Jak się zabrać za embriotransfer? To musisz wiedzieć

Włączenie biotechnik rozrodu do procedur przeprowadzanych w gospodarstwie – choć na pierwszy rzut oka kosztowne – może zapewnić źródło dodatkowego i wcale niemałego dochodu, zwłaszcza jeśli zarodki pochodzą od wybitnej krowy i zostaną dodatkowo zgenotypowane.

Mira Wieczorek

Transfer zarodków najlepiej powierzyć doświadczonemu zespołowi, fot. Mira Wieczorek
Pozyskanie zarodków odbywa się w warunkach fermowych i wymaga dużego doświadczenia i precyzji, fot. Mira Wieczorek
  • Dawczyniami zarodków zostają zawsze najlepsze sztuki w stadzie. Biorczynie powinny być zdrowe, z prawidłowym cyklem rozrodczym oraz odpowiednią budową narządów.
  • Na jedną dawczynię hodowca powinien przygotować 10 biorczyń.
  • Skuteczność zabiegu przeniesienia zarodków świeżych sięga 70 – 80%, a mrożonych do 50 – 60%.
  • Transfer zarodków to gra zespołowa. Lekarze weterynarii, Jarosław Czeladko i Janusz Zbylut „przeprowadzą” nas przez ten zabieg.

Precyzyjny wybór

Dzięki genotypowaniu hodowcy są dziś świadomi potencjału genetycznego stada i coraz więcej z nich decyduje się wykorzystać tenże potencjał ze strony żeńskiej.

– W Hodowli Zwierząt i Nasiennictwa Roślin w Polanowicach embryo transfer (ET) stosujemy od 15 lat. Kiedyś na podstawie najwyższego indeksu PF, dziś na podstawie najwyższego gPF. Przykładowo: w ubiegłym roku dawczyniami zostały krowy z gPF 168 (IE 3792) i 166 (IE 491) oraz jałówka z gPF 175. Dawczynie nie są traktowane inaczej – przebywają w grupie z innymi krowami, jedzą ten sam TMR. Czasem dostają dodatkowe mikroelementy w szczepionce. Co roku w naszym gospodarstwie organizujemy trzy akcje ET – w listopadzie, lutym i w maju. Od lat wykonuje je duet lekarzy weterynarii: Jarosław Czeladko i Janusz Zbylut – informuje Karolina Kręplewska, główna specjalistka ds. produkcji zwierzęcej w HZiNR.

Na starcie

– Zaczynamy od zaproponowania, przynajmniej dwa miesiące wcześniej, wstępnego terminu, który pasuje i hodowcy, i naszemu zespołowi, a następnie ustalamy harmonogram synchronizacji i przygotowań dawczyń oraz biorczyń – wyjaśnia Jarosław Czeladko.

Zasada jest prosta: dawczyniami zarodków zostają zawsze najlepsze sztuki w stadzie, natomiast wobec biorczyń wymagania są mniejsze. Powinny one być zdrowe, z prawidłowym cyklem rozrodczym oraz odpowiednią budową narządów. Ich rola ogranicza się do przyjęcia zarodka i donoszenia ciąży. Lepiej, by były to jałówki (większa skuteczność), bo krowy po porodzie mają wyższe ryzyko stanu zapalnego narządów rodnych, ryzyko zaburzeń hormonalnych i problemy metaboliczne.

– Na jedną dawczynię hodowca powinien przygotować 10 biorczyń. Po badaniu w dniu zabiegu zazwyczaj zostaje ich 7–8 – wyjaśnia dr Czeladko.

Przed startem lekarze zawsze badają dawczynie i na tej podstawie ustalają protokół stymulacji hormonalnej – wersję standardową lub zmodyfikowaną.

– Sprawdzamy aktywność jajników, wyrostowość (zazwyczaj zabieg jest możliwy u jałówek po ukończeniu przez nie 11. miesiąca życia), dojrzałość i stan narządów rodnych. Krowa musi być fizycznie rozwinięta, by była techniczna możliwość pobrania zarodków, dlatego zawsze lepsza jest samica nieco starsza niż za młoda – wyjaśnia specjalista.

Czas na hormony

Dawczynie poddaje się stymulacji hormonalnej, by zaburzyć selekcję pęcherzyka dominującego. Dzięki temu owuluje więcej pęcherzyków, a mniejsza ich liczba ulega degeneracji.

– Jeśli hodowca przygotowuje więcej niż jedną dawczynię (a tak zazwyczaj jest), je również trzeba zsynchronizować podwójną dawką prostaglandyny. Jeśli do zabiegu przeznaczona jest jedna sztuka, wystarczy pojedyncza dawka. Między 8. a 12. dniem samica otrzymuje FSH w odstępie co 12 godz. Hormony podaje hodowca po uprzednim przeszkoleniu.

– To najlepsze rozwiązanie. Zakładamy, że hodowcy zależy na wyniku, więc on najlepiej będzie pilnował precyzji i czasu podania – podkreśla Jarosław Czeladko.

Owulacja, a właściwie superowulacja, jest bardzo rozciągnięta w czasie – przyjmuje się, że trwa nawet do 48 godz. Dlatego dawczynię inseminuje się kilkukrotnie: 5–6, a nawet 7 razy, by w drogach rodnych samicy stale obecne były żywe plemniki.

Dokładnie 7 dni później można wypłukać zarodki, które na tym etapie znajdują się w stadium moruli lub blastocysty (ponad 30 komórek). To faza, gdzie możliwa jest jeszcze decyzja – transfer na świeżo czy mrożenie.

Pozyskiwanie zarodków

Odbywa się warunkach fermowych i wymaga dużego doświadczenia i precyzji.

– Każdy róg macicy płuczemy objętością 250 ml płynów, czyli w sumie wlewamy ok. 0,5 l płynu, najpierw mniejszymi, a potem większymi porcjami – wyjaśnia Janusz Zbylut. Wcześniej dawczynię należy zbadać, by wstępnie dowiedzieć się, jakiego efektu można oczekiwać (liczba ciałek żółtych na jajnikach zdradza, ile będzie mniej więcej komórek jajowych).

– Oczywiście zawsze rządzi biologia i jest ryzyko, że nie wypłuczemy nic – przyznaje Jarosław Czeladko. – Gdy nie ma ciałek żółtych na jajnikach bądź jest ich mało (1–2), do decyzji hodowcy pozostawiamy, czy podjąć próbę wypłukania zarodków, czy jednak odstąpić od zabiegu.

– Statystycznie 10% samic nie reaguje na stymulację hormonalną i hodowca musi się z tym liczyć – dodaje dr Zbylut, jednocześnie wyjaśniając, że średnio z jednego płukania zazwyczaj udaje się pozyskać 6–8 dobrych zarodków.

Zarodki pod lupą

W płynie uzyskanym podczas wypłukiwania rogu macicy znajdują się nie tylko zarodki w pożądanym stadium – moruli (rzadziej) lub wczesnej blastocysty (częściej). Można tam również stwierdzić obecność niezapłodnionych oocytów, zarodków zatrzymanych w rozwoju na wcześniejszych etapach, form zdegenerowanych, a także tzw. wylęgniętych blastocyst. Te ostatnie opuściły już osłonkę przejrzystą i są gotowe do implantacji w ścianie macicy, jednak nie nadają się do dalszych manipulacji.

– Wybieram z płynu wyłącznie prawidłowe zarodki, płuczę je parokrotnie, by pozbyć się wszelkich przylegających elementów, oceniam i klasyfikuję. Analizie podlega zarówno stadium rozwojowe, jak i morfologia zarodka. Każdy z nich otrzymuje szczegółową metryczkę obejmującą dzień wypłukania, etap rozwoju oraz kod jakości – wyjaśnia Janusz Zbylut, w zespole odpowiedzialny za część laboratoryjną.

Do mrożenia przydatne są wyłącznie zarodki pierwszej kategorii i raczej w niższym stadium rozwojowym, ponieważ tylko one mają wysokie szanse na wznowienie podziałów po rozmrożeniu i dalszy rozwój. Sam proces kriokonserwacji trwa ok. godziny i zawsze w niewielkim stopniu uszkadza zarodek. Dlatego skuteczność uzyskania ciąży z zarodków mrożonych jest o około 5–10% niższa w porównaniu z zarodkami świeżymi.

Wielki finał

Po transferze zarodka do macicy biorczyni pozostaje tylko czekanie na potwierdzenie ciąży.

– Skuteczność zabiegu płukania i przeniesienia jest dość wysoka i dla zarodków świeżych waha się między 70–88%, a dla mrożonych – do 60–65%. Spadek do około 50% powinien być już sygnałem alarmowym i dla hodowcy, i dla zespołu wykonującego ET – podsumował Janusz Zbylut.