Krajowe mleczarstwo w cieniu pandemii

Jak koronawirus zmienił funkcjonowanie zakładów mleczarskich i gospodarstw produkujących surowiec – pytaliśmy przedstawiciela przetwórstwa mleka oraz hodowców bydła.

tekst i zdjęcia: RYSZARD LESIAKOWSKI

Z chwilą dotarcia koronawirusa do Europy było oczywiste, że jest kwestią czasu wystąpienie w Polsce zachorowań na COVID-19. Tempo rozprzestrzeniania się tego patogenu we Włoszech było dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem. Pierwszy potwierdzony przypadek zakażenia SARS CoV-2 nasze służby sanitarne ogłosiły 4 marca br. – Obserwowaliśmy rozwój sytuacji epidemicznej w Europie i było jasne, że aby nasz zakład mógł funkcjonować bez większych zakłóceń, ochrona zdrowia wszystkich zatrudnionych musi być priorytetem. Dlatego już 9 marca br. wprowadziliśmy w naszej spółdzielni surowy reżim sanitarno‑higieniczny – opowiada Ryszard Pizior, prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej Włoszczowa. Było to kilka dni wcześniej, zanim w naszym kraju ogłoszono stan zagrożenia epidemicznego, co miało miejsce 14 marca br.
– Jesteśmy zakładem spożywczym i noszenie maseczek ochronnych, rękawiczek przez pracowników obsługujących linie produkcyjne jest standardem od wielu lat. Od 9 marca br. obowiązkowi temu podlegają wszystkie zatrudnione u nas osoby oraz wchodzące i wjeżdżające do naszej firmy. Początkowo dla kierowców z zewnątrz, odbierających nasze wyroby, było to duże zaskoczenie. Nie byli wyposażeni w maseczki, więc udostępnialiśmy je z naszych zasobów. Szybkie przeszkolenie przeszli też kierowcy zwożący surowiec z gospodarstw rolnych, którym zaleciliśmy maksymalne dystansowanie się; praktycznie nie widują się z rolnikami. Pokwitowania odbioru mleka są zostawiane w umówionym miejscu – relacjonuje rozmówca z Włoszczowy.

Większe wydatki na środki higieniczne
Wydatki na środki higieniczne ponoszone przez firmę produkującą żywność są naturalne. Jednakże pandemia koronawirusa spowodowała ich niedobór. – Koszty na higienę i spełnienie norm sanitarnych ponosiliśmy zawsze, zanim wystąpiła pandemia, i nie były one wysokie. Stały się bardziej widoczne, kiedy środki higieniczne drastycznie zdrożały. Przykładem mogą być maseczki, których cena z kilkudziesięciu groszy wzrosła do 6–8 zł. Niestety wzrost tych kosztów musieliśmy zaakceptować, ponieważ priorytetem była ochrona zdrowia pracowników, bez których zakład nie mógłby funkcjonować – mówi prezes. Podkreśla, że znacznie większe zagrożenie dla bytu ekonomicznego mleczarni wywołały zawirowania rynkowe.

Pandemia koronawirusa nie spowodowała zakłóceń w odbiorze mleka z gospodarstwa – informuje Marcin Sikora

W marcu i kwietniu zapaść na rynku
– Niestety pandemia wywołała dużo niekorzystnych zmian na rynku mleka i eksportu nie udało się nam utrzymać. Wywóz za granicę spadł już w marcu, co było spowodowane sytuacją w Chinach. Problem dotyczył logistyki, brakowało kontenerów, które utknęły w chińskich portach. Kłopoty te wystąpiły już nawet w styczniu – wspomina Ryszard Pizior. Informuje, że początkowo problem eksportu dotyczył proszków mlecznych, a spółdzielnia we Włoszczowie sprzedaje za granicę ok. 90% produkowanej serwatki w proszku. Później, w związku z sytuacją w Europie, bardzo ucierpiał eksport serów w blokach. – Wzrosło zainteresowanie produktami gotowymi do spożycia, porcjowanymi i zapakowanymi. Tymczasem sery w blokach wymagały pokrojenia w sklepie i zapakowania, co w oczach konsumentów mogło stanowić zagrożenie – wyjaśnia rozmówca. Informuje, że w marcu i kwietniu OSM Włoszczowa odnotowała znaczący spadek eksportu, który obejmował suszoną serwatkę oraz sery w blokach. Również na rynku krajowym w marcu i kwietniu sprzedaży nie sprzyjały obostrzenia w sklepach dotyczące zarówno konsumentów, jak i sprzedawców. Restrykcje objęły także gastronomię i hotele, co spowodowało spadek obrotów na rynku HoReCa o 90%. Można powiedzieć, że ten segment rynku w branży mleczarskiej przestał funkcjonować. – Rynek HoReCa stanowił przed pandemią zaledwie ok. 5% naszych obrotów, zatem dla nas nie był do duży problem. Odczuły to przede wszystkim mleczarnie bardzo zaangażowane w zaopatrzenie szkół, hoteli i gastronomii w produkty mleczarskie – relacjonuje prezes.

Maciej Pohl informuje, że po ogłoszeniu stanu zagrożenia epidemicznego w Polsce prace w jego gospodarstwie przebiegały w normalnym rytmie

Ceny poniżej kosztów produkcji
Zaburzenia na ryku mleka mają odzwierciedlenie w cenach gotowych wyrobów. – Spośród produktów globalnych najbardziej spadła cena odtłuszczonego mleka w proszku, które na początku marca br. kosztowało 11,5 zł/kg, a przed świętami wielkanocnymi zaledwie 7,5 zł/kg. Po świętach ceny tego produktu rosły, i obecnie za kilogram można otrzymać 9,2 zł – przedstawia sytuację na rynku mleka rozmówca z Włoszczowy. Informuje o cenach masła, które spadły do 11–12 zł/kg z poziomu 16–18 zł sprzed pandemii. Natomiast producenci z Europy Zachodniej zadowalali się bardzo niskimi cenami serów, tj. 2,3–2,4 euro/kg, a nawet 2 euro za kg. Przed pandemią za kilogram sera holenderskiego można było uzyskać 3,1–3,2 euro.
– Nasze sery eksportujemy głównie do Czech, Słowacji, ale z uwagi na niskie notowania nie zdecydowaliśmy się na sprzedaż. Trudno zaakceptować cenę 9 zł za kilogram sera, gdy jego produkcja kosztuje 14 zł. W tej sytuacji rosły nam zapasy, co w praktyce oznacza zamrożenie kapitału. Na koniec kwietnia nasze magazyny były wypełnione po brzegi. Na szczęście w maju sprzedaż ruszyła, ceny wzrosły do akceptowalnego poziomu, tj. 2,7–2,8 euro/kg – relacjonuje Ryszard Pizior. Informuje, że wspomniany spadek eksportu skłonił zarząd OSM Włoszczowa do obniżenia w kwietniu zapłaty za mleko średnio o ok. 5 gr/litr.

Światełko w tunelu
Pytamy, czy OSM Włoszczowa skorzystała z pomocy w ramach tzw. tarczy antykryzysowej. – Byliśmy w trudnej sytuacji, nasze obroty spadły, ale nie o 25% w skali miesiąca, co było warunkiem ubiegania się o pomoc w ramach tarczy antykryzysowej. Z pewnością dla wielu firm z problemami utraty płynności finansowej oferowane wsparcie mogło być pomocne. Oczekiwałbym, aby z traczy finansowej mogły skorzystać także firmy, które odnotowały spadek obrotów w skali miesiąca o 10–15% – relacjonuje prezes spółdzielni. Jego zdaniem sytuacja na rynku mleka w maju br. poprawiła się diametralnie. Wróciła sprzedaż serów w blokach i włoszczowska spółdzielnia pozbyła się większości zapasów. Stopniowo odbudowuje się rynek HoReCa. – Myślę, że teraz może być tylko lepiej – konkluduje rozmówca. Informuje, że spółdzielnia, mimo przejściowych kłopotów, w najbliższym czasie zwiększy zatrudnienie, ponieważ wzrósł skup mleka. Wszystkie zaplanowane inwestycje w OSM Włoszczowa zostaną zrealizowane, żadna nie będzie przełożona na następny rok.

Mniejsze przychody ze sprzedaży mleka
Dla hodowców bydła i producentów mleka niezakłócony odbiór białego surowca jest kluczowy. Na szczęście większość zakładów mleczarskich stanęła na wysokości zadania i sprostała wymogom sanitarno-higienicznym.
– Od chwili ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego do dzisiaj nie ma żadnych problemów z odbiorem surowca – relacjonuje Marcin Sikora z Goleszowa (powiat cieszyński, woj. śląskie), użytkujący 130 ha, na których utrzymuje 90 krów o średniej rocznej wydajności ok. 10 tys. kg mleka. Jest to budujące, ponieważ właśnie w woj. śląskim odnotowano bardzo wysoki dobowy wskaźnik zakażeń koronawirusem. Hodowca ze Śląska wyjaśnia, że ze spółdzielni mleczarskiej odbierającej mleko otrzymał powiadomienie o obowiązkowym wyposażeniu kierowców autocystern w maseczki i rękawiczki ochronne oraz o konieczności dystansowania się od innych osób spoza gospodarstwa. – Często nawet nie zauważyłem, kiedy mleko zostało odebrane, pokwitowania kierowca zostawia w pomieszczeniu na schładzalnik – mówi hodowca z Goleszowa.

Podobne zasady odbioru mleka funkcjonują w innych regionach kraju. – Z mojego gospodarstwa odbiór mleka odbywa się regularnie przez cały czas, jedynym wymogiem jest niekontaktowanie się z kierowcą, który jest wyposażony w maseczkę i rękawiczki – relacjonuje Maciej Pohl z Krotoszyna w woj. wielkopolskim. Wspólnie z żoną Malwiną prowadzą 160-hektarowe gospodarstwo, w którym utrzymują 120 krów o średniej rocznej wydajności ok. 15,4 tys. kg mleka.

Niestety pandemia ma też ciemne strony. Obaj rozmówcy informują o spadku cen skupu mleka. – W kwietniu br. otrzymałem za litr surowca o 5 gr mniejszą zapłatę. Za litr mleka zawierającego 4,1% tłuszczu i 3,3% białka mleczarnia zapłaciła 1,4 zł – mówi hodowca ze Śląska. Natomiast hodowca z Krotoszyna informuje o dziesięciogroszowej obniżce każdego litra sprzedawanego mleka. – Teraz za surowiec o zawartości 3,8% tłuszczu i 3,4% białka otrzymuję 1,38 zł za litr – nadmienia Maciej Pohl.

Obniżkom towarzyszył wzrost cen niektórych środków do produkcji. – W początkowym okresie pandemii tona poekstrakcyjnej śruty sojowej zdrożała o 300 zł, również więcej o 200 zł trzeba było zapłacić za tonę poekstrakcyjnej śruty rzepakowej. Ostatnio notowania tych pasz nieco spadły – relacjonuje Marcin Sikora.

Obaj rozmówcy informują, że po miesięcznej przerwie usług świadczonych przez PFHBiPM zadeklarowali kontynuowanie oceny użytkowości mlecznej i wykonywanie próbnych udojów. – Zootechnicy oceny są dobrze wyposażeni w środki higieny i stosują się do zasad sanitarnych. Także do innych pracowników Federacji nie można mieć zastrzeżeń. W końcu maja br. jeden z nich pobierał w moim gospodarstwie materiał genetyczny od jałówek z zachowaniem wszelkich możliwych środków ostrożności – nadmienia rolnik z woj. śląskiego.


W ocenie Macieja Pohla okres obowiązywania surowych przepisów sanitarnych, wynikających z ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego, ma też pozytywne strony. – Była to okazja do wzmacniana relacji z najbliższymi, w myśl hasła „Zostań w domu”. Dzieciom nieuczęszczającym do szkół trzeba było organizować różne zabawy. Rozpierająca je energia wzbudziła zainteresowanie pracami w oborze – relacjonuje hodowca z Wielkopolski.

Rozmówcy pozytywnie oceniają akcję „Dziękujemy, że pijecie mleko”, która ma także aspekt rodzinny. W sesje zdjęć zamieszczanych na portalach społecznościowych, takich jak Facebook, chętnie angażują się całe rodziny hodowców. Zarówno Maciej Pohl, jak i Marcin Sikora byli jednymi z pierwszych, którzy przyłączyli się do wspomnianej kampanii społecznościowej. Informują, że otrzymali wiele „polubień” i pozytywnych komentarzy od znajomych, konsumentów mleka. – To bardzo budujące, że ktoś docenia naszą pracę – podkreślają hodowcy.

Pandemia koronawirusa dla wszystkich jest nowym doświadczeniem. Po raz kolejny okazało się, że w obliczu zagrożenia jako społeczeństwo potrafimy zachować się odpowiedzialnie i poszukiwać pozytywnych aspektów w trudnych sytuacjach. 

W kwietniu br. nasze magazyny serów dojrzewających były pełne. Nie zdecydowaliśmy się na sprzedaż w cenie niepokrywającej kosztów produkcji – informuje Ryszard Pizior