Roboty udojowe wypierają dojarnie

TEKST Z ZDJĘCIA: RYSZARD LESIAKOWSKI

Dobrych dojarzy jak na lekarstwo, nic też dziwnego, że rośnie zainteresowanie automatycznym dojem krów. Roboty udojowe montowane są nie tylko w nowych oborach, ale także w starych, wyposażonych w hale udojowe. Prezentujemy przykład zmodernizowanej obory w Wielkopolsce.

Od trzech miesięcy w naszej 10-letniej oborze krowy doi robot udojowy firmy Lely. Zastąpił w pełni sprawną dojarnię typu „rybia ość” 2×5 – opowiadają Marzena i Łukasz Figajowie z Galewa w powiecie pleszewskim. Małżeństwo użytkuje 70 ha, z których własne grunty zajmują 30 ha. Obecnie utrzymują 55 krów o średniej rocznej wydajności rzędu 8800 l. – Pomysł zakupu robota udojowego zrodził się w 2015 roku, kiedy okazało się, że znalezienie w naszej okolicy pracownika do pomocy w oborze graniczy z cudem. Schorowani rodzice nie mogli się angażować, my spodziewaliśmy się drugiego dziecka, było jasne, że czekają nas kłopoty z powodu braku rąk do pracy. Rozwiązaniem problemu okazał się automatyczny dój – relacjonują hodowcy. – Mąż jest fanem nowoczesnych technologii w rolnictwie, zatem decyzja o zakupie robota udojowego zapadła bardzo szybko – informuje pani Marzena.

Podróże kształcą
– W ramach nauki w Technikum Rolniczym w Marszewie wyjechałem w 2000 roku na trzymiesięczną praktykę do Niemiec. Wyjazd odmienił moje wyobrażenie o rolnictwie, zwłaszcza o utrzymaniu bydła mlecznego. W tym czasie za zachodnią granicą wolnostanowiskowy chów bydła mlecznego był bardzo rozpowszechniony, a w naszym kraju dopiero raczkował. Zauważyłem, że niemieccy hodowcy zbierają bardzo dużo danych o swoich krowach i postanowiłem iść w tym kierunku – wspomina Łukasz Figaj. Z inicjatywy przyszłego następcy stado oficjalnie prowadzone przez Edwarda Figaja, tj. ojca, zostało w 2000 roku objęte oceną użytkowości mlecznej, która jest prowadzona do dzisiaj. Ponadto zdobyte doświadczenia w Niemczech były inspiracją do budowy wolnostanowiskowej obory. – Powstała w 2007 roku według mojej koncepcji. Rok później przejąłem gospodarstwo o powierzchni własnych gruntów 19 ha i 5 ha dzierżawionej ziemi. Stado w tym czasie liczyło 25 krów – relacjonuje Łukasz Figaj. Informuje, że wolnostanowiskowa obora powstała na zabudowanym siedlisku, co znacznie wpłynęło na funkcjonalność przyszłego budynku.

Maksymalne wykorzystanie starych zabudowań
– Planując oborę, starałem się maksymalnie wykorzystać istniejące zabudowania. Przylega ona bezpośrednio do dwóch budynków. W jednym mieściła się chlewnia, w której obecnie jest hala udojowa typu „rybia ość” (2×5), pomieszczenie na schładzalnik do mleka, biuro i cielętnik (patrz schemat). Drugi, przylegający budynek, to stara obora, w której obecnie opasane są buhajki. – Rocznie sprzedaję ok. 20 opasów o średniej wadze ok. 750 kg – nadmienia rolnik. Informuje, że wybudowana wolnostanowiskowa obora ma dwa stoły paszowe, z których jeden jest nieprzejazdowy, co utrudnia zadawanie TMR-u. W budynku mieszczą się trzy korytarze spacerowe z pełną posadzką. Czyszczą je trzy zgarniaki hydrauliczne typu Delta. Nieczystości zgarniane są do kanału zrzutowego o głębokości 0,6 m i szerokości 0,6 m, przebiegającego wzdłuż ściany szczytowej budynku. Z kanału zrzutowego prasa wypycha obornik przez tunel na płytę obornikową. – Na przestrzeni 10 lat hydrauliczne zgarniaki nie sprawiały wielu problemów – informuje hodowca. W oborze panuje dobry mikroklimat, co dowodzi sprawnej wentylacji kalenicowej. Szczelinę kalenicową o szerokości 2 m zakrywa świetlik wykonany z przezroczystych płyt poliwęglanowych. Świeże powietrze napływa otworami nawiewnymi o wysokości ok. 30 cm, wykonanymi w podłużnej ścianie budynku. – W bardzo mroźnie dni, gdy temperatura spadnie poniżej -10°C, otwory nawiewne zasłaniam kostkami ze słomy. Natomiast w okresie letnich upałów ruch powietrza wzmaga wentylator – opowiada Łukasz Figaj. Informuje, że krowy mogą korzystać z dwóch poideł wannowych oraz automatycznego czochradła. Przed montażem robota udojowego zwierzęta były dokarmiane paszami treściwymi w stacji paszowej, obecnie zdemontowanej. Wspomniana hala udojowa była wykorzystywana do listopada 2017 roku. – Dwie osoby doiły w niej 40 krów przez ok. 1,5 godziny, czynność ta zajmowała dziennie ok. 3 godzin – wspomina rolnik z Galewa.

Lokalizacja robota udojowego
– Długo się zastanawiałem nad lokalizacją robota udojowego Astronaut A4 w mojej oborze. Odwiedziłem wiele zmodernizowanych obór wolnostanowiskowych z automatycznym dojem krów. Przekonałem się, że u mnie najlepiej sprawdzi się robot udojowy funkcjonujący w systemie „wolny ruch krów”, oferowany przez firmę Lely – informuje Łukasz Figaj. – Nie wymaga on dodatkowych urządzeń w postaci bramek kierunkowych, tak jak to jest w systemie o kierowanym ruchu krów. Na korzyść Lely przemawia także serwis odległy o 50 km. Ponadto firma ta jako pierwsza na świecie wdrożyła do praktyki roboty udojowe – argumentuje swoją decyzję rozmówca. Informuje, że po konsultacji ze specjalistą z firmy Lely zdecydował się zamontować robot udowy w szczycie obory, w linii podwójnego rzędu legowisk (patrz schemat). Za taką lokalizacją przemawiało bezpośrednie sąsiedztwo kanału zrzutowego, co umożliwia odprowadzanie wody powstałej po myciu aparatów udojowych parą wodną po zakończeniu doju każdej krowy. Ponadto w miejscu pomieszczenia na robot udojowy znajdowały się wcześniej stacja paszowa i poidło. Zatem można było wykorzystać stary paszociąg do zaopatrywania robota udojowego w paszę treściwą. Z kolei sąsiedztwo poidła ułatwiło wykonanie instalacji wodociągowej zasilającej w wodę urządzenie Astronaut A4.
– Montaż robota udojowego wiązał się nie tylko z likwidacją stacji paszowej i poidła, ale także z demontażem czterech podwójnych boksów dla krów. W ten sposób wygospodarowałem powierzchnię stanowiącą poczekalnię przed wejściem do robota udojowego – opowiada hodowca. Nadmienia, że nie starczyło już miejsca na bramkę selekcyjną, umożliwiającą oddzielnie wybranych krów od reszty stada. Z tego samego powodu nie było też możliwości montażu automatycznej wanny do kąpieli racic.
Zabezpieczenie przed mrozem
Pomieszczenie chroniące przed mrozem robot udojowy i towarzyszące mu urządzenia ma wymiary ok. 3×4 m, zajmuje powierzchnię ok. 12 m. W opinii hodowcy jest to minimalna przestrzeń umożliwiająca zamontowanie niezbędnego sprzętu. Pomieszczenie wymurowano z pustaków ceramicznych, ściany mają grubości 24 cm. Sufit stanowi płyta warstwowa z sześciocentymetrowym ociepleniem. – Podczas dużych mrozów, czego doświadczyliśmy w tym roku na przełomie lutego i marca, zakrywam słomą otwory nawiewne w podłużnej ścianie obory. W okolicy robota udojowego temperatura nie spadła poniżej 1°C, na zewnątrz było nawet ok. -15°C. Przy większych mrozach konieczne będzie dogrzewanie pomieszczenia z robotem udojowym – opowiada hodowca.

Krowy szybko się uczą
W opinii rolnika krowy korzystające ze stacji paszowej szybko adaptują się do doju w robocie udojowym, w którym także otrzymują pasze treściwe. W oborze w Galewie sytuacja była jeszcze bardziej sprzyjająca, ponieważ lokalizacja obu urządzeń nie zmieniła się i właśnie w tym konkretnym miejscu szukały smakołyku, który otrzymywały. – Ten zbieg okoliczności ułatwił nam nauczenie zwierząt korzystania z robota udojowego, który przez pierwsze 3 dni po uruchomieniu funkcjonował jako stacja paszowa. Większość krów akceptowała pobieranie paszy treściwej w nowym urządzeniu – wspomina Łukasz Figaj. Podkreśla, że najtrudniejsze było przyzwyczajenie krów do doju w nowym miejscu i za pomocą nowego urządzenia. Adaptacja polegała na wprowadzeniu każdej krowy do boksu udojowego i jej wydojeniu. W ten sposób mlecznice były dojne przez 3 doby. Po tym czasie do boksu udojowego trzeba doprowadzać tylko te zwierzęta, które się nie wydoiły w ciągu ostatnich 10 godzin. – Obecnie spośród 55 dojnych krów przeciętnie 3 wymagają doprowadzenia do boksu udojowego. Ułatwia to uprzednie odizolowanie tych zwierząt w oddzielnym kojcu – relacjonuje hodowca.

Prosta obsługa
– Robot sprawuje się dobrze, w ciągu trzech miesięcy od jego zainstalowania nie zdarzyła się żadna awaria. Urządzenie jest proste w obsłudze, ma przejrzyste menu i dobrze przemyślane raporty, widoczne na monitorze komputera lub ekranie smartfona. O sytuacjach krytycznych informacja dociera na telefon komórkowy w postaci SMS-a – mówi rozmówca z Galewa. Informuje, że z obsługą urządzenia radzi sobie także małżonka.

Aktualnie od 55 krów robot pozyskuje dziennie ok. 1500 l mleka. Przeciętnie mlecznica doi się trzy razy na dobę. Pozyskiwane mleko jest bardzo dobrej jakości. Po zmianie sposobu doju spadła liczba komórek somatycznych z ok. 250 tys. w mililitrze mleka do ok. 100 tys. – Najprawdopodobniej jest to zasługa doju ćwiartkowego, który jest stosowany w robotach udojowych. Dojenie oddzielnie każdej ćwiartki wymienia zapobiega pustodojowi, co sprzyja poprawie zdrowotności gruczołu mlekowego – konkluduje hodowca. Informuje, że w tym krótkim czasie użytkowania robota udojowego poprawiła się jakość mikrobiologiczna surowca dostarczanego do mleczarni. Obecnie 1 ml mleka zawiera ok. 20 tys. bakterii, a w surowcu pozyskiwanym w hali udojowej było ich ok. 60 tys./ml.

Robot udojowy to nie tylko maszyna do dojenia, oferuje znacznie więcej. Posiada m.in. funkcję pomiaru przewodności elektrycznej mleka, ułatwiającą kontrolowanie zdrowotności wymienia oraz pomiar aktywności ruchowej i przeżuwania. Zbieranie wielu informacji o zwierzętach ułatwia zarządzanie stadem i podejmowanie trafnych decyzji. – Dzięki pomiarowi aktywności ruchowej krów i przeżuwania robot wykrywa ruje i podpowiada optymalny termin krycia. System jest bardzo pomocny w wykrywaniu zwłaszcza tzw. cichych rui – opowiada rozmówca. Informuje, że ostatnio na sześć zacielonych samic ciążę stwierdzono u pięć sztuk.

Więcej czasu dla rodziny i na zarządzanie
– Po zamontowaniu robota udojowego wyeliminowałem najbardziej uciążliwe prace w oborze, tj. dojenie krów i usuwanie nieczystości. Moja rola sprowadza się do nadzorowania urządzeń, aby poprawnie funkcjonowały, co wcale nie oznacza, że nie muszę wchodzić do obory – mówi hodowca. Podkreśla, że wręcz przeciwnie, teraz może więcej czasu poświęcić na obserwację krów w oborze i zarządzanie stadem. Na codzienne przeglądanie raportów generowanych przez robota udojowego rolnik przeznacza ok. pół godziny, tj. po 15 minut rano i wieczorem. Sprawdza przede wszystkim raporty krów niewydojonych w ciągu ostatnich 10 godzin, które trzeba doprowadzić do robota. Z reguły są trzy takie zwierzęta, ale niekiedy robot wydoi wszystkie mlecznice.
– Największą zaletą automatycznego doju jest duża swoboda w organizowaniu dnia pracy, ponieważ teraz w oborze nie ma już czynności, które trzeba wykonywać codziennie o ściśle określonych porach. Dzięki temu praca w gospodarstwie jest bardziej komfortowa, łatwiej pogodzić różne prace w gospodarstwie z codzienną obsługą zwierząt w oborze – dzielą się swoimi doświadczeniami Figajowie. – Najważniejsze, że teraz mąż ma więcej czasu dla naszej rodziny, dla trzyletniej Oli i rocznego Stasia – podkreśla pani Marzena.

Zwiększyć efektywność produkcji mleka
Pytamy o koszty zastosowania doju automatycznego w oborze. – Cała inwestycja, obejmująca zakup i montaż robota udojowego Astronaut A4, system wstępnego schładzania mleka, zabudowę chroniącą robota przed mrozami i dostosowanie obory do jego montażu, kosztowała ok. 650 tys. Inwestycję zrealizowaliśmy w ramach programu unijnego, który umożliwił uzyskanie 50-procentowego dofinansowania, zatem z własnych środków wydaliśmy ok. 325 tys. zł – opowiadają Figajowie. Informują, że załatwianie formalności związanych z tą dotacją zajęło dwa lata.

Obecnie średnia roczna wydajność krów w tym stadzie wynosi 8800 l, zatem rocznie 55 mlecznic produkuje ok. 484 000 l surowca. Zakładając, że robot udojowy będzie użytkowany przez 10 lat, to roczne obciążenie produkcji mleka tą inwestycją, po uwzględnieniu dofinansowania, wyniesie 32 500 zł (325 000/10). Zatem każdy litr rocznie wyprodukowanego mleka jest obciążony kwotą ok. 7 groszy (32 500/484 000). – Obecnie za litr mleka zawierającego 3,8% tłuszczu i 3,3% białka otrzymuję 1,4 zł netto. Zamierzam obniżyć jednostkowe koszty produkcji poprzez zwiększenie wydajności mlecznej do ok. 10 000 l średnio w roku – informuje hodowca. Jest przekonany, że cel ten osiągnie dzięki doskonaleniu żywienia i lepszej jakości kiszonek. Nie bez znaczenia jest także poprawa zarządzania stadem, dzięki pełnemu wykorzystaniu funkcji robota udojowego. – Oczekuję lepszych parametrów rozrodu krów. Pierwsze obserwacje wykazały, że system wykrywania rui jest bardzo skuteczny. Liczę także na poprawę zdrowotności zwierząt i obniżenie kosztów weterynaryjnych – ujawnia swoje plany hodowca. Z pewnością realizację tych zamierzeń przybliża dobra współpraca ze specjalistami od żywienia, hodowli i lekarzem weterynarii.

[vls_gf_album id=”139″]