Ekonomista. Mleka będzie brakowało

Jakub Olipra mówił o perspektywach dla rynku mleka podczas Forum pt. „Zagrożenia i szanse dla branży mleczarskiej”, którego pomysłodawcą i moderatorem był Martin Ziaja, członek zarządu PFHBiPM i prezes OZHB w Opolu. Forum było częścią Targów Ferma.

Marcin Jajor

Jakub Olipra mówił o przyszłości rynku mleka, fot. Marcin Jajor
Jakub Olipra zdiagnozował sytuację na rynku mleka i przedstawił perspektywy dla rynku, fot. Marcin Jajor
  • W dłuższej perspektywie w Polsce będzie brakować mleka, a nasz kraj ma największy w Europie potencjał rozwoju tego sektora – powiedział Jakub Olipra z Crédit Agricole.
  • Olipra mówił także, jak kurs wymiany dolara do złotego wpływa na ekonomię produkcji mleka w Polsce.
  • Czy zagraża nam produkcja mleka w Ukrainie? Nasilająca się konkurencja ze strony naszych wschodnich sąsiadów staje się faktem. Tanie pasze wzmocnią tamtejszą produkcję mleka.
  • Ekonomista apelował do producentów żywności, żeby stawiali na jakość.

Według Jakuba Olipry z Crédit Agricole aktualna trudna sytuacja na rynku mleka to skutek bardzo dobrych warunków agrometeorologicznych w zeszłym roku, które pociągnęły za sobą duże zasoby pasz oraz możliwość relatywnie taniego zwiększenia skali produkcji, a co za tym idzie – podaży tego surowca na rynek. Rzeczywistością staje się także coraz większa samowystarczalność Chin, które ograniczają import produktów mlecznych z innych krajów. Znaczenie ma również niski kurs dolara.

Nie zaniedbujmy rynków krajów ościennych Polski

W warunkach bardzo konkurencyjnego amerykańskiego eksportu dużym wyzwaniem jest ulokowanie unijnym produktów na rynkach zewnętrznych, w tym tych odległych, gdzie dość dużą rolę odgrywają koszty transportu. Pozytywnym aspektem niskiego kursu dolara są natomiast potencjalnie niższe koszty środków produkcji rolnej, w tym śruty sojowej czy maszyn rolniczych.

– Ze względu na bariery środowiskowe Nowa Zelandia nie wyprodukuje już dużo więcej mleka. Produkcja obniża się też w Australii. Bardzo duży potencjał ma natomiast USA i jeżeli mamy obawiać się gdzieś jakiejś konkurencji, to właśnie tam, ze względu na skalę produkcji i wydajność mleczną krów – podkreślał Olipra.

W jego opinii ogromne perspektywy niesie ze sobą rynek krajów azjatyckich. Ich mieszkańcy spożywają coraz więcej produktów mleczarskich, a jednocześnie – ze względu na wyższe dochody – są w stanie coraz więcej ich kupować. Pytanie kto na tym skorzysta, bo z jednej strony mamy UE, a z drugiej – Nową Zelandię i USA.

– Jedną z przewag, na którą powinien stawiać polski sektor mleka, żeby skutecznie konkurować na azjatyckich rynkach, jest jakość oferowanych produktów. Z drugiej jednak strony nie można zaniedbywać naszych sąsiadów, takich jak kraje bałtyckie, Rumunia, Węgry czy Ukraina, gdzie polskie produkty mają bardzo silną pozycję. Tamtejsi konsumenci cechują się podobnymi upodobaniami smakowymi, a do tego eksport wiąże się z niższymi kosztami transportu – mówił Olipra.

Rykoszetem w mleko

W międzyczasie toczy się dyskusja o umowie UE z krajami Mercosur, które mają zwiększyć eksport surowców rolnych na rynek Wspólnoty, importując jednocześnie na większą skalę wysoko przetworzone produkty i nowoczesne technologie, w tym z branży motoryzacyjnej, maszyn i urządzeń. – Co prawda – zwracał uwagę Olipra – ekspozycja na umowę w przypadku polskiej branży mleczarskiej jest stosunkowo niewielka, ale kluczową rolę odgrywają takie kategorie produktowe jak wołowina i drób, przez które sektor mleka może pośrednio ucierpieć.

– Naszą główną przewagą jest dobry stosunek jakości do ceny. Dlatego konkurujemy w znacznej mierze w segmencie mało rozpoznawalnych marek, a więc dokładnie w tym samym, w którym znajdą się produkty z Argentyny i Brazylii. Wołowina czy drób z tych krajów nie wyprze z rynku produktów oferowanych przez niemieckiego czy francuskiego rolnika, ale istnieje duże ryzyko, że właśnie polskiego. Ponadto kontyngenty z krajów Mercosur będą stanowić ok. 20% i 30% polskiego eksportu odpowiednio drobiu i wołowiny na rynek UE. Biorąc to pod uwagę, nie widzę przestrzeni, żeby w przypadku rolnictwa Polska na tej umowie skorzystała – podkreślał starszy ekonomista z banku Crédit Agricole.

Nasza przewaga się kurczy

– Polska stworzyła bardzo silną pozycję na unijnym rynku żywności. Obecnie mamy drugą największą nadwyżkę w handlu artykułami rolno-spożywczymi po Holandii. To pokazuje nasz ogromny potencjał – mówił Olipra. Zwracał jednak uwagę, że te znakomite rezultaty udało się w dużej mierze osiągnąć w oparciu o niższe koszty produkcji. Cały czas brakuje nam silnym marek, co stanowi ogromne wyzwanie, jeżeli chodzi o całą branżę rolno-spożywczą na kolejną dekadę.

– Co prawda mamy już duże mleczarnie, które osiągają wielomiliardowe obroty i są w stanie eksportować i lokować się na wielu zagranicznych rynkach, ale przykładowo w odróżnieniu od Francji czy Niemczech mamy relatywnie mało produktów z chronioną nazwą pochodzenia czy chronionym oznaczeniem geograficznym, a przecież polskim przetwórcom i producentom nie brakuje kompetencji czy serowarskich tradycji – uzupełniał ekspert. Dodawał, że niestety nasza przewaga coraz bardziej się kurczy, w tym głównie ze względu na wysokie koszty energii, która jest tańsza u naszych głównych konkurentów w sektorze mleka, tj. Niemców, Francji czy Hiszpanii. Rosną też koszty pracy, ze względu na poziom płacy minimalnej, która jest na jednym z najwyższych poziomów w UE, szczególnie jak uwzględnimy różnice cen między danymi gospodarkami. W praktyce oznacza to rosnącą presję kosztową.

Ważny rynek zbytu, ale też realne zagrożenie

Do tego dochodzi nasilająca się konkurencja ze strony Ukrainy. – Oczywiście kraj ten jest dla nas ważnym rynkiem zbytu i mamy bardzo duży udział w tamtejszym rynku produktów mlecznych, ale – zwracał wagę Olipra – przy relatywnie niskich kosztach produkcji roślinnej kraj ten jest w stanie bardzo szybko zbudować efektywną produkcję zwierzęcą. W Polsce rozwój sektora mleka opiera się na gospodarstwach rodzinnych, które stawały się coraz bardziej profesjonalne, tj. zwiększały pogłowie krów, poprawiały ich wartość hodowlaną czy inwestowały w nowoczesne technologie. Ponadto dominujący u nas model spółdzielczy wydaje się kluczowy dla stabilizacji rynku i rentowności rolników.

– Drogę, jaką Polska przeszła przez ostatnie 20 lat, Ukraina może pokonać znacznie szybciej. Ma ogromny potencjał, bo decyzje inwestycyjne zapadają tam bardzo szybko ze względu na obecność dużych koncernów, które stawiają od razu na bardzo duże stada i będą oczekiwały wysokiej stopy zwrotu – mówił Olipra.

Oczywiście wiele będzie zależało od tego, w jakim stopniu UE otworzy się na handel z Ukrainą. Choć jednak bardzo wiele mówi się o tym, żeby tamtejsze produkty spełniały unijne wymogi dotyczące bezpieczeństwa żywności, to jednak standardy naszej produkcji mają dużo szerszy zakres, bo obejmują również ochronę środowiska naturalnego i dobrostan zwierząt.

– Jeżeli więc mamy mówić o równych zasadach prowadzenia handlu, to powinniśmy wymagać dokładnie takich samym systemów i standardów produkcji, jakich UE wymaga względem rolników z krajów Wspólnoty – kwitował Olipra.