Spotkanie ministra rolnictwa ze spółdzielczością mleczarską. Tylko u nas większość wypowiedzi!

Minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski spotkał się w środę popielcową br. z prezesami i członkami rad nadzorczych spółdzielni mleczarskich zrzeszonych w Krajowym Związku Spółdzielni Mleczarskich Związek Rewizyjny. Minister mówił bardzo dużo, mleczarze mnie. Ponieważ w mediach pojawiały się szczątkowe relacje z tego spotkania postanowiliśmy przedstawić je prawie w całości. Styl wypowiedzi pozostawiamy nie zmieniony.

Minister rolnictwa J. K. Ardanowski: Unia Europejska jest na końcowym etapie ustalania swojego budżetu. To się odbywa raz na siedem lat. W związku z tym, jakiekolwiek uwagi i złośliwości pod adresem wyrównania dopłat w innych okresach niż siedem lat świadczą albo o głupocie tych, którzy o tym mówią, i niewiedzy, jak funkcjonuje UE, albo jest to próba odwrócenia uwagi od negocjacji nowej perspektywy. Komisja Europejska tłumaczy, że trzeba zmniejszyć środki na wsparcie rolnictwa, ponieważ Brexit. W między czasie pojawiły się nowe wyzwania, takie jak ogromna ilość migrantów, którym trzeba zapewnić pomoc socjalną, utrzymać po prostu, to są miliony ludzi, których trzeba utrzymać, i pojawiły się wyzwania klimatyczne, których nie było jeszcze, kiedy była negocjowana obecna perspektywa. Zmiany klimatu wymagają dodatkowych środków. Tego wszystkiego nie było w 2013 i 2014 roku, kiedy były negocjowane warunki. Można było dla Polski uzyskać większe wsparcie.

Próbują mówić, że to teraz trzeba było, natychmiast, wczoraj, w tym roku podnieść dopłaty, nie wiedząc o tym, albo udając głupich, nie wiedząc, jak to się negocjuje. Chce Państwa uspokoić, negocjacje idą dobrze. Nasza determinacja, nie tylko Polski, ale naszej części Europy, powoduje, że już w tej chwili, leżąca na stole oferta UE jest lepsza od tej, która była przygotowana przez poprzednią Komisję Europejską. To już są dodatkowe miliardy, również dla Polski. Jest determinacja wyjątkowa premiera, który ze spraw rolnictwa i polityki spójności uczynił właściwie główny, w zasadzie najważniejszy punkt negocjacyjny w rozmowach z UE. Również staramy się zbudować koalicję, która będzie odpowiedzią, na stanowisko krajów, które mówią, że żadne wyrównanie nie powinno mieć miejsca. Jest na stole pismo siedmiu krajów skrzykniętych przez Holandię, które mówią wprost – jakie wyrównanie? Jakie jednakowe wsparcie, o czym mówicie? Nie będzie i koniec, bo ktoś musi do tego dopłacić, bo są kraje – płatnicy netto, a oprócz tego podnoszą bałamutny argument, że w Polsce są niższe koszty produkcji, w związku z tym nie potrzeba takiego wsparcia, jakie mają rolnicy na przykład w Holandii. Podejmujemy starania, choćby takie, jak spotkanie w poniedziałek, ministrów naszej części Europy, na moją prośbę przyjechali wszyscy, i jeszcze raz wyartykułowaliśmy precyzyjnie wszystkie argumenty za tym, że należy wyrównać wsparcie dla rolnictwa i że skończył się czas naliczania wsparcia według mechanizmów sprzed 30 lat. A co ten mechanizm ma wspólnego z tym co jest teraz, na najbliższe siedem lat?

Oprócz tego, że pojawiają się nowe oczekiwania wobec rolnictwa, które musimy zrealizować, nikt żadnej łaski nie robi, czyli to wszystko co jest związane z klimatem, z gazami cieplarnianymi, z wodą, przyrodą, glebą, na to potrzebne są dodatkowe pieniądze, bo jak to wszystko zrealizować przy zmniejszonym budżecie?

Ja spotkałem się w między czasie z wieloma ministrami rolnictwa z najważniejszych krajów unijnych i w zasadzie już nikt nie kwestionuje naszych racji. Pytanie, skąd te pieniądze teraz przesuwać? Z którego elementu polityki europejskiej przesunąć je na wsparcie rolnictwa, no bo mówimy zresztą również tak, że jeżeli przesunięcia są niemożliwe, to należy zwiększyć składki członkowskie. Polska jest gotowa zwiększyć składkę członkowską, tam o jakiś ułamek procenta, żeby te środki były. To idzie w dobrym kierunku i jestem przekonany, że twarde stawianie sprawy.  Przykładem twardego postawienia jest choćby sprawa neutralności klimatycznej sprzed miesiąca mniej więcej, gdzie próbowano wymusić na Polsce odejście od energetyki, na której nasza gospodarka jest oparta, czyli na węglu, co by ją zniszczyło w ciągu bardzo krótkiego czasu. To musi być rozłożone w czasie, żeby można było uruchomić inne źródła. Polska jako jedyny kraj w Europie dostała swoją drogę zmiany, bez żadnych konsekwencji związanych z zabieraniem pieniędzy. Jeżeli ma się konkretne argumenty i politycy wiedzą, że mają  Polsce służyć, a nie komu innemu, to udaje się również uzyskiwać, to co dla Polski jest dobre.

Wczoraj był zastępca ministra z Niemiec, bo gdy rozmawiałem z nim w Niemczech, to mówił, że u was tańsze jest wszystko, więc tyle pieniędzy wam nie potrzeba. To proszę bardzo przyjeżdża gościu z ekspertami i twardo na stół analizujemy. Okazuje się, że nawozy w Polsce są droższe jak w Niemczech, co było absolutnym zdziwieniem. Rozmawiamy o konkretach i tak trzeba.

Przejdę do mleczarstwa. Podstawowe dochody na rynkach mają być z produkcji, nie z jakiś tam transferów społecznych. Niektórzy myślą, że można do wszystkiego dopłacać. Gdybym miał znaleźć jakieś rozwiązanie wszystkich potrzeb, które zgłaszają poszczególne branże, każdy mówi, że teraz jest moment taki, że się należy, do produkcji zwierzęcej, do produkcji roślinnej, do energii odnawialnej, do biogazowni, że powinna być jakaś dopłata. Nie jest to możliwe. Niektóre formy wsparcia są absolutnie zabronione w Unii Europejskiej…

To jest to trudne zadanie ministra rolnictwa, który musi negocjować z niektórymi grupami społecznymi, grupami interesów. Ale jest czas, żeby również mleczarstwo się wypowiedziało, nie zadając kolejne pytania, tylko się wypowiedziało, jaki model wspólnej polityki w sektorze mleczarskim byście chcieli? To jest najpoważniejsze gremium w polskim mleczarstwie. Ja zresztą trochę dziegciu do beczki miodu włożę na temat stanu tzw. spółdzielczości i pewnie przyjemnie nie będzie, ale to środowisko powinno wypracować, jakie są oczekiwania i propozycje odnośnie wsparcia w nowej perspektywie siedmioletniej? Za pół roku, to już możecie sobie niczego nie wypracowywać. Teraz jest ten czas, kiedy przygotowujemy, co Polska chce uzyskać w następnych latach, nie tylko jaką kasę, jak chce swoje rolnictwo skonstruować? W tej chwili w ministerstwie trwa posiedzenie dużego zespołu, tam jest ze 150 osób, są zaproszeni wszyscy, którzy się na tym znają, zespołu, który ma właśnie wesprzeć programowanie podejście do rolnictwa na lata 21–27. Jakie to rolnictwo chcemy mieć? Kwestia pieniędzy unijnych jest sprawą ważną, ale nie najważniejszą. Najpierw trzeba wiedzieć co się chce robić, również wiedząc to, że polityka europejska się zmienia i za jakiś czas żadnych pieniędzy nie będzie. Czyli chodzi o tworzenie naszych przewag, warunków, które sprawiają, że na rynku można uzyskiwać pieniądze, że rynek jest dobrze skonstruowany, a polskie rynki nie są dobrze skonstruowane. Że mamy jakiś popyt, a pieniądze są nam potrzebne, żeby wypracować nie dochód, ale wartość dodaną, która pozwoli przetrwać nam trudne czasy w rywalizacji globalnej. Ja często słyszę, panie kasę załatwić, kasę. Na co wydać? Wiele lat temu ówczesny szef ludowców mówił, że narodowym sportem polski jest wyciskanie brukselki. Ile pieniędzy zostało zmarnowanych również z tych unijnych? Ile zostało źle wydanych? Ile nie przyniosło żadnych wartości dodanych? Byśmy mogli być o wiele dalej w konkurencyjności naszego rolnictwa, gdyby pieniądze przez te kolejne siedmiolatki byłyby wykorzystywane nie na zasadzie jak dają to brać, tylko na pomysł, który mamy. Więc oczekuję, że może tworząc jakąś grupę, choć często jest tak, że jak się nie wie co robić, to tworzy się grupę, grupa podgrupę, a podgrupa szuka ekspertów, że wypracujecie założenia, co wspierać w mleczarstwie i w gospodarstwach powiązanych z mleczarstwem? Na jakie działania się nastawić? Ja podejmuję, mówiłem o tym na poprzednim spotkaniu, nie wszyscy byli, takie działania, które są możliwe do realizacji z poziomu krajowego. Dołożenie paliwa dla gospodarstw, które mają bydło, to jest wydaje mi się ważne, oczywiście, ktoś tam mówi, a do świń pan nie dopłaca, nie bo to nie jest dopłata do czegokolwiek, tylko pomoc w obniżeniu kosztów faktycznie ponoszonych w gospodarstwie, gdzie ciągnik pracuje również zimą.

W problemach suszy, a o nią najbardziej krzyczą ci, którzy kiedy rządzili i żadnej pomocy nie udzielili, a susze były. W tym roku jest opóźnienie, bo budżet się opóźnia, Senat się nad nim pastwi, i dopiero kiedy będzie uruchomiony budżet państwa, można wypłacić te środki, które nie były wypłacone w zeszłym roku. Ja zresztą przyspieszę, bo jest ustawa okołobudżetowa i część środków jest w Krajowym Ośrodku Wsparcia. Zostaną one w pierwszej kolejności przesunięte na wypłaty tych środków pomocy suszowej. Natomiast od tego roku system będzie zmieniony, dlatego, że jest istotne przekonanie, że susza, która z różnym natężeniem wystąpiła w Polsce, są regiony dotknięte kolejny rok, którym trzeba pomagać. W wielu miejscach w Polsce wystąpiła w stopniu, w którym nie powinno się uruchamiać jakichkolwiek pieniędzy państwowych. Chce państwu powiedzieć, że Polska jest jedynym krajem, który w taki sposób pomaga rolnikom, nikt inny nie pomaga, o czym mało się wie, tylko ciągłe – a gdzie kasa? Od połowy marca rusza wypłata.

Następne elementy, które są ważne dla producentów bydła, to jest również wprowadzenie zasady, której nie było również przez lata, którą wprowadziłem dwa lata temu, że jeżeli komuś nie wychodzą w gospodarstwie straty w wysokości 30% i byłby pozbawiony jakichkolwiek form pomocy, to wtedy odkładamy produkcję zwierzęcą, a to dotyczy głównie waszych gospodarstw i szacujemy z samych pól. Wtedy ta pomoc może być udzielana w formule de minimis, nie może być żadnej innej. To jest formuła, która dotyczy wielkości środków dla gospodarstwa, i te największe, które z tego korzystają już wyczerpały często, ale jest to również określona ilość pieniędzy dla państwa, to nie są dodatkowe pieniądze unijne, tylko z budżetu państwa, które tylko do pewnej wysokości mogą być wypłacone. Ta wysokość wynosi 291 mln euro na trzy lata. I w takim systemie, że w kolejny rok dochodzi następna jedna trzecia, kończy się to co było, dlatego ta formuła, jako jedyna możliwa do zastosowania jest dla tych rolników, żeby również skorzystali. Również została zmieniona zasada wymogu 50% ubezpieczenia gospodarstwa, jako warunku niezbędnego w całej UE otrzymania pewnego wsparcia publicznego, jeżeli nie ma 50% obojętnie, jakiegokolwiek gospodarstwa straty, to wtedy nie należy się pełna dopłata. To jest w całej Unii nikt nikomu krzywdy nie robi, bo tak działa to wszędzie. Ale skoro użytków zielonych się nie ubezpiecza, to nie powinny być liczone do tej puli ubezpieczenia, bo to coś głupiego. Dlatego zostały usunięte, tylko grunty orne są brane pod uwagę.

Zgłosiłem również do Brukseli do negocjacji na najbliższe miesiące uzależnienie wsparcia dopłat bezpośrednich do trwałych użytków zielonych do posiadania minimalnej obsady zwierząt z tych użytków korzystających. Nie widzę żadnego powodu żeby do 2 mln ha perzu udającego trwałe użytki zielone wypłacać płatności. Trzeba będzie mieć minimalną obsadę zwierząt, bydła, kóz, owiec, koni, ewentualnie gęsi, czyli tych, które korzystają, to wtedy dostanie się dopłatę. Opowiadanie o tym, że jeden drugiemu siano sprzedaje, że rolnik rolnikowi pomaga, papier cierpliwy i wszystko wytrzyma. Jeżeli nie jesteś w stanie mieć własnych zwierząt bo mieszkasz w mieście, a 200 tys. ha w Bieszczadach, to są właściciele z Warszawy – to wydzierżaw tym rolnikom okolicznym, bo oni paszy potrzebują i oni dostaną dopłaty, uzgodnij z nimi, może się z Tobą podzielą. To dopiero uporządkuje również ilość środków przeznaczanych na rolnictwo, które z rolnictwem nie mają nic wspólnego. Tak jak dopłacanie do właścicieli z miasta, którzy mają grunty na wsi. To ma być pomoc dla rolników, a nie pomoc dla posiadaczy gruntów.

Coś, co może mniej was interesuje, ale interesuje producentów bydła mięsnego w szczególności i producentów zwierząt, z których pozyskujemy mięso, od tygodnia wprowadziłem coś, co powinno być dawno w Polsce – możliwość tworzenia w gospodarstwach małych ubojni, oczywiście pod kontrolą weterynaryjną, bo musi być jakieś tam minimum spełnione, ale to nie jest nic skomplikowanego. To jest skandal, to co się wydarzyło, kiedy wchodziliśmy do Unii Europejskiej, zlikwidowanie całego drobnego przetwórstwa w Polsce, bo gigantomania, bo mleczarnie mają być coraz większe, bo zakłady mięsne mają być coraz większe, bo wszystko ma być wielkie, a chłopa się zredukowało do produkcji surowca, który nigdzie na świecie nie jest dobrze opłacany. Na sprzedaż surowca może sobie pozwolić tylko wielki, bo coś mu z tego zostanie. Zredukowano rolników tylko i wyłącznie do produkcji surowcowej, pozbawiając wpływu na korzystanie z dochodów z sektora przetwórczego. Dlatego przywracam te małe ubojnie, trochę to trwało, ale skoro jest w innych krajach Europy, to dlaczego w Polsce ma nie być? Więc jeżeli ktoś ma zdolności, umiejętności, tradycje rodzinną, i chce sprzedawać ze swoich zwierząt mięso, robić wędliny, proszę bardzo możesz to robić. Oczywiście wielcy przetwórcy, wielkie ubojnie, podnieśli larum, że ja niszczę bezpieczeństwo żywności, że żywność z tych małych ubojni będzie zła. Nie potrzeba w małej ubojni mieć wszystkich HCCP i Bóg wie czego, bo skala produkcji jest stosunkowo mała. To przede wszystkim pomoże producentom bydła mięsnego, ale może także producentom baraniny i jagnięciny. Na to jest coraz większa moda, lubimy grillować, za chwilę ciepło się zrobi, będzie się w każdym ogródku coś kopciło, tylko że producenci owiec mówią chłopie, jeżeli ubojnia jest 100–150 km ode mnie, to jak ja mamy z tym jagnięciem jechać, to jeszcze do tego dołożę. Dlatego będzie możliwość we własnych gospodarstwach i będzie to jedno pomieszczenie o zmywalnych ścianach. To nie będą żadne skomplikowane wymagania.

Pojawia się całkiem inne zagrożenie dla mleczarstwa, dla hodowli bydła, którego nie było nigdy. Ja nigdy nie spotkałem się z kwestionowaniem roli rolnictwa. Rolnictwo było uważane ze działanie szlachetne, dobre, potrzebne, bo daje żywność. Od jakiegoś czasu i to od niedalekiego, rolnictwo jest kwestionowane, jako działalność zła i szkodliwa, która niszczy matkę ziemię poprzez uprawę, która hoduje zwierzęta zadając im cierpienie. Aktywiści ekologiczni, tak się nazywają, domagają się ograniczenia albo likwidacji hodowli bydła, bo w żwaczu metan powstaje, domagają się drakońskich, wykluczających mięso z diety ludzkiej, podatków. W przypadku krów mówi się o tym, że one cierpią kiedy są dojone, bo może nie chciały by być dojone, że hodowla bydła polega na gwałceniu krów, że to jest wynaturzenie, że to jest zbrodnia wobec zwierząt. Ja bardzo proszę, mówię do środowiska, którego interes jest zagrożony, ja się moralnie z tym nie zgadzam, uważam, że człowiek ma prawo, korzystać z przyrody, robić to oczywiście, w logiczny, racjonalny sposób, nie niszczyć przyrody, pomagać jej, dlatego nowe działania, które będą finansowane z pieniędzy unijnych mają być bardziej prośrodowiskowe, proklimatyczne, zwiększać próchnicę w glebie, retencję, dbać o wodę, dbać o bioróżnorodność, tak trzeba. Ale człowiek ma prawo z przyrody korzystać – czyńcie sobie ziemię poddaną, a z przyrody zaczyna się robić jakiegoś Boga, bożka, a człowiek jest nie istotny. Kobieta w ciąży ma tylko zlepek komórek, a locha w ciąży ma żywe stworzenie w sobie. Co się dzieje z ludźmi? Z naszą moralnością, z etyką? W każdym razie, proszę żeby również środowiska, które są wprost pokazywane palcem, m.in. produkcja mleka, w jakiś sposób się opowiedziały i też w przekazie publicznym, medialnym, też broniły interesów rolnictwa.

Jestem przekonany, że przed polskim rolnictwem jest dobra przyszłość. Mamy dobry czas dla Polski. Bez wojny, z dobrym rozwojem gospodarczym, silną pozycją międzynarodową. Nie wierzcie w to, co jest mówione, że Polska się nie liczy. To jest w chorych głowach polskiej opozycji. Mamy zdecydowanie więcej do powiedzenia, niż parę lat temu. Nawet ci, którzy wydawali się takimi ostrymi naszymi recenzentami, jak prezydent Macron, wprost przeciwnie teraz oferuje Polsce odnowienie Trójkąta Weimarskiego, ścisłą współpracę trzech krajów, takiego centrum wokół którego Europa powinna się integrować. Również jesteśmy lokalnym liderem, ci ministrowie, którzy przyjechali na moją prośbę, spotkali się z prezydentem, zresztą podkreślali, że to jest rzadko spotykane w Europie, żeby głowa państwa, tak poważnie traktowała rolnictwo. Tak mocno w swojej polityce wspierała rolnictwo. To nie zdarza się we wszystkich krajach. Więc oni również podkreślali, że naturalne jest to, że Polska jest liderem tej części Europy, bo jest większa, ma więcej ludzi, ma większe terytorium, ma lepszą gospodarkę, rozwija się w tempie, o jakim część naszych przyjaciół z tej części Europy, nawet nie chce marzyć, w związku z tym, mamy dobry czas. Czy go wykorzystamy, Bóg raczy wiedzieć. Można wszystko zmarnować.

Teraz chce się odnieść do różnych uwag i zarzutów pod moim adresem, nawet krajowa rada spółdzielcza raczyła się odezwać, że ponoć krytykuje spółdzielczość. Nie ma w Polsce polityka tak oddanego spółdzielczości, ja znam spółdzielczość, znam jej historię, wiem jaką rolę odegrała spółdzielczość w polskim rolnictwie. Do Polski przyjeżdżano uczyć się spółdzielczości pod zaborami. To w Polsce ludzie wiedzieli, że jak bida to trzeba się organizować. Staszic powiedział, że spółdzielnia to jest wspólne ratowanie się w biedzie. To była najstarsza definicja, spółdzielnia – wspólne działanie. Na tym opierała się siła polskiego rolnictwa. Na tym, że rolnicy, rozproszeni drobni, zresztą tacy pozostaliśmy, łączyli się po to, żeby razem prowadzić firmę i mieć z niej korzyści. Nie tylko to, żeby mieć gdzie sprzedawać. Bo na rynku było przecież również wielu prywatnych i Żydów i innych, którzy kupowali. Po to, żeby razem prowadzić zakład, prowadzić firmę, być z nią związanym na dobre i złe, i na czasy dobre, kiedy jest zbyt, jest zapotrzebowanie, i na czasy złe, które mogą się pojawić, bo cykliczność występuje w produkcji i może się pojawić za parę dni, tygodni, miesięcy, czy lat. Taka była spółdzielczość. Została wypaczona, wykoślawiona w okresie komunizmu. Spółdzielczość w czasach komunistycznych nie miała nic wspólnego ze spółdzielczością. Była atrapą, była wydmuszką. Nawet spółdzielnie z naszej części Europy nie były uznawane przez międzynarodowy ruch spółdzielczy, bo nie miały nic wspólnego ze spółdzielczością. Po 89 roku spółdzielczość się odtwarza. Ale czy się odtwarza w formie, która wraca do korzeni spółdzielczości? Do tego przekonania, że razem możemy więcej? Że razem jesteśmy silniejsi na rynku, że przetrwamy? Nie za bardzo. Jako przykład bardzo pozytywny podaje się spółdzielczość mleczarską, czyli was. Poradzili sobie, są spółdzielcami, a do mnie dochodzą na moje biurko, ale również do CBA, do prezydenta, do Kaczyńskiego, do premiera, sterty uwag podpisanych i donosów, o tym, że ta spółdzielczość… Nie wszędzie, bo są wartościowe spółdzielnie, ja znam takie, a odwiedzając je nie patrzę na legitymacje partyjne prezesów, o co niektórzy mają do mnie pretensje, że jadę uwiarygadniać kogoś, kto działa przeciw PiS-owi lokalnie. Dla mnie jest ważniejsze, czy ta spółdzielczość, to jest to o co chodzi, czy atrapa i wydmuszka? Ja mniej do tego podchodzę politycznie, a bardziej właśnie, żeby odtworzyć, żeby była sanacja, uzdrowienie spółdzielczości polskiej, bo ona jest absolutnie niezbędna. Rolę kluczową ma Krajowy Związek Spółdzielni Mleczarskich w odnowieniu polskiej spółdzielczości. Te zarzuty, które czytam, czasami włos dęba na głowie staje. Oderwanie się absolutne zarządów od spółdzielców. Zresztą tu na tej sali się ludzie, którzy powiedzieli mi, że rolą chłopa jest doić krowy, a nie rządzić. Do rządzenia to my jesteśmy, a ten niech krowy doi. Ogromne wynagrodzenia, o których bardzo często spółdzielcy nawet nie wiedzą. Wielomilionowe, wpisane w kontrakty odprawy. W spółdzielniach, które marnie płacą za mleko, które przerzucają wszystkie koszty na rolników, dziesiątki tysięcy pensji i milionowe odprawy. A co to ma wspólnego ze spółdzielczością? Szczególną rolę mają w tej kwestii, a są na sali przewodniczący rad nadzorczych, ci właśnie którzy się godzą być w nich. Po walnym zgromadzeniu to rada nadzorcza rządzi spółdzielnią, nie prezes. Jeżeli ktoś nie ma wiedzy, nie umie czytać dokumentów, nie ma wiedzy zbliżonej do tej, jaką ma księgowa i prezes, to niech się nie pcha do rady nadzorczej. Mówię to bardzo twardo. Bierzesz odpowiedzialność za los wszystkich członków spółdzielni, a nie za przyszłość własnego gospodarstwa, ile się uda otrzymać, lepszą ceną, lepszymi parametrami, dietą, wyjazdami zagranicznymi, bierzesz odpowiedzialność wobec tych, którzy cię wybrali. To jest ogromny obowiązek, a nie przywilej. Znam spółdzielnie, gdzie ludzie to rozumieją, ale znam i takie, gdzie tego nie rozumieją. Mówienie o tym, że przyczyną kłopotów spółdzielni są czynniki obiektywne zewnętrzne, bo sieci za mało płacą, bo kryzys na rynku, bo prąd podrożał, bo do wody dołożyli opłatę, ale nikt się w piersi nie uderzy – czy są dobrze koszty analizowane, czy można znaleźć dostawców innych niż szwagier z kuzynem, czy można zarządzać spółdzielnią lepiej, a jak ktoś się odważy w jednej spółdzielni niedawno zapytać prezesa o strukturę kosztów, to głosami członków rady nadzorczej został wyrzucony. Bo śmiał zapytać prezesa, jak funkcjonuje spółdzielnia. Nie będę tego tematu więcej ciągnął. Naprawienie spółdzielczości jest w waszych rękach. Jeżeli nie będzie naprawienia spółdzielczości, to ona będzie tylko udawaną spółdzielczością, która nie będzie w żaden sposób zasługiwała na preferencje, na wsparcie, na pomoc. Spółdzielczość, czyli nieograniczone zrzeszenia osób wspólnie prowadzących działalność, taka chyba jest ostatnia definicja spółdzielczości, jest prosta – spółdzielnia jest własnością członków i ma pracować dla członków, na rzecz członków. Nie tylko łaskawie od nich mleko kupować, co jest podnoszone jako zaszczyt, bo przecież my nikogo z mlekiem nie zostawimy, od każdego kupimy, a za jaką cenę? Za to że spółdzielnia istnieje, to się premia należy? A może premię trzeba uzależnić od tego, czy cena skupu mleka w naszej mleczarni jest wyższa od średniej krajowej? To znaczy, że działamy lepiej, sprawniej, wykorzystujemy swoje umiejętności i mamy więcej od średniej krajowej, a za to, może się premia należy, a nie za cokolwiek? Zastanówcie się nad tym. I lepiej żeby uwagi były od kogoś życzliwego, jednego z was. Również narzekacie na ceny, na warunki, na sieci. Było dyskretne spotkanie, ja nie będę o nim mówił, dwóch branż, mleka i mięsa z nowym szefem UOKiK, w jaki sposób praktycznie przećwiczyć korzystanie z ustawy o przewadze kontraktowej? To nie jest tak, że ktoś wpisze ceny gwarantowane, ceny transakcyjne, kogoś zmusi, to bajki. Takie pytania świadczą o tym, że ktoś nie wie jak rynek funkcjonuje. Będziemy działali również na rzecz zmuszenia, przekonania mówiąc delikatniej, sieci do innego traktowania dostawców. Ale dostawcy muszą się również bronić w sposób, jaki jest na rynku dopuszczalny. Dopóki jesteście rozproszeni i każdy chodzi po cichutku przed drugim, taniej ci sprzedam, to będzie ogrywani przez tych wielkich, przez te wielkie sieci. Próbował Sawicki, nic nie wyszło. Ja mogę spróbować. Jakąś wspólną ofertę sprzedażową, jakoś wspólną platformę sprzedażową, że się nikt nie wychyli. Proszę mi wierzyć, sieci muszą kupić, bo konsumenci potrzebują waszych produktów. Dopóki wy się dajecie rozgrywać między sobą, to nie oczekujcie, że ktoś wam jakikolwiek szacunek okaże, że ktoś się z wami będzie liczył. Będziecie po kolei dobijani. Również chce powiedzieć, że w Europie nastąpiła całkowita zmiana myślenia o skali produkcji, to dotyczy rolników i zakładów przetwórczych. Wmawiano przez lata, że tylko powiększanie skali produkcji, tylko koncentracja, więcej i więcej, już nie 20 krów a 200, już nie 200 a 2000, będzie przyszłością rolnictwa. Już nikt w Europie tak nie mówi. Europa chce bronić gospodarstwa mniejsze, te które mają po kilkanaście hektarów, te które mają stosunkowo nie wielką produkcję. Tam będą większe pieniądze płacone. Zasada capingu, odcinamy tym większym, dajemy tym mniejszym. To jest nowa polityka Europy. To jest również kwestia utrzymania mniejszych zakładów, działających na rynku lokalnym. Myślę, że rynek może być podzielony w pewnym uproszczeniu na wielkich graczy, którzy pchają się na świat, eksportują, bo są wielcy, ale niech się nie wtrącają do rynku lokalnego. Rynek lokalny powinien być dla tych mniejszych uczestników rynku. A nie przekonanie ile łyknę jeszcze mniejszych spółdzielni, jak zastosować dumping cenowy? Ile wykończę ich po drodze, żeby ich przejąć? Przecież to się na naszych oczach dzieje. Jestem przekonany, że spółdzielczość mleczarska może się odnowić, ale ruch należy do was, a nie do mnie, a przede wszystkim do Krajowego Związku Spółdzielni Mleczarskich, jako do waszej wspólnej reprezentacji.

Prezes KZSM W. Broś: Jestem przekonany, że nie da się spółdzielni zdmuchnąć. Rolnicy wiedzą, że nie ma innej alternatywy jeśli produkuje się surowiec, a zwłaszcza tak nie trwały jak mleko. Sektor mleczarski spółdzielczy się rozwija. Jego nie ubywa, a przybywa. Mówimy o pieniądzach. One są w sieciach. On jest duszony różnymi wybiegami. Zadawałem pytania w imieniu środowiska, dlaczego nie zakazać im wszelkich dodatkowych praktyk, poza ceną. Nasi nie dadzą sobie z nimi rady, bo to są potężne organizacje, które ciągle naciągają.

Minister rolnictwa J. K. Ardanowski: Szukam przykładów po Europie, które by odbiorców produktów rolnych związały ustaloną ceną. Próbowali wprowadzić to Rumunii, zostało to utrącone przez Komisję Europejską. Teraz pojawiła się informacja, którą weryfikuję, że minimalne ceny zostały określone w Hiszpanii. Trzeba sprawdzić, czy to jest prawda, czy Komisja Europejska to zaakceptuje? Nawet takie narzędzie, które chcę wprowadzić, mianowicie to jest głównie dla sadowników, wyliczana przez Instytut Ekonomiki Rolnictwa według bardzo skomplikowanego wzoru, algorytmu, cena rekomendowana, zalecana – między którą powinny toczyć się indywidualne negocjacje między sadownikiem a odbiorcą, nawet to jest przez Komisję Europejską nie akceptowane. Bo to jest trochę na podobnej zasadzie, mam narzucić sieciom określone zachowania, bo wam się wydaje, że was oszukują, to wobec tego trzeba narzucić, że spółdzielnie mleczarskie, płacą rolnikom nie mniej jak 2 zł. Zgodzicie się na to? Przecież nikt nie jest w stanie tego zaakceptować. To jest niestety mechanizm, który działa w dwie strony. Jeszcze jedna rzecz, bo chce być bardzo czytelnie zrozumianym. Ja mówię o tym, co się złego dzieje w spółdzielniach, ale muszę również o tym powiedzieć, że jest bardzo dużo zła ze strony samych rolników. Nie szanowania własnej spółdzielni, latania od jednego do drugiego, bo mi 20 gr na litrze dołożyli. W związku z tym idę bez opamiętania, a co mnie spółdzielczość obchodzi? Bardzo wielu rolników w ten sposób postępuje. Obrzydliwe jest podbieranie sobie producentów. To jest nie zrozumienie, że wszyscy jedziecie na tym samym wózku. To dotyczy również członków spółdzielni.

Prezes mleczarni, pan Domański: Padło tu trochę słów, na pewno częściowo słusznych i gorzkich, ale nasza rzeczywistość mleczarska jest zupełnie inna. My wiemy o tym. Rolnik wstaje o 4, 5 do ósmej pracuje, kąpie się, mleko jest zabrane, przywiezione do zakładu, pracownicy pracują pierwsza, druga, trzecia zmiana. Co drugi dzień jest surowiec zabrany. To nie są jabłka po 10 gr, to nie są niechciane maliny. Tu jest rynek ustabilizowany i są różne ceny od 1,20 do 1,60, ale to nie zależy od prezesa, który chciałby płacić i 2 zł. Zależy od możliwości finansowych. Cała branża mleczarska. Podobnie można mówić tylko o Lasach Państwowych. To są dwa obszary, gdzie jest prawdziwa Polska. Ile kapitału zagranicznego jest w mleczarstwie? Poruszył pan ustawodawstwo. To co dziś nas obowiązuje, mamy dwie organizacje mleczarskie, nie powinno być. Powinna być jedna organizacja, powinien być departament do sprzedaży, współpracy z zagranicą, powinien powstać bankowy fundusz gwarancyjny, fundusz który ubezpiecza rolnika za mleko i jego udziały, bo tego nie straci. To powinniśmy tworzyć, czyli musi powstać nowe prawo gwarantujące rolnikom silniejszą pozycję i prezesowi możliwość działania. My musimy brać pod uwagę, że bardzo często do głosu dochodzą rolnicy, którzy zakładają jakieś przewody w samochodzie, i za wodę chcą jak za mleko, którzy dają mleko również z antybiotykiem. Trzeba pytać również tych prawdziwych rolników, którzy dają nawet 100 tys. litrów mleka na miesiąc, i co się okazuje, że ci rolnicy są istotni w strukturze wsi. Oni realizują swoje marzenia i swoich rodzin za to, że co miesiąc mają zapłacone za mleko, nie za zboże, gdzie tona kosztuje albo 500, albo 400 złotych, albo za świnie 4,50. Oni są w bardzo uprzywilejowanej sytuacji i musimy to brać pod uwagę. Ze swojej strony chciałbym zwrócić uwagę na suszę i pieniądze unijne, które muszą się znaleźć, bo my tu możemy radzić nie wiadomo co, i nic z tego nie będzie. I ubezpieczenia. Swego czasu, kilkadziesiąt lat temu były obowiązkowe, rolnicy muszą być ubezpieczeni. To nie jest problem wojewody, to nie jest problem ministra, cały czas bo będzie susza. Trzeba to ustawowo zabezpieczyć…

Prezes Grupy Mlekovita D. Sapiński: Cieszę się, że takie spotkania są, szczególnie w trudnym okresie. Pan minister to co przedstawił widać ma pan bardzo ambitne plany, widać pasję w działaniu, no i oczywiście przy odrobinie szczęścia, chcemy żeby te działania zakończyły się sukcesem. Szczególnie życzymy tego w kwestii dopłat bezpośrednich. Natomiast, jeśli chodzi o prezesów, to myślę, że my tu jesteśmy sługami dla dostawców mleka, dla pracowników. Oprócz tego, że jesteśmy prezesami, to większość jest technologami. Mamy najlepszy asortyment i największy na świecie, a teraz niestety jest koronawirus. Przygotowałem specjalne produkty, dla wzmocnienia odporności organizmu. Czemu o tym się nie mówi? Trzeba podnieść zainteresowanie takimi produktami mlecznymi. Przygotowałem specjalny produkt na bazie serwatki, który jest w Kanadzie i USA uznawany za lek, dzięki współpracy z Instytutem w Krakowie wyhodowaliśmy specjalną bakterię, lactobacillus planetarum i na tej bazie opracowany został napój serwatkowy, który przeszedł bardzo pozytywnie badania kliniczne. Drugim produktem jest białko serwatkowe, to jest ważne, my tu mówimy o polityce, a nasze produkty są w bardzo niskich cenach, są nie doceniane. Czy w Austrii, czy w Szwajcarii, dwa, trzy razy więcej kosztuje ten produkt. Jeżeli my nie spozycjonujemy właściwie produktów na półkach, to dalej będziemy narzekać. Za ubiegły rok, jako duża firma, zwiększyliśmy sprzedaż…

My cały czas jesteśmy na linie. Ja mam wielki szacunek dla zarządów, dla rad nadzorczych, my się wszyscy poruszamy w granicach zera. Natomiast ten rok jest troszeczkę trudniejszy. Część naszej produkcji wysyłam na eksport i są z tym określone problemy. W Chinach nastąpiło spowolnienie i już odbiór towaru nie jest taki jak wcześniej, że sprzedawało się 100 kontenerów serwatki czy mleka UHT. Uważam, że są potrzebne i małe mleczarnie, ale duże też. Masę towarową, żeby wyrzucić z kraju małe firmy nie dadzą rady. Myślę, że to co szczególnie dla dziennikarzy istotne, trzeba mówić o odporności, jaką dają produkty mleczarskie, co zostało udowodnione i co wynika z badań naukowych i z mądrości ludowych. Mamy dużo produktów, które zdobyły rynki amerykańskie i chińskie, natomiast problem w tym, jak je dziś dostarczać.

Prezes pani M. Czwojdrak: Kwestie poruszane przez pana ministra to 70% racji, natomiast atakowanie wszystkich mleczarni, wszystkich zarządów jest to trochę z nawiązką przez pana czynione. Być może dwie, trzy, dziesięć mleczarni ma takie zarządy. Poczuliśmy się co niektórzy urażeni pana wypowiedzią. Możemy wiele powiedzieć na temat nielojalności mleczarni względem drugiej mleczarni. Wielkopolska słynie z dużych gospodarstw, bo z dawniejszego ustroju nie upadł żaden PGR. One się porozwijały w różnych strukturach. Nie możliwe jest konkurowanie między sobą na rynkach, w sieciach handlowych. To jest nie przyzwoite, to jest plama dla spółdzielczości mleczarskiej. Chcę zapytać, wydał pan rozporządzenie organizacjach producentów, które upoważnia nas do korzystania z dodatkowych środków i jak mamy przez te 10 miesięcy tego roku wykorzystać te środki?

Prezes OSM w Kole pan Cieślak: Bardzo dobrze, że pan minister ma odwagę do nas przychodzić, żeby nas trochę połajać. Cieszę się z jednego, że nie tam z tej mównicy na stojąco, tylko cieszę się, z tego co pan powiedział w drugiej części swojego wystąpienia, że nie całe zło leży w prezesach, że sporo odpowiedzialności, za to jak funkcjonują spółdzielnie mają także rolnicy. I to były mądre słowa. Czy pan minister zauważył, że systematycznie co roku zwiększa się u nas produkcja mleka. I to dobrze. Jesteśmy przygotowani do tej produkcji mleka. Tyle tylko, że za tym nie idzie zwiększenie spożycia. Kiedy wchodziliśmy do UE, przerób mleka wynosił 7,4 mld litrów przez wszystkie zakłady, a w ubiegłym roku było to 11,8 mld litrów, a spożycie zostało mniej więcej na tym samym poziomie. Problem jest w tym, te prawie 4 mld litrów, czyli ponad 30% musimy wyeksportować. Dobrze jest, gdy ceny na rynkach światowych są wysokie i nie ma żadnych przeszkód. Prezes Sapiński mówił o koronawirusie. Musimy eksportować. Dwa zdania o słynnych sieciach i nie patrzmy na to, czy jest sieć polska, portugalska, czy niemiecka? Wszystkie stosują te same zasady. Jaka to jest zasada? Sieci nie interesuje koszt wytwarzania kilograma masła czy mleka. Oni stawiają nam zadanie  –  my od ciebie kupimy, jeszcze nie dawno w styczniu masło kosztowało 17–18 złotych, w lutym 14 zł za kg, a nawet poniżej, i nikt nie bierze pod uwagę, jaki jest koszt jego produkcji. Głównym argumentem w rozmowach z siecią, a IERiGŻ wylicza średni koszty produkcji mleka na 1,10 zł, w każdym gospodarstwie będzie inny, i powinno być, że koszt produkcji danego asortymentu przez mleczarnię nie może być niższy od założonego, wyliczonego. W Polsce sieci traktują mleko spożywcze, jako produkt najniższej wartości i kosztuje ono często poniżej 2 zł. We wszystkich sieciach w Niemczech kosztuje ono 80 eurocentów, a jak jest eko czy bio to powyżej 1 euro. U nas jest 50% tańsze… Sieci uważają, że mleko i masło mają przyciągać klientów do nich.

Przewodniczący Rady Nadzorczej KeSeM Włocławek: Jestem rolnikiem, producentem mleka. Też blisko tutaj pana ministra z tego samego województwa. Niedawno na naszych oczach toczyła się wojna pomiędzy Polską Federacją, ona toczy się jeszcze, dlatego że nasi panowie z Tygodnika Poradniczego, wskazali na pewne zachowania i dość nieprawidłowości, jeśli chodzi o Polską Federację, gdzie praktycznie większość z nas jest pod oceną, i chodzi o taką sprawę. Streszczę to, bo nie chciałbym przedłużać.

…Pan minister obciął chyba Federacji dotację. W związku z powyższym, Federacja podwyższyła nam cenę za ocenę, znacznie. I teraz jest sprawa, część rolników wychodzi z założenia, że te opłaty są już tak wysokie, że może z tego rezygnować, co byłoby dużą stratą. To jest taka sprawa, która nas producentów boli. Kto ma tabulogram patrzy, może sam sobie ocenić jeśli się na tym zna, jak nie to poradzić kogoś i wiele spraw się dowiedzieć z tego. Natomiast, jeżeli ktoś odejdzie, to będziemy się uwsteczniać. To jest jedna rzecz, którą chciałem zasygnalizować. A druga rzecz, panie ministrze, pan powiedział, że ceny i prądu są istotne, ale nie mają wielkiego znaczenia. Uważam, że jednak są. Na podstawie mojego gospodarstwa, średniej wielkości, 35 krów, a ja tylko od stycznia płacę 400 zł więcej za prąd i 300 za wodę. To wszystko to koszty, mleka pan prezes Falkowski nie może podnieść za bardzo.

Minister rolnictwa J. K. Ardanowski: Wypowiedzieliście państwo swoje uwagi zastrzeżenia, 27 tematów, spisałem dokładnie…. Odpowiem zbiorczo.

Z jednej strony no tak, przyszedł tutaj, ma trochę racji, a z drugiej strony nas obraża, bo jest wszystko dobrze. Pomijając to, że dziś jest środa popielcowa i posypanie głowy przez każdego popiołem by się przydało. Jak jest dobrze, to czemu jest tyle płaczu, narzekania, strachu przed przyszłością, przed przetrwaniem. Na koniec marca będziecie wyniki finansowe spółdzielni przekazywali, cudów wielkich nie ma. To jest dobrze, czy źle? Twierdzenie, któryś z prezesów, że czynniki zewnętrzne o wszystkim decydują, a my najlepiej jak potrafimy prowadzimy rachunek ekonomiczny. Na rachunek ekonomiczny składa się tyle szczegółowych rzeczy, i nie ma spółdzielni, która nie mogłaby poprawić swojego rachunku poprzez swoje wewnętrzne działania. To jest takie wygodne bo sieci. Trzeba pomóc spółdzielniom, bo sieci dyktują, a kiedy mówię, nie sprzedawajcie pojedynczo, zróbcie wspólną sprzedaż, no to nie. To ktoś ma zmusić sieci, czy ktoś w te bajki wierzy? Również, że spółdzielczości trzeba pomóc, bo ona jest dobra kochana i trzeba jej pomóc. Spółdzielczość powstawała dlatego, że chłopom nikt nie chciał pomóc i tylko spółdzielczość była w stanie się przeciwstawić pośrednikom, kupcom, Żydom, przedsiębiorcom prywatnym. Nikt spółdzielczości nie pomagał, działaczy spółdzielczych tępiono, zamykano w więzieniach, mordowano. Kto miał tej spółdzielczości pomagać? A teraz niech ktoś nam pomoże. Jeszcze argument taki, że spółdzielnia od chłopa mleko odbierze. A co prywatna mleczarnia nie odbierze tego mleka? Na czym ta przewaga spółdzielni polega? Bierze to co mu potrzebne do produkcji. Jeśli jest koniunktura, to walczycie między sobą o mleko. To jest wielka łaska wobec rolników, że organizujecie odbiór mleka? To jest powód do chwalenia się. Mówimy pan o suszy, to pierwszego dotyczy. Jedyne na co jest zgoda, to to, że spółdzielnie działają dobrze, tylko chłopi oszukują – to wybrzmiało w kilku wystąpieniach. A może chłopi nie widzą żadnej logiki pozostawania w spółdzielniach, bo drugi zapłaci mu jeszcze lepiej niż własna spółdzielnia. Ja jestem za tym, żeby trzymać się ze swoją spółdzielnią na dobre i złe. Nie latać, od płota do płota, od jednego do drugiego. Podbieranie sobie szczególnie tych większych, a ten naiwny chłop nie czuje żadnego związku ze swoją spółdzielnią, bo spółdzielnia łaskawie mu za mleko zapłaci, tyle co na rynku. Żadnej dywidendy nie przewiduje. Żadnych dodatkowych korzyści w inwestowanie w gospodarstwa, bo panie pieniędzy nie ma. To czym ma on być związany ze spółdzielnią? Siłą tradycji i że ojciec do niej należał? Rolnicy będą przy spółdzielniach jeśli będą wiedzieć, że jest uczciwa, że ich zdanie się liczy, że są szanowani, nie tylko wtedy, gdy przy okazji święta mleczarni jakiś tam medalion dostaną od ministra. Że mają z tego określoną korzyść. Jeśli tego nie czują to latają do innych odbiorców, szukając tych co im chwilowo więcej zapłaci. Tak to niestety funkcjonuje. Czym chcecie utrzymać swoich spółdzielców? Tym, że na rynku nie ma konkurencji? Jest konkurencja. Jakie są przewagi spółdzielni wobec prywatnego odbiorcy?

Głos z Sali: bo nie oszukują rolników.

Minister rolnictwa J. K. Ardanowski: Znam opinie całkiem inne. Znam opinie takie, że nie oszukują tych co siedzą i paluszek mocno trzymają.

Minister rolnictwa J. K. Ardanowski: Ja teraz mówię. A temu co się odważy mieć inne zdanie, to mu się parametry mleka mocno psują.

Odnośnie suszy. Pan mówi, że UE powinna utrzymać pieniądze na suszę. Nie ma żadnych pieniędzy unijnych na suszę. UE nie pomaga w takich sytuacjach.

Kwestia ubezpieczeń w rolnictwie. Tak, trzeba wprowadzić ubezpieczenia, ale to niech środowiska rolnicze zażądają wprowadzenia obowiązkowych ubezpieczeń, bo żadne dobrowolne ubezpieczenia nic nie dają. W Polsce jest ubezpieczonych 20% rolników. Reszta nie jest zainteresowana ubezpieczeniem. Może rzeczywiście trzeba, jak za matki komuny wprowadzić obowiązkowe ubezpieczenia wszystkich upraw i zwierząt. Wtedy będą niskie stawki, ryzyko wystąpienia szkody w całej Polsce niewielkie, ryzyko upadku firm ubezpieczeniowych, bo przecież nikt ich nie zmusi do ubezpieczenia… W tej chwili w Polsce żadna firma nie chce ubezpieczać rolnictwa bojąc się ryzyka. Dobrze przyjmuje to, niech to będzie uchwała KZSM, że żądacie wprowadzenia obowiązkowego ubezpieczenia wszystkich upraw i zwierząt gospodarskich.  Ale tak? To już jest ryzyko, a może nie, może się komuś narażę? A może się chłopom nie spodoba? To na wniosek rolników w 1991 r. zostały zniesione obowiązkowe ubezpieczenia. Solidarność nie chciała wtedy i wszyscy inni. Teraz po latach każdy mówi no lepiej jakby to było, bo nikt nie kwestionuje ubezpieczenia komunikacyjnego. Parlament wprowadzi ubezpieczenia obowiązkowe, zrobi to, ale trzeba tego żądać i postulować.

Ja nie jestem w stanie zmienić polskiego rolnictwa, jeśli sami rolnicy grzęzną dalej w zastane sytuacje. Również w to przekonanie, że spółdzielczość działa dobrze. Jak działa dobrze, to nie mamy o czym rozmawiać, po co ja tu przychodzę? Działa dobrze, to sobie ponarzekamy na zewnętrzne czynniki. Jakoś naiwnością jest to, przepraszam bo są tutaj poważni ludzie, których szanuję, a mówią: za mało mleka w Polsce ludzie piją. Trzeba ich zmusić, żeby pili więcej. Przychodzą do mnie drobiarze i mówią panie, za mało mięsa drobiowego jedzą. Za mało wieprzowiny jedzą. Za mało wołowiny jedzą. Za mało jajek jedzą. Za mało warzyw i owoców jedzą. Mleka za mało i przetworów, tak? Na co liczycie? Szczególnie, że pojawiają się, i to czym nam się to podoba, czy nie, ataki na rolnictwo, i są coraz głośniejsze argumenty, że mleko w pewnym wieku szkodzi. Ja będę pił mleko do śmierci bo lubię. Ale bardzo wielu ludzi uważa, że mleko szkodzi i dietetycy się na ten temat wypowiadają. To jak zmusić społeczeństwo, żeby więcej mleka piło. I każdy zawsze pokazuje jakiś przykład, a w Holandii, bo była tradycja, a w Chinach mleka prawie w ogóle nie piją, bo mają skazę laktozową. A w niektórych krajach jedzą 200 kg wołowiny. Nie jesteśmy w stanie zwiększyć spożycia mleka na rynku wewnętrznym. Również mityczne rynki zewnętrzne, ktoś mówi produkcja się zwiększa, sprzedać, gdzie, komu? Komu sprzedać? Pootwierane wszystkie rynki możliwe. KOWR, ministerstwo robi wystawy, uczestniczy w nich. Oferuje wam je na wszystkich kontynentach, proszę bardzo. Jeździć, znajdować kupców dogadywać się. Minister to może się poklepywać po plecach z drugim ministrem po plecach i zdjęcia sobie z nim robić, odwieczna przyjaźń polsko-chińska, polsko-murzyńska i tak dalej. Natomiast to firmy sprzedają, a nie minister. Co jeszcze można zrobić? Tylko, że te wszystkie kraje, które mają pieniądze, a brakuje im żywności, mają oferty z całego świata. W niczym ta nasza oferta nie jest lepsza i się nie przebije w stosunku do Nowej Zelandii, do innych krajów. Często o Chinach się mówi, Boże Chiny, Chiny. W Chinach klęczą wszyscy, klęczałem i ja i proszę żeby Chińczycy kupili. To na jakie nowe rynki zbytu liczymy? Trzeba realnie patrzeć, produkcja musi być dostosowana do wielkości zbytu, bo jak nie, to za chwilę będzie to co tutaj w jednym z pytań, no panie zapasy rosną niech państwo kupi. Niech Unia kupi.

Tak na marginesie, dzisiaj, realizuję pewne zadanie, które sobie postawiłem, a mianowicie, otwieramy już od marca platformę spożywczą w Warszawie, która będzie obsługiwana przez Giełdę Papierów Wartościowych transakcji na rynku, w większych ilościach. Zaczynamy od pszenicy, w kolejnych miesiącach będzie kukurydza, rzepak, będą również koncentraty i mleko w proszku. Może również dojdziemy i do masła. Robię to po to, żeby była wiedza, jaka jest cena rynkowa, jaką reguluje podaż i popyt. Na rynku nie ma niczego innego. Jest podaż i popyt. Żeby wszyscy wiedzieli. To ograniczy spekulacje, jednocześnie, w przypadku zbóż i innych surowców da gwarancję bezpieczeństwa transakcji. Bo to co zostanie wynegocjowane, ustalone, musi być natychmiast zapłacone. A jaką mamy sytuację w tej chwili, m.in. pod Toruniem, kolejna firma okradła rolników. Wzięła zboże, i ani zboża, i pieniędzy. I takich firm w Polsce możemy wskazać więcej…

Uruchamiamy coś, co może być korzystne również dla sektora mleczarskiego w zakresie mleka w proszku. Jeżeli będzie między wami konkurencja, a nie współpraca, to jeszcze raz powtórzę, będziecie ogrywani przez sieci, i więcej nie będziecie w stanie sprzedać, będziecie po kolei upadali. Każda spółdzielnia ma inną strategię, tu są i małe i drobne, lokalne, i takie co jeszcze w bańkach odbierają, jeszcze mają punkty skupu, każdy ma swoją dopasowaną do swojej sytuacji strategię. Prezes Sapiński chce pic? jakieś cuda, nie wiadomo co to jest, inni wprost przeciwnie, nie chcą za bardzo pana Boga i mleka poprawiać, chcą iść w kierunku tego, co jest absolutnie na rynku poszukiwane, najprostszego tradycyjnego produktu bez żadnych dodatków, tego co jest w tradycji, co się kojarzy z mlekiem: twaróg, ser, mleko, śmietana. Jeden wybiera taką, inny wybiera inną drogę., ja się na tym nie znam. Każdy musi szukać dla siebie jakiegoś miejsca i nie jest to nic złego, natomiast jeżeli będziecie wobec siebie konkurowali, to będziecie mieli coraz większe kłopoty.

Zwiększa się produkcja mleka. Jeżeli zmiany na świecie, również pojawiają się wielcy nowi producenci. Przez dziesiątki lat komuny Rosja potrzebowała żywności, nie umiała siebie wyżywić. My na tym korzystaliśmy, bo brali od nasz wszystko, czy dobrej, czy marnej jakości. Rosja jest w tej chwili jednym z największych na świecie producentów żywności. To samo dotyczy Ukrainy, Uzbekistanu, Kazachstanu, wielkich krajów, które mają nie wykorzystane powierzchnie uprawne, które stawiają na wszystko, na miliony hektarów sadów jabłoniowych, na produkcję mięsa, na produkcję mleka, konkurencja na świecie będzie coraz mocniejsza. Trzeba się zastanowić, czy my będziemy w stanie, zwiększać produkcję mleka w Polsce, bo kto to ma kupić? Kto to ma zjeść, kto to ma wypić? Gdzie to sprzedać. Czyli będzie przez jakiś czas bicie się ceną, żeby cokolwiek na rynku ulokować i potem po kolei upadki. Wyciągajcie z tego wnioski. Spotkania nie powinny być tylko kurtuazyjne przy okazji żeby trochę ponarzekać, ktoś się pochwali na tle innych, zjeść razem obiad, tylko może rzeczywiście zastanowić się nad strategią dla całej branży. Jestem na to absolutnie otwarty. Nie ma rzeczy, których nie jestem w stanie zrobić jeśli będą logiczne. I nie obawiam się różnych lobby, których interesy naruszam. A tych lobby w Polsce jest mnóstwo. Polska od 89 roku w zakresie rolnictwa została zawłaszczona przez układy firm monopolistycznych, oligopolistycznych, podzieliły rynek. Chłop ma być producentem surowca i jeszcze mu się wmawia, że ma go produkować coraz więcej, bo tylko dzięki temu przeżyje. Jeden drugiego żeby mógł, to by go zabił, żeby przejąć gospodarstwo sąsiada, bo tylko więcej, więcej. Więc proszę, rozpocznijmy prace nad strategią dla polskiego mleczarstwa, na te trudne lata, które idą, bo te co do tej pory, to nie były trudne. Trudne lata na świecie to dopiero idą. Eksport mówiłem, co jeszcze mogę zrobić, jakie rynki otwierać? Przecież to nie państwo sprzedaje. Sprawa sieci, dobrze, ja mogę doprowadzić do spotkania z sieciami, na moje zaproszenie sieci przyjdą wszystkie. Boją się, bo Polska się uparła, podatek będzie im naliczony, którego w Brukseli bronili żeby nie wprowadzać. Zmienia się podejście sieci również w zakresie zaopatrzenia, ja to widzę np. na owocach i warzywach. Już się bardzo wiele sieci godzi na to, żeby zaopatrywać nie całą sieć, tylko jeden sklep czy grupę sklepów regionalnych. Ruch do Was należy w sprawie sieci. Jeżeli będziecie chodzić po kryjomu jeden przed drugim, to będziecie ogrywani. Przecież mówię o rzeczach absolutnie oczywistych, o których doskonale wiecie, ale to się mówi co innego niż się myśli w tego typu wystąpieniach.

Sprawa Federacji jeszcze. Tak, to dla mnie jest cholernie bolesne, bo ja kiedyś podjąłem decyzję, przekonywałem innych, że należy hodowlę bydła w Polsce łącznie z oceną przekazać rolnikom. Kiedy zapadała decyzja, a ja byłem szefem Izb Rolniczych w Polsce, ówczesny minister mówi, ty co robić? Komu to dać? Mówię słuchaj, to jest najbardziej bezpieczne dać rolnikom. Przecież nie będą działać na własną szkodę. Upilnują, żeby to nie poszło w obce ręce. Żeby nie wzięli tego Francuzi, Amerykanie, Holendrzy, którzy mieli wtedy rozwiniętą hodowlę może nawet bardziej niż nasza. Dobra, dajemy rolnikom. Nawet nie jestem do końca przekonany czy tam nie ma mojego podpisu, nie pamiętam. Ale na pewno byłem przekonany, że to trzeba przekazać rolnikom….

Tylko, że przychodzą do mnie ludzie, przychodzą związki regionalne, które pokazują patologię, która zżera tę Federację. Brak transparentności, brak informacji o zarobkach, o wydatkach, o kosztach, tylko na zasadzie niech państwo daje. Dawało parędziesiąt milionów co roku, niech daje dalej, bo się napuści chłopów i się powie, że minister przeciwko polskiej hodowli występuje. Protest, czarne koszule w Poznaniu, mnie to specjalnie nie rusza. Ja nie w takich protestach brałem udział i mógł bym nauczyć, jak robić protesty. Trzeba się zastanowić, jak zapewnić, dopływ najnowszych technologii hodowlanych i samo chwalenie się genomiką i embriotransferami to już jest za mało. W tej chwili np. na świecie, idzie się w kierunkach zmian hodowlanych, które różne typy mleka produkują, o innym składzie. W Polsce prawie nikt o tym nie słyszał. Technologie się absolutnie zmieniają, a jednocześnie chce powiedzieć tak, dla mnie hodowla w każdym gatunku zwierząt jest ważna tylko i wyłącznie wtedy, gdy trafia do produkcji, kiedy producenci chcą z tego korzystać, w przeciwnym wypadku ta hodowla jest niepotrzebna. Te obwieszania wstęgami, superczempiony, hiperczempiony, nie wiadomo co, niedługo czempiony galaktyczne… Bawi się jakaś grupa ludzi, która ma z tego korzyść, a ile z tego trafia do faktycznej produkcji mleka. Kiedy pytam chłopów, moich kolegów również, skąd kupujesz, skąd masz nasienie, skąd embriony, to mówią wolą z zagranicy. I co, to jest tylko kwestia promocji, zmuszenia chłopa, chłop swój rozum ma i widzi, również widzi jakość często. Owszem działają firmy zagraniczne nieuczciwie, byle chłam sprzedają, tanio bardzo często, ale to dotyczy tych najmniej kompetentnych rolników, ci najlepsi rolnicy, którzy dbają o swoje stado podstawowe, którzy mają najlepsze osiągi, oni wiedzą jak poprawiać jakość, jak pilnować tej jakości, jak nie dopuścić do spadku i nie bardzo się garną do korzystania z polskiej hodowli. Poprosiłem zarząd Federacji z Hądzlikiem, usiądźmy razem, proszę bardzo, niech usiądą również ci, którzy kwestionują zasady funkcjonowania Federacji, obieg dokumentów informacji, członkowie nie mają wiedzy jak funkcjonuje ich organizacja. Usiądźmy niech przedstawią swoje uwagi ci, co je mają, może one są nieprawdziwe, może kłamliwe, a wy na to odpowiecie. Nie będzie żadnego sądu, nie będzie żadnego okrągłego stołu, nie będzie, my chłopów postawimy, kosy na sztorc, bo minister niszczy polską hodowlę. Dopóki nie będzie refleksji w Federacji, nie będzie pieniędzy. I mówię to bardzo wyraźnie. Tak jak wszystkim związkom daję kasę, taką jak dostawali, tak w tym przypadku, trafiła kosa na kamień. Albo będzie refleksja i wytłumaczenie się przed chłopami, na co idą pieniądze, albo nie będzie finansowania państwowego. I wtedy się okaże na ile jest to przydatne, na ile jest to potrzebne. Ilu rolników z przekonaniem wyłoży swoje pieniądze.

Oczywiście koszty we wszystkich gospodarstwach są istotnym elementem, ja tego nie bagatelizuje, ja mówiłem tylko, że nie może być tłumaczenia wszystkich niepowodzeń finansowych tylko dlatego, że prąd podrożał. To jest istotny udział, to trzeba brać pod uwagę, tylko że tak jak oczekujemy, żeby żywność miała przyzwoitą cenę, a ja uważam, że dobra żywność nie może być tanią żywnością. Trzeba przekonywać konsumentów tych, którzy wydają na głupoty, którzy są coraz bogatsi, my jesteśmy coraz bogatszym społeczeństwem, również programy społeczne, które realizujemy wyciągnęły ludzi z biedy. Wydaje się na wszystko, na brykę, na wyjazdy, na kolejne modele telefonów komórkowych, jakby stary się nie nadawał, ale żywność powinna być pół darmo. Nie, dobra żywność musi kosztować. Ale przez to tłuczenie i obniżanie ceny konsumenci są przekonani, że żywność musi być coraz tańsza….

PS. Redakcja Holstein.pl skomentuje w przyszłości słowa ministra rolnictwa dotyczące hodowli i chowu bydła.