Tylko współpraca!

Relacje między hodowcą a lekarzem weterynarii i doradcą żywieniowym wpływają na wyniki ekonomiczne uzyskiwane z utrzymywania wysokomlecznego stada krów. Wzajemne wytykanie błędów wiedzie donikąd, zatem jak ułożyć tę współpracę, aby była efektywna?

tekst: PROF. ZYGMUNT M. KOWALSKI, UNIWERSYTET ROLNICZY W KRAKOWIE, zdjęci:a RYSZARD LESIAKOWSKI

Współczesna krowa mleczna to efekt wspaniałej pracy hodowlanej, coraz częściej wspomaganej oceną genomową zwierząt. Krowy o tak wybitnym potencjale do produkcji mleka „pokażą” go tylko wtedy, gdy stworzone zostaną dla nich najlepsze warunki środowiskowe. Posiadanie wybitnych zwierząt wiąże się z określnymi wymaganiami, między innymi – aby zajmowali się nimi specjaliści w swoich dziedzinach. Do zadań hodowcy należy codzienne dbanie o zwierzęta, ich dobrostan i jakość pasz. Z kolei do zadań lekarza weterynarii należy nie tylko leczenie zwierząt, ale przede wszystkim prewencja chorób. Doradca żywieniowy odpowiada za całokształt żywienia, nie tylko za skład dawek pokarmowych. Kompetencje hodowcy, lekarza weterynarii i doradcy żywieniowego to jedna sprawa, ale ważna – a może najważniejsza jest ich współpraca? W trakcie mojej wieloletniej pracy doradczej wielokrotnie się przekonałem, że tylko wtedy, gdy relacje hodowca – lekarz weterynarii – doradca żywieniowy są prawidłowe, można się spodziewać bardzo dobrych efektów w produkcji mleka. Tam, gdzie brakuje tej współpracy lub jest ona tylko pozorna, nie można liczyć na wysoką wydajność mleka, na dobre wskaźniki rozrodu czy małe brakowanie.

Hodowca „może wszystko”…
To zrozumiałe, że hodowca-właściciel ma w tym trójkącie równobocznym szczególną pozycję. To przecież jego stado i jego pieniądze. Trudno jednak, aby znał się na chorobach i ich leczeniu. Wcale nie musi się znać także na zaawansowanych modelach żywienia, bo takie są wymagane w chowie współczesnych krów mlecznych. Podobnie jak musi zaufać lekarzowi weterynarii, powinien zaufać doradcy żywieniowemu – oczywiście pod warunkiem, że ten na takie zaufanie zasługuje. Na szczęście na rynku doradców żywieniowych jest spora podaż i wcale nietrudno znaleźć osoby bardzo kompetentne. Niestety, często żywienie krów jest tzw. chłopcem do bicia. Gdy nie najlepiej się dzieje w oborze, pierwszy wylatuje z niej doradca żywieniowy… A kolejny czeka już za płotem. Ale czy lepszy od poprzedniego?

Zmiana lekarza weterynarii na kolejnego nie jest już taka oczywista, bo po pierwsze, z dostępnością kolejnego bardzo dobrego lekarza w okolicy może być problem. Po drugie, pretensje hodowcy do lekarza nie mogą być tak jednoznaczne, jak do doradcy żywieniowego, bo hodowca na leczeniu się nie zna, a na żywieniu zna się przecież każdy…

W zakresie doradztwa żywieniowego wykształcił się w ostatnich latach rynek hodowcy, co oznacza, że hodowca może wybierać doradcę spośród wielu, dostępnych na rynku. Przykro mi to stwierdzać, ale niestety ten fakt jest często niechlubnie wykorzystywany przez hodowców. Stawia to doradcę żywieniowego na pozycji petenta, a nie faktycznego, równoprawnego wierzchołka trójkąta. Takie postrzeganie doradztwa żywieniowego powoduje, że żywieniowiec doradza tak, aby podobać się hodowcy-właścicielowi, żeby utrzymać się w gospodarstwie. Cierpi na tym jakość usługi.

Niestety, zauważam również, że znaczna część hodowców traktuje doradców żywieniowych jak potencjalnych nabieraczy. Słyszę często: „chcesz mi wcisnąć ten dodatek paszowy, bo na tym zarabiasz”. Znacznie rzadziej słychać prośbę o udowodnienie przydatności tego dodatku. Możliwe, że z powodu takiego nastawienia hodowców dodatki paszowe, tak popularne w innych krajach (chroniona metionina, chroniona cholina czy CLA), cieszą się marginalnym zainteresowaniem u nas. Nie przeczę, że wśród doradców żywieniowych są osoby mało kompetentne, o czym poniżej, ale negatywne nastawienie do dodatków paszowych jest niekorzystne przede wszystkim dla hodowcy i jego krów. Jeżeli dawka chronionej metioniny kosztuje przysłowiową złotówkę, a dzięki jej zastosowaniu poprawia się zdrowie krów, wskaźniki rozrodu i ta poprawa daje korzyści wyceniane na przysłowiowe dwa złote, to na zastosowaniu chronionej metioniny korzysta przede wszystkim hodowca, a marża handlowa firmy dystrybucyjnej nie powinna go interesować. Stwierdzenie: „chcesz na mnie zarobić, sprzedając mi chronioną metioninę”, jest dalekie od myślenia rynkowego. Sądzę, że wiele dobrego zrobiłoby przestawienie się hodowców z myślenia „ile wydaję” na myślenie „ile zarabiam”, pamiętając, że zysk jest różnicą przychodów i kosztów. Chroniona metionina kosztuje, to fakt, ale może dać większe przychody, dzięki czemu jej stosowanie się opłaca, i „zarobek” doradcy żywieniowego z jej sprzedaży nie ma dla hodowcy żadnego znaczenia.

Rynek hodowcy spowodował również bardzo niekorzystną tendencję do wydłużania terminów płatności na fakturach za pasze czy dodatki paszowe. Jeden z doradców opisywał mi współpracę z czołowym ośrodkiem hodowlanym, którego prezes zaproponował mu sześciomiesięczny termin płatności za faktury. Brak zgody na takie warunki spowodował wyrzucenie tej firmy z gospodarstwa, a przecież kolejna czekała za płotem. Prowadzący jedną z najlepszych firm paszowych na rynku pasz dla bydła skarżył się, że 30% swojego czasu poświęca na odzyskiwanie pieniędzy od hodowców. Biorąc pod uwagę, że ceny skupu mleka nie są obecnie przesadnie niskie (chociaż zawsze mogłyby być wyższe), nie ma żadnego powodu do niepłacenia za pasze, co niestety jest dosyć powszechne, a wynika, jak wspomniałem powyżej, z uprzywilejowanej pozycji hodowcy, który „może wszystko”.

Aby ten obraz nie był zbyt jednostronny, bo dotyczy tylko części hodowców, znam również przykłady znakomitego podejścia do doradców żywieniowych i lekarzy weterynarii. Nie z pozycji „mogę wszystko”, tylko z pozycji lojalnego współpracownika. Przykładów takich znam wiele. Współpraca hodowców ze sprawdzonymi doradcami żywieniowymi czy lekarzami weterynarii daje zawsze bardzo dobre efekty.

Lekarz weterynarii czy strażak?
Jeżeli co druga krowa w stadzie ma problemy w okresie okołoporodowym, kwasica żwacza czy ketoza to choroby zawodowe krów mlecznych, a co trzecia, czwarta krowa ma stany zapalne macicy – to bez bardzo dobrego lekarza weterynarii trudno sobie wyobrazić sukcesy w chowie krów mlecznych.

Na skutek powiększania się stad krów mlecznych, które obserwujemy w ostatnich latach, zmienił się charakter pracy lekarzy weterynarii. Coraz częściej jest to lekarz, który regularnie odwiedza gospodarstwo, a nie czeka na zgłoszenie. To już nie lekarz-strażak, wzywany do pożaru – czyli choroby krowy czy cielęcia. Bardzo pozytywną tendencją jest powstanie w ostatnich latach pokaźnej grupy kompetentnych lekarzy weterynarii zajmujących się problematyką rozrodu, którzy współpracują z gospodarstwem niezależnie od pracy lekarza weterynarii zajmującego się stadem.

Szkoda, że ciągle jeszcze relacje hodowca – lekarz weterynarii powiązane są najczęściej z chorobami, a nie ze zdrowiem krów. Większość lekarzy pracujących z hodowcami krów mlecznych opłacanych jest po wykonaniu czynności związanych z chorobą krowy czy wykonaniem zabiegu. Lekarzowi płacimy za pomoc chorej krowie czy choremu cielęciu. To nieefektywne podejście płacenia za chorą krowę powinno być zmienione na płacenie za zdrową krowę, co praktykuje się od lat w gospodarstwach drobiarskich i w nowoczesnych obiektach utrzymujących trzodę chlewną. „W moim stadzie, liczącym 100 krów, chorowało w danym roku 46, na co wydałem określoną sumę pieniędzy”. Znacznie korzystniejsze byłoby podejście odwrotne: „W moim stadzie, liczącym 100 krów, w danym roku zdrowe były 53 krowy, za co zapłaciłem określoną sumę pieniędzy”. Co zmienia takie podejście? Przede wszystkim zmienia stosunek lekarza, który zwiększa swoje zainteresowanie zapobieganiem chorób, a nie ich leczeniem, bo każdy lekarz wie, że lepiej (i taniej) jest zapobiegać, niż leczyć. Takie podejście powoduje również, że hodowca cieszy się z braku wizyt lekarza w swoim gospodarstwie, przecież dotychczas zawsze wiązały się one z fakturami do zapłacenia. Płacenie za zdrowe krowy spowoduje, że lekarstwa staną się tańsze, a może nawet będą skuteczniejsze… Zwiększy się udział krów szczepionych czy poddawanych zabiegom odrobaczania.

Wielokrotnie rozmawiałem z lekarzami weterynarii i hodowcami na temat możliwości wprowadzenia takiego systemu w ich gospodarstwach. W tych rozmowach zauważyłem znacznie większą ochotę lekarzy niż hodowców. W tym największy jest ambaras, aby dwoje chciało naraz. Bardzo gorąco zachęcam hodowców do myślenia o takim podejściu do współpracy z lekarzem weterynarii. Wymaga to zmiany mentalnej, bo przecież płacilibyśmy za nicnierobienie. Ale przecież o to chodzi. Forma rocznego ryczałtu za zdrową krowę byłaby z pewnością opłacalna dla obydwu stron. Z pewnością zwiększyłaby zainteresowanie prewencją, a lekarze byliby zainteresowani skuteczniejszym leczeniem. Na pewno spowodowałaby zmniejszenie zużycia antybiotyków. Lekarze zajmujący się rozrodem rozliczają się często z hodowcą za zacieloną krowę, czyli za efekt. Zdrowa krowa to również podobny efekt.

Wymagania współczesnej weterynarii dotyczącej stad bydła mlecznego są inne niż w przeszłości. W znacznym stopniu wynikają z innej skali produkcji, a przede wszystkim z wielkości stad. Hodowca czy doradca żywieniowy mają do dyspozycji wiele danych produkcyjnych o krowach, pochodzących z raportów wynikowych oceny wartości użytkowej bydła, z komputera hali udojowej czy robota udojowego, a także z laboratorium paszowego.

Leczenie chorych zwierząt jest działaniem spóźnionym, lepiej inwestować w profilaktykę i zapobiegać występowaniu schorzeń

Relacje lekarz weterynarii – doradca żywieniowy
W zakresie relacji lekarz weterynarii – doradca żywieniowy mamy w naszym kraju wiele do zrobienia, w tym do poprawienia. Lekarze weterynarii świetnie zdają sobie sprawę, jak wiele zależy w ich pracy od właściwego żywienia. Gdyby byli opłacani za zdrową krowę, interesowaliby się żywieniem krów w jeszcze większym stopniu niż dotychczas. Najbardziej „żywieniową” grupą lekarzy weterynarii są ci, którzy zajmują się rozrodem. To właśnie oni są najczęściej uczestnikami spotkań i seminariów żywieniowych, bo są świadomi, jak wiele efektów ich pracy zależy od żywienia. „Krowa źle żywiona nie może się zacielić, a skoro płacą mi za zacieloną krowę, muszę zrobić wszystko, aby poprawiło się żywienie tego stada”. Taka analiza daje zawsze bardzo dobre wyniki.
W klasycznej weterynarii – nie tej, którą uprawiają lekarze zajmujący się rozrodem krów – nie jest już tak dobrze. Często relacje lekarz weterynarii – doradca żywieniowy nie są poprawne, a bardziej opierają się na wzajemnych oskarżeniach o niekompetencje. Lekarz nieradzący sobie ze zdrowiem krów ma pretensje o ich złe żywienie, co nie zawsze jest prawdą. Wynikiem takich pretensji jest częste ingerowanie w sprawy żywieniowe. Gdy jest ono kompetentne, to dobrze, ale niestety często nie jest… To prawda, że wiedza niektórych doradców żywieniowych nie jest wystarczająca, że mogą popełniać błędy, ale warto pamiętać, że „przywilej” popełniania błędów, czy bycie niekompetentnym w swojej pracy może dotyczyć również lekarzy weterynarii. Dobrze przygotowany do swojej pracy lekarz ma równie wysokie kompetencje w zakresie swoich zainteresowań, jak dobrze przygotowany do pracy doradca żywieniowy.

W swojej wieloletniej praktyce doradczej spotkałem wielu wspaniałych lekarzy weterynarii, z którymi miałem przyjemność współpracować. W czasie każdej wizyty w oborze spotykam się z lekarzem, z którym wymieniam poglądy na temat żywienia, zdrowia i rozrodu – proszę o dane dotyczące zachorowalności krów i cieląt, najważniejszych problemów okresu okołoporodowego w stadzie czy problemów z rozrodem. Wspólnie wyciągamy wnioski, zastanawiamy się, co dalej. Ile było w ostatnim czasie przemieszczeń trawieńca i w którym dniu po porodzie, czy lekarz zauważył jakieś problemy po zmianie dawki pokarmowej… Współpraca oparta na wzajemnych kompetencjach i zaufaniu do nich zawsze daje najlepsze efekty.

Doradca żywieniowy, a nie sprzedawca
Rynek pasz i dodatków paszowych dla krów mlecznych i cieląt bazuje przede wszystkim na pracy doradców żywieniowych, którzy nie tylko oferują swoje produkty, ale także prowadzą tak zwany serwis żywieniowy, w skład którego wchodzi analiza składu chemicznego pasz, grupowanie krów, bilansowanie dawek pokarmowych, dobór odpowiednich dodatków paszowych czy preparatów ułatwiających zakiszanie. Doradca żywieniowy to po lekarzu weterynarii najczęściej odwiedzający gospodarstwo partner hodowcy. Skoro żywienie jest podstawowym czynnikiem decydującym o wydajności, zdrowiu i rozrodzie krów, praca doradcy żywieniowego nabiera podstawowego znaczenia dla efektywnej produkcji mleka. Doradca to ktoś bardzo ważny w całym systemie produkcji, jego doświadczenie i kompetencje muszą być bardzo wysokie. Grono takich doradców jest w naszym kraju całkiem pokaźne. Choć zdarzają się osoby, które psują ten wizerunek, są bardziej sprzedawcami niż doradcami. Na szczęście rynek dość łatwo weryfikuje ich przydatność. W tym kontekście szczególnie przydatni są niezależni doradcy żywieniowi oferujący do sprzedaży produkt, którym jest wiedza. Rynek niezależnego doradztwa żywieniowego jest jednak ciągle niewielki, i to nie z winy ewentualnych kandydatów na takich doradców, a bardziej z powodu braku zainteresowania samych hodowców. Jestem przekonany, że to ciągle wynika ze struktury wielkości naszych gospodarstw. Im więcej będzie gospodarstw większych, tym więcej pojawi się niezależnych doradców żywieniowych.

Podsumowanie
Ten bardzo dla mnie ważny tekst chciałbym zakończyć cytatem z „Wielkiego słownika języka polskiego”, który tłumaczy przysłowie: Zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Tylko dobre relacje z innymi mogą prowadzić do wspólnych korzyści i sukcesów. Wspólna praca hodowcy, lekarza weterynarii i doradcy żywieniowego, w tym zwłaszcza wymiana informacji, są podstawą dobrych efektów w produkcji mleka. 