Zarządzają ryzykiem cenowym

Już trzy lata radzyński Spomlek wraz ze swoimi hodowcami zarządza ryzykiem cenowym w produkcji mleka. W tłustych latach odkładają pieniądze na chude czasy. Wypracowany mechanizm jest najprostszym z możliwych do zastosowania, ale i najbezpieczniejszym dla wszystkich.

 

tekst: Radosław Iwański, zdjęcie: SM Spomlek

 

Zasada oszczędzania jest prosta i znana wszystkim. – Działa ona tak, jak gromadzenie oszczędności w domowych budżetach – mówi Edward Bajko, prezes zarządu SM Spomlek w Radzyniu Podlaskim.

Nie od dziś wiadomo, że produkcja mleka obarczona jest bardzo dużym ryzykiem, związanym z ogromną zmiennością cen skupu mleka. Wprawdzie ich wahania nie dochodzą do 100%, tak jak nierzadko ma to miejsce na innych rynkach, ale mogą być bardzo duże. Dlatego też w czasach dobrej koniunktury hodowcy zgodzili się na odkładanie części otrzymywanego za sprzedane mleko wynagrodzenia. – Jeżeli cena jest na tyle wysoka, że gospodarstwa mogą normalnie funkcjonować, rozwijać się i jeszcze coś odłożyć na czas złej koniunktury, to uruchamiamy potrącenia na fundusz stabilizacji – przyznaje Bajko.

Zanim mechanizm zarządzania ryzykiem został wprowadzony, hodowcy rozmawiali o nim na zebraniach, by ostatecznie podjąć decyzję o jego wprowadzeniu na Walnym Zebraniu. Fundusz, na którym gromadzone są środki pieniężne, został nazwany Funduszem Stabilizacji i Rozwoju.
Zarządzanie Funduszem nie jest proste, dlatego na radzie nadzorczej spółdzielni i na zarządzie spoczywa ogromna odpowiedzialność. Po pierwsze, te gremia muszą ustalić wielkość potrąceń i wysokość wypłat. Po drugie, zdecydować, kiedy te potrącenia i wypłaty mają miejsce.
– Zdania w tych kwestiach są podzielone, co jest naturalne, bo różna jest sytuacja ekonomiczna gospodarstw, ale współpraca oraz wzajemne zaufanie pozwalają nam podejmować decyzje akceptowane przez ogromną większość dostawców – dodaje Bajko.

Kluczową rolą, jaką ma odegrać Fundusz, jest utrzymanie płynności finansowej przez hodowców bydła i producentów mleka. Formuła ta działa także w trudnych sytuacjach losowych, które mogą piętrzyć się przed wszystkimi. Hodowcy mogą korzystać z odkładanych przez nich pieniędzy w takich sytuacjach, jak np. susza, upadek bydła i wielu innych. O wypłacie rekompensat poszczególnym hodowcom na ich wnioski decyduje rada nadzorcza Spomleku, czyli wybierani przez członków ich przedstawiciele. Pieniądze gromadzone na indywidulanych rachunkach rolników nie leżą w sejfie, ale są w stałym obrocie, a spółdzielnia oprocentowuje te środki z zysku.
Nie da się ukryć, że malejący zakres interwencji na rynku mleka ze strony Komisji Europejskiej zmusza hodowców do wzięcia odpowiedzialności za regulację rynkiem. Globalny rynek wymusza na nich działania lokalne, które łagodzą skutki dekoniunktury.
– Jeśli nie da się stabilizować cen, to trzeba stabilizować przychody producentów – uważa prezes zarządu SM Spomlek.

W trzyletniej historii działania Funduszu w Spomleku potrącano z ceny zakupu mleka od 2 do 7 gr za kg, oczywiście były też okresy, gdy stosunkowo niska cena za mleko nie pozwalała na potrącenia. W ostatnich miesiącach Fundusz, ze względu na suszę i konieczność zakupu pasz, wypłaca 10 gr do każdego kg mleka. Obecnie za kg mleka w skupie spółdzielnia płaci średnio 1,60 zł brutto, łącznie ze wspomnianą dopłatą.

W sumie hodowcy odłożyli na rachunkach indywidualnych pokaźne sumy. To, co na nich nazbierali, mogliby wypłacać przez 1,5 roku, gdyby dopłata do litra wynosiła jedną dziesiątą złotego. 