Krowa pływała w jeziorze Łebsko. Nietypowa akcja ratunkowa ujawnia ukryty talent bydła

Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa (SAR) wraz ze strażakami przeprowadziła nietypową akcję ratunkową na jeziorze Łebsko. Zwierzę, które weszło do wody w Żarnowskiej, przepłynęło ogromny dystans i zostało bezpiecznie podjęte na ląd w okolicach Łeby. Choć pierwsze prognozy były dramatyczne, historia zakończyła się happy endem. Krowy to świetne pływaczki.

Jan Hereditas

Krowa w jeziorze Łebsko
Nietypowa akcja na jeziorze Łebsko. Ratownicy uratowali krowę, fot. Sebastian Kluska, SAR
  • Akcja ratunkowa dotyczyła krowy, która porwała się na samotną przeprawę przez jedno z największych jezior w Polsce.
  • Jezioro Łebsko leży w większości na terenie Słowińskiego Parku Narodowego, gdzie obowiązuje zakaz pływania, a na co dzień nie stacjonują tam żadne stałe służby ratownicze.
  • Wyjaśniamy dlaczego samica rasy phf weszła do wody, co mogło sprawić, że wybrała się wpław i jakie jej cechy czynią z niej znakomitą pływaczkę.

Bydło mleczne, zwłaszcza wysokowydajne krowy rasy holsztyńsko-fryzyjskiej, rzadko kojarzy się z długodystansowym pływaniem. Z punktu widzenia fizjologii i behawioru zwierząt, ta historia kryje w sobie jednak kilka fascynujących faktów.

Dlaczego krowa uciekła do wody

Wbrew pozorom, bydło potrafi pływać i to całkiem sprawnie – napędza się pracą nóg w sposób przypominający „pieska”, a duża pojemność żwacza wypełnionego gazami oraz gruba warstwa tkanki tłuszczowej działają jak naturalny pas wypornościowy.

Motywacją do wejścia w głąb jeziora dla krowy mogło być kilka czynników: szukanie chłodu, gzy i owady oraz utrata orientacji.

Krowy mleczne bardzo źle znoszą wysokie temperatury (optymalny zakres dla nich to 5–15°C). Przy upałach instynktownie szukają wody, by schłodzić organizm.

Nadmorskie łąki bywają udręką z powodu bąków i meszek. Wejście do wody to dla bydła sprawdzona metoda na ucieczkę przed agresywnymi insektami.

Zwierzę, które straci grunt pod nogami, może spanikować. Z perspektywy krowy stojącej w wodzie w Żarnowskiej, linia brzegowa po drugiej stronie mogła wydawać się bliższa lub bezpieczniejsza, co popchnęło ją do ryzykownej przeprawy.

Wyczyn godny olimpijczyka

Dystans w linii prostej między Żarnowską a Łebą przez jezioro to około 3–4 kilometry. Dla zwierzęcia ważącego w granicach 600–700 kg, które nie jest przystosowane do wysiłku kardio o charakterze wytrzymałościowym, taki maraton to ogromne obciążenie.

Co groziło zwierzęciu?

Największym ryzykiem oprócz utonięcia z wycieńczenia była hipotermia (mimo letnich miesięcy, długa ekspozycja w zimnej wodzie głębokiego jeziora drastycznie obniża temperaturę ciała) oraz zachłystowe zapalenie płuc, które u przeżuwaczy niemal zawsze kończy się tragicznie.

Fakt, że krowa przetrwała ten dystans, świadczy o jej niezwykle silnym instynkcie przetrwania i dobrej kondycji ogólnej.

Akcja służb

Do morskich i brzegowych stacji ratunkowych regularnie wpływają zgłoszenia o zagrożeniu życia, jednak to, które odebrali ratownicy z Brzegowej Stacji Ratowniczej w Łebie oraz strażacy z OSP Łeba, należało do kategorii wyjątkowo egzotycznych. Służby zostały zaalarmowane o tonącej krowie w wodach jeziora Łebsko.

Zwierzę weszło do wody w miejscowości Żarnowska i niemal pokonało szeroki akwen, płynąc w kierunku Łeby. Akcja poszukiwawcza była niezwykle wymagająca. Jak podkreślił szef SAR, Sebastian Kluska, Łebsko to trzecie co do wielkości jezioro w Polsce, a specyfika terenu – w tym restrykcyjne przepisy Słowińskiego Parku Narodowego ograniczające ruch jednostek pływających – znacząco utrudnia prowadzenie działań operacyjnych.

Początkowo, po godzinie bezskutecznych poszukiwań, ratownicy obawiali się najgorszego, podejrzewając, że krowa utonęła przed ich przybyciem. Ostatecznie jednak zwierzę udało się zlokalizować i bezpiecznie podjąć na brzeg. Przy okazji tego incydentu służby ratunkowe ponowiły ostrzeżenie: jezioro Łebsko jest akwenem niebezpiecznym i nieprzewidywalnym, na którym nie działają stałe systemy ratownictwa wodnego.

Alarm o pływającej krowie w jeziorze Łebsko, zdjęcie: Sebastian Kluska, SAR