Rynek łapie oddech. Kluczowe podaż i selekcja hodowlana

Cenami rządzą podaż z popytem. Czy te dwa fundamentalne mechanizmy rynkowe działają na rynku mleka? To retoryczne pytanie, jednakże są i tacy, którzy w nie wątpią.

Jan Hereditas

Selekcja odbywa się, fot. JH
Ostra selekcja właśnie trwa w stadach bydła mlecznego, fot. JH
  • Spada opłacalność produkcji, a produkcja nie maleje. Dlaczego?
  • Hodowcy bydła w kluczowych europejskich krajach dla produkcji mleka prowadzą ostrą selekcję hodowlaną. Teraz.
  • Czego można spodziewać się na rynku w najbliższym czasie?

Komisja Europejska opublikowała w minionym tygodniu kolejne informacje dotyczące produkcji mleka we wszystkich państwach członkowskich w UE. Robi to co miesiąc. Wprawdzie są to dane historyczne, czyli takie, które pokazują przeszłość, co na rynku działo się w styczniu br. (tak jest w przypadku rynku mleka), ale są to wiarygodne informacje na podstawie których można budować predykcje.

DG Agri Komisji Europejskiej prognozuje przyszłe zdarzenia, jednakże wskazuje, żeby na ich podstawie nie być absolutnie pewnym tego, co się wydarzy na rynku. Nie chodzi o to, że ona mówiąc wprost może się znacząco mylić w prognozowaniu trendów, jednak mogą wystąpić różne czynniki (np. wybuch wojny), które wpłyną na podaż i popyt i z dnia na dzień sytuacja rynkowa ulegnie diametralnej zmianie.

Rynek mleka a inne rynki

Dobry przykładem nieprzewidywalnych zdarzeń, które zaburzają predykcję jest atak Izraela i USA na Iran, blokada cieśniny Ormuz i w konsekwencji zapalenie się rynku na czerwono i bardzo duży wzrost cen ropy. Mimo tego, że wiele krajów dysponuje zapasami tego produkty na dłuższy czas, to w rzeczywistości nastąpił skok cen, który przełożył się podwyżki paliw. Niestety prawa ekonomii są bezlitosne w tym przypadku, bo ceny rosną gwałtownie, a spadają – w przypadku stabilizacji sytuacji i jej powrotu do „normalności” – powoli.

Wróćmy do rynku mleka. Wzrost produkcji na tym rynku dotyczył (tak było w styczniu br.) dużych graczy. Europejskie potęgi mleczne takie jak Niemcy, Francja, Holandia czy Polska produkowały bardzo dużo białego surowca i właśnie sytuacja w tych krajach rzutuje na ceny w całej Unii Europejskiej. Oczywiście są państwa Wspólnoty, które zredukowały podaż mleka, jednakże ze względu na to, że ich potencjał podażowy jest niewielki, nie ma to znacznego wpływu na ceny skupu. Dla przykładu spójrzmy na liczby. Co innego oznacza 7% wzrost produkcji mleka w Niemczech, gdzie roczna produkcja sięga 32 mld litrów, a co innego 7% spadek w Estonii, gdzie roczna podaż mleka wynosi 0,8 mld litrów. Miesięczna produkcja mleka u naszych zachodnich sąsiadów sięga 2,7 mld litrów, u Estończyków 67 mln litrów. 7% dla jednych to 186 mln l, a dla drugich niespełna 5 mln l.

Wielu rolników wątpi w to, że jest aż tak duża nadpodaż mleka na rynku, a wątpliwości te nie mają odzwierciedlenia w rynku. Jak rosły dostawy mleka do skupu i na jakim one były poziomie pisaliśmy szeroko w piątkowej informacji (27 marca br. „Dostawy mleka rosły. Są nowe dane”).

Kiedy będzie poprawa cen?

– Jeśli cokolwiek dzieje się w takich krajach, jak Francja, Niemcy, Polska czy Holandia, czyli u największych producentów mleka w Europie, to od razu rzutuje to na sytuację rynkową w całej Unii Europejskiej – informuje Martin Ziaja, prezes Okręgowego Związku Hodowców Bydła w Opolu i jednocześnie szef Rady Ekonomicznej ds. Produkcji i Rynku Mleka Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka.

Ziaja, który sprzedaje mleko do SM Włoszczowa podaje przykład obrazujący działanie fundamentalnych mechanizmów rynkowych na przykładzie „swojej” spółdzielni mleczarskiej. – Podaż produkcji mleka na poziomie niemieckich 7% to jest tyle samo, co produkcja sześciu takich samych podmiotów, jak SM Włoszczowa – mówi rolnik. – Jak widać, mimo pogarszającej się opłacalności produkcji sama produkcja nie spada. W innych branżach, np. ropy czy samochodów w przypadku nadpodaży po prostu zaprzestaje się produkcji – uzupełnia. Dlaczego my produkujemy więcej? odpowiada.

Odpowiada: „Spadek produkcji rozpocznie się skonsumowaniu paszy, przede wszystkim kiszonek. Wtedy rozpocznie się likwidacja stad mniej rentownych. I to nastąpi za dwa, trzy miesiące, na przełomie maja i czerwca”.

– Oczywiście duże gospodarstwa mają zapasy kiszonki, dlatego mówiąc o spadku produkcji mam na myśli mniejsze gospodarstwa, gdyż hodowcy posiadający duże stada bydła robią obecnie ostrą selekcję hodowlaną – oświadcza hodowca z Opolszczyzny. – Poprzeczka selekcyjna dla krów została mocno podniesiona – dodaje.