Krajobraz po bitwie
Rolnicze protesty, blokady instytucji unijnych, sprzeciw pięciu krajów, w tym Polski i Francji, nie powstrzymały polityków od udzielenia zgody na podpisanie przez Unię Europejską „przejściowej” umowy handlowej z krajami Mercosur.
tekst: dr Michał Klimaszewski
Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka sprzeciwiała się podpisaniu umowy, kierując wraz z innymi organizacjami liczne wystąpienia do władz publicznych. Niestety nasze argumenty nie zostały przyjęte, chociaż – jak pokaże przyszłość – były całkowicie zasadne, a nam pozostanie „płakać nad… rozlanym mlekiem”.

Na początek
Potrzebne jest małe wyjaśnienie. Unia Europejska od 26 lat negocjuje umowę o partnerstwie z krajami Mercosur i do dziś nie zakończyła jej procedowania. Z przygotowywanego tekstu wyciągnięto jednak postanowienia o charakterze handlowym, które mają obowiązywać do czasu zatwierdzenia całości umowy. Jeżeli jednak do jego ratyfikacji nie dojdzie (muszą się na to zgodzić parlamenty krajowe, o co raczej będzie trudno), to nie oznacza, że „przejściowa umowa handlowa” przestaje obowiązywać. Przeciwnie, aby ją wypowiedzieć, potrzebne jest działanie nie pojedynczego państwa członkowskiego UE, lecz Wspólnoty jako całości. Jeżeli ktoś z szanownych czytelników chciałby się zapoznać z pełnym tekstem umowy, musi być gotowy na lekturę około pięciu tysięcy stron tekstu odwołującego się do kilkudziesięciu dokumentów o charakterze prawnym lub programowym różnych organizacji międzynarodowych.
Istota porozumienia
Została zawarta w artykule 1, który stanowi, że strony umowy, czyli kraje Unii Europejskiej z jednej strony a Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj z drugiej, ustanawiają strefę wolnego handlu. Oznacza to konieczność wycofania się z narzędzi ograniczających dostęp towarów z innych rynków, a więc przede wszystkim z ceł ochronnych. Proces ten został rozłożony np. dla niektórych towarów nawet na 30 lat, chociaż bardzo duża grupa produktów już w pierwszym roku obowiązywania umowy będzie w całości zwolniona z ceł. Na niektóre produkty, np. mleko w proszku czy sery, wprowadzono zwiększane co roku kontyngenty dostaw oraz mechanizm obniżający wysokość ceł w perspektywie kolejnych 10 lat. Państwa Mercosur zniosą cła na produkty przemysłowe (w nawiasach pokazujemy aktualne wartości), takie jak samochody (35%), części samochodowe (14–18%), maszyny (14–20%), chemikalia (do 18%), odzież (do 35%), produkty farmaceutyczne (do 14%), obuwie skórzane (do 35%) czy wyroby tekstylne (do 35%).
Kto zyska, kto straci
Na umowie z Mercosurem zyskują gospodarki, dla których motorem gospodarczym jest przemysł i powiązany z tym eksport. Tracą kraje opierające swój wzrost gospodarczy na produkcji sektora rolniczego. Ta zależność gospodarcza tłumaczy silny sprzeciw Francji jako największego producenta rolnego w UE i Polski, gdzie towary pochodzenia roślinno-zwierzęcego są filarem eksportu, jak również ostateczną decyzję Włoch, gdzie sprzedaż żywności za granicę stanowi zaledwie 8% struktury eksportu. Nie można zapomnieć o największym potencjalnym beneficjencie umowy, jakim będzie gospodarka Niemiec, gdzie gospodarczy filar systemu, czyli szeroko rozumiana motoryzacja, zaczął chwiać się na skutek amerykańskich ceł i chińskiej produkcji. Międzynarodowy Fundusz Walutowy pod koniec roku 2025 wskazał, że prognozowany wzrost PKB naszego zachodniego sąsiada wyniesie zaledwie 0,2%.
Czego się obawiamy
Przede wszystkim tego, że reżimy produkcyjne będą inne dla rolników i hodowców z krajów UE w stosunku do ich odpowiedników z Brazylii, Argentyny, Paragwaju czy Urugwaju. Od lat wiadomo, że obowiązuje tam niższy reżim sanitarny, kontrole weterynaryjne nie są tak rygorystyczne, a nadużywanie pestycydów czy antybiotyków w produkcji roślinnej i zwierzęcej jest wręcz nagminne. Brak również przekonania, że instytucje certyfikujące produkty do obrotu będą tak samo rygorystyczne jak ich europejscy odpowiednicy. Po drugie realizowane polityki unijne, jak chociażby zielony ład, nakładają dodatkowe koszty na producentów rolnych, co oznacza brak miejsca na ewentualne obniżki w cenach oferowanych przez krajowych producentów. Po zniesieniu ceł produkty rynku europejskiego mogą stać się po prostu niekonkurencyjne względem ich odpowiedników z Ameryki Południowej. Wreszcie kwestia fundamentalna, czyli bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Dzisiaj Polska jest w stanie wyżywić swoich obywateli i eksportować nadwyżki żywności. Jeżeli opłacalność produkcji ustanie, to konsekwencje będą wykraczały daleko poza wymiar ekonomiczny – będą dotyczyły fundamentu suwerenności.
Na co liczymy?
Na skuteczność zapowiadanych mechanizmów ochronnych, które mają zostać wdrożone w sytuacji nadmiernego importu i obniżenia cen określonych towarów i produktów na terenie UE. Praktyka pokazuje jednak, że są to mechanizmy działające ze znacznym opóźnieniem, chociażby ze względu na skomplikowaną procedurę ich wyliczenia i uruchomienia. Rozwiązaniem może być również zapowiedziane przez Ministra Stefana Krajewskiego skierowanie sprawy do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej ze względu na przyjęty tryb procedowania nad umową. Celem tego działania byłoby zatrzymanie jej obowiązywania do czasu rozpatrzenia sporu przez Trybunał.
Konsekwencje
Są odłożone w czasie. Trudno spodziewać się, że od marca zaleją nas produkty „made in Brasil” czy „made in Argentina”, ale praktyka pokazuje, że układając biznes na lata, a nawet pokoleniowo, w swoich analizach i kalkulacjach będziemy brali pod uwagę rozwój gospodarek krajów Mercosur i to, czy oferowane przez nie towary lub produkty nie zastąpią na polskich stołach tych dóbr, które dzisiaj wytwarzamy sami.