-fryzyjskiej odmiany czarno-białej, a hodowca użytkuje 140 ha. Hodowla bydła mlecznego w tym gospodarstwie to rodzinna tradycja, ocena użytkowości mlecznej jest prowadzona od lat 60. ubiegłego wieku. – Tato, Włodzimierz Neneman, mimo swoich 83 lat nadal angażuje się w prace hodowlane prowadzone w gospodarstwie i codzienne jego funkcjonowanie – nadmienia rozmówca. Z pewnością obecne wyniki produkcyjne prezentowanego stada są efektem prowadzonej przez dziesięciolecia selekcji krów na podstawie ich wydajności z próbnych udojów i systematycznego doskonalenia genetycznego oraz poprawy warunków utrzymania zwierząt.

Stare budynki, wiele ograniczeń
Adaptacja starych budynków z reguły jest kompromisem, co w praktyce oznacza odstępstwa od optymalnego rozwiązania. – Warunki w mojej oborze uniemożliwiają wydzielenie w stadzie grup żywieniowych zróżnicowanych pod względem dziennej wydajności mlecznej. W efekcie krowy w ciągu całej laktacji otrzymują jeden TMR, pokrywający potrzeby bytowe i produkcję ok. 32 kg mleka. Mlecznice o wyższej mleczności pobierają pasze treściwą w 3 stacjach paszowych – relacjonuje hodowca z Wełnicy. Jest przekonany, że wydzielenie w stadzie 2–3 grup krów w okresie laktacji jest bardziej racjonalne z uwagi na koszty żywienia. Ponadto utrzymywanie krów w okresie laktacji w jednej grupie nie stwarza komfortowych warunków dla osłabionych samic po wycieleniu, które przegrywają konkurencję o TMR na stole paszowym z silniejszymi mlecznicami w późniejszym stadium laktacji. Nie jest to jedyny mankament stosowanego karmienia. – Żywienie wszystkich krów produkujących mleko jednym TMR-em utrudnia zasuszanie krów, które w końcowej fazie laktacji otrzymują dość skoncentrowany TMR – dzieli się swoim doświadczeniem Robert Neneman. Wyjaśnia, że krowy zasusza na ok. 60 dni przed planowanym wycieleniem, zmieniając drastycznie dawkę pokarmową. Samice wydzielone są ze stada do grupowego kojca i otrzymują przez kilka dni jedynie słomę i wodę. Jednocześnie zmniejsza się częstość dojenia i po kilku dniach krowy tracą mleko. – Ten sposób zasuszania nie powoduje występowania zapaleń wymienia – nadmienia rozmówca. Zasuszone krowy przeprowadzane są do innego budynku, w którym przebywają w kojcach grupowych. W tym czasie otrzymują kiszonkę z traw, słomę, poekstrakcyjną śrutę rzepakową oraz specjalistyczną mieszankę mineralno-witaminową.

Jakość pasz objętościowych – klucz do sukcesu
Pokrycie potrzeb pokarmowych wysokomlecznych krów po wycieleniu jest największym wyzwaniem dla hodowcy. W opinii naszego rozmówcy punktem wyjściowym jest wysoka jakość pasz objętościowych. – Im wyższa jakość kiszonek, tym mniejsze zużycie pasz treściwych i mniejsze ryzyko wystąpienia zakwaszenia żwacza oraz wielu innych chorób metabolicznych – nadmienia hodowca. Informuje, że dzięki dysponowaniu wszystkimi maszynami do zbioru kukurydzy i traw, może zachować optymalne terminy. Standardem w tym gospodarstwie jest określanie wartości pokarmowych kiszonek w laboratorium paszowym. – Tylko na tej podstawie można precyzyjnie bilansować dzienne dawki pokarmowe zgodnie z zapotrzebowaniem krów. W zakresie żywienia współpracuję z prywatnym, niezależnym doradcą oraz często konsultuję się z żywieniowcami z Polskiej Federacji – wtrąca hodowca. W jego opinii pokrycie potrzeb pokarmowych krów osiągających średnią roczną wydajność rzędu 14 tys. kg mleka wymaga stosowania specjalistycznych pasz i dodatków paszowych. Hodowca w żywieniu swojego stada wykorzystuje między innymi energetyczną mieszankę paszową z dużym udziałem nasion lnu, zawierającą kwas omega-3 oraz koncentrat białkowy z zawartością białka chronionego. W trzech wspomnianych stacjach paszowych znajdują się dwa rodzaje pasz treściwych różniące się koncentracją energii; oznacza to, że z dwóch stacji krowy pobierają tę samą paszę.
– W moim sposobie karmienia stacje paszowe są kluczowe, dzięki nim mogę zmieniać intensywność żywienia poszczególnych krów zależnie od uzyskiwanej dziennej wydajności – mówi Robert Neneman. Wymaga to bieżącego korygowania dziennych dawek paszy treściwej, zadawanych w stacjach paszowych według informacji o wydajności dziennej krów, uzyskiwanej z hali udojowej. Niedopilnowanie tego grozi zatuczaniem się krów lub brakiem pokrycia potrzeb na składniki pokarmowe. Każda z tych sytuacji jest niebezpieczna dla zdrowia mlecznic. – Śledzę nie tylko dzienną wydajność mleczną krów, ale także ich kondycję, i stosownie od sytuacji reguluję ilość zadawanych pasz treściwych w stacjach paszowych. Dzięki dysponowaniu dwoma rodzajami pasz o różnej koncentracji energii, mogę dość precyzyjnie sterować energią pobieraną przez zwierzęta. Wystarczy nieco zmienić wzajemne ilościowe proporcje między nimi – wyjaśnia hodowca. Podkreśla, że kontroluje nie tylko ilość pobieranych pasz treściwych, ale także ilość spożywanego przez zwierzęta TMR-u. Na pobranie suchej masy pasz wpływają warunki pogodowe; wzrasta ono w chłodniejsze dni, a podczas upałów drastycznie spada.

OMC – 425 dni
Wysokiej wydajności mlecznej w stadzie hodowcy z Wełnicy towarzyszy zadowalająca płodność krów. W ubiegłym roku średni okres międzywycieleniowy (OMC) utrzymywanych ok. 90 krów wyniósł 425 dni. Rozmówca informuje, że na ciążę w jego stadzie zużywa się przeciętnie ok. 2,5 porcji nasienia. Takich wyników produkcyjnych i rozrodu stada można pozazdrościć, z pewnością są rezultatem dobrego zarządzania. Ciekawe, że wykrywania rui u samic w tej oborze nie wspomagają urządzenia elektroniczne. Okazuje się, że tradycyjna metoda, czyli obserwacja zwierząt, może być również skuteczna. Jak informuje hodowca, czynność ta zajmuje jednej osobie dziennie ok. 2 godzin, a najdogodniejszą sposobnością obserwowania rui jest czas po zakończonym doju, kiedy zwierzęta z reguły odpoczywają na okólniku. – Problemem są ciche ruje, które często uchodzą uwadze, w efekcie wielu krów nie udaje się zacielić. Jałowość jest najczęstszą przyczyną eliminowania samic – mówi hodowca. Nadmienia, że kolejnymi przyczynami brakowania zwierząt są kulawizny, choroby wymion oraz zaburzenia metaboliczne. Rocznie ze stada ubywa ok. 30% krów, przyczyną jest także selekcja hodowlana, m.in. w kierunku poprawy zdrowotności wymion. Przeciętna zawartość komórek somatycznych nie przekracza 200 tys. ml mleka. – Ze stada eliminuję pierwiastki, zapadające często w okresie laktacji na mastitis. Sygnałem ostrzegawczym jest liczba komórek somatycznych przekraczająca ponad 300 tys. w mililitrze mleka – relacjonuje hodowca.

Zadowalające parametry rozrodu są efektem wielu starań naszego rozmówcy. Rutynową czynnością jest badanie przez lekarza weterynarii stanu zdrowotnego dróg rodnych samic. Jeśli nie ma przeciwwskazań, są one inseminowane ok. 60. dnia po porodzie, w przeciwnym razie zwierzęta przed pokryciem podlegają stosownej terapii. Rutynowo (dwukrotnie) jest też badana cielność samic, tj. w 40. dniu ciąży, za pomocą aparatu USG, oraz metodą rektalną, po ok. 60 dniach od pokrycia. – Zdarzają się resorpcje zarodków po 40. dniu ciąży, co można wykryć dzięki powtórnemu badaniu cielności. Szybkie wykrycie niecielnych sztuk i ponowne ich pokrycie korzystnie wpływa na uzyskiwane wskaźniki rozrodu – konkluduje rozmówca. Jednocześnie wskazuje na oferowaną przez Polską Federację usługę badania cielności na podstawie próbki mleka pobieranej podczas próbnych udojów. Umożliwia ona potwierdzenie lub wykluczenie ciąży już od 30. dnia po pokryciu. Zdaniem Roberta Nenemana doskonalenie zarządzania rozrodem stada to nie jedyna droga poprawy płodności wysokomlecznych krów rasy holsztyńsko-fryzyjskiej. Pomocne mogą być też metody hodowlane.

Dobór buhajów – ważna narada
– Przez kilka dekad priorytetem w moim stadzie było doskonalenie cech produkcyjnych. Od kiedy mleczarnie uzależniły zapłatę za surowiec także od procentowej zawartości w nim tłuszczu i białka, w doborze buhajów na ojców kolejnych pokoleń krów zwracaliśmy uwagę na skład mleka – opowiada Robert Neneman, wyjaśniając jednocześnie obecny wysoki genetyczny potencjał produkcyjny utrzymywanego bydła mlecznego. Hodowca z Wełnicy podkreśla, że aktualnie w doskonaleniu genetycznym ma inne priorytety. Zainteresowany jest poprawą cech funkcjonalnych wpływających na długowieczność, zdrowotność i płodność krów. Dużą wagę przywiązuje także do cech pokrojowych zwierząt. – Każda pierwiastka ma oceniony pokrój przez specjalistów z Polskiej Federacji. Dzięki temu wiem, jakie cechy budowy należy poprawić w następnym pokoleniu, dobierając odpowiednie buhaje – opowiada hodowca z Wełnicy. Wyjaśnia, że dobór par rodzicielskich jest okolicznością rodzinnych narad, w których uczestniczą: wspomniany senior – Włodzimierz Neneman, oraz siostra hodowcy – Aneta Neneman, doradca zootechniczny w PFHBiPM. Ponadto rozmówca współpracuje z Wielkopolskim Centrum Hodowli i Rozrodu Zwierząt w zakresie pozyskiwania męskiego materiału hodowlanego. W stadzie są 4 matki buhajów, wymagające konsultowania doboru rozpłodników ze specjalistami ze stacji unasieniania. Aktualnie selekcja buhajków kupowanych przez spółki inseminacyjne jest bardzo wysoka, hodowcy z Wełnicy w ciągu ostatnich 2 lat udało się sprzedać do wspomnianego Wielkopolskiego Centrum jednego młodego rozpłodnika. Wysoka produkcyjność stada wzbudza zainteresowanie hodowców, którym Robert Neneman sprzedaje rocznie 5–6 buhajków do krycia naturalnego.

Przyszłość w selekcji genomowej
Hodowca informuje, że w pracy hodowlanej korzysta z narzędzi udostępnionych przez Polską Federację, w tym m.in. z rankingów buhajów zamieszczonych na stronie internetowej Centrum Genetycznego. – Interesują mnie także rankingi najlepszych stad pod względem indeksu PF. Umożliwiają one rozeznanie się, co jest możliwe do uzyskania w polskich warunkach i jakie parametry hodowlane mogę poprawić – mówi rozmówca. Stado Roberta Nenemana w rankingu najlepszych stad według średniego indeksu rodowodowego jałówek (rPF) plasuje się na 69. pozycji, z indeksem rPF 125,8. Hodowca poddaje genotypowaniu jałówki o najwyższym indeksie rodowodowym, rocznie jest to ponad 20 sztuk. Wyniki genotypowania żeńskiej młodzieży wykorzystywane są do precyzyjnego doboru buhajów na ojców przyszłych pokoleń. Wyniki tego postępowania są już zauważalne. Według tegorocznej wyceny (2019.1) najlepsza krowa w tym stadzie uzyskała indeks gPF równy 133, przyszła na świat w 2016 roku. W tej samej wycenie (2019.1) indeks gPF najlepszej jałówki wyniósł 138, a zwierzę urodziło się w 2018 roku.

– Jestem przekonany, że dzięki selekcji genomowej uda się w przyszłości wyhodować krowy wysokowydajne i długowieczne. Jest to realne, dowodem są 4 krowy z życiową wydajnością ponad 100 tys. kg mleka, które dotychczas miałem w oborze. Nowoczesne metody hodowlane umożliwiają przyspieszenie postępu hodowlanego w zakresie cech funkcjonalnych, co oznacza, że w przyszłości mlecznice o wysokiej produkcji mleka nie będą stwarzały tylu problemów zdrowotnych, co obecnie – mówi Robert Neneman. Wskazuje jednoczenie, że genotypowanie całych stad i selekcja genowa umożliwiają wyszukiwanie nowych, cennych linii hodowlanych, co może niwelować problem rosnącego wskaźnika inbredu w stadach bydła holsztyńsko-fryzyjskiego. 