Zapomnij o Mercosurze i drogim paliwie. Prawdziwy zabójca polskiego mleka jest bliżej
Mercosur, susza, nadprodukcja, markety, nawozy, paliwo… Gdzie leży prawdziwe źródło kryzysu w mleczarstwie?
Martin Ziaja, hodowca bydła mlecznego, przewodniczący Rady Ekonomicznej ds. Produkcji i Rynku Mleka PFHBiPM

Mógłbym jeszcze długo wymieniać poszczególne elementy układanki, które doprowadzają producentów mleka i całą branżę mleczarską do kompletnego rozchwiania. Zastanówmy się jednak przez chwilę, co tak naprawdę stanowi największe zagrożenie dla naszego sektora.
Czy to susza?
Patrząc na sprawę zupełnie chłodno, bez emocji i opowiadania się po którejkolwiek ze stron – to, co dla jednych za chwilę może stać się katastrofą, dla innych jest nadzieją na przetrwanie i dalszy rozwój. W najgorszej sytuacji są mniejsze gospodarstwa. Nie dość, że otrzymują one bardzo niską cenę za mleko (zwłaszcza gdy są związane ze słabymi mleczarniami), to wkrótce staną przed dylematem braku paszy. Małe gospodarstwa nie tworzą tak dużych zapasów kiszonek, jak praktykuje się to na dużych fermach, ponieważ od wiosny stawiają na wypas pastwiskowy – a te, jak na razie, świecą pustkami.
Rosnące koszty: paliwo i nawozy
Wojna na linii USA–Iran doprowadziła do gwałtownego wzrostu cen oleju napędowego. O ile jednak realnie wzrosły przez to koszty produkcji? Okazuje się, że w zależności od gospodarstwa jest to kwota rzędu 4–6 groszy na litrze mleka. To sporo, ale wciąż nie jest to główny powód kryzysu. Podobnie wygląda sytuacja z nawozami – tutaj wzrost kosztów w przeliczeniu na jeden litr mleka również wynosi około 5 groszy.
Szum wokół Mercosuru
Ostatnie doniesienia medialne informują o poważnych perturbacjach w eksporcie nabiału do krajów Mercosur. Warto jednak spojrzeć na liczby: cały eksport rolno-spożywczy do Ameryki Południowej wyniósł w 2025 roku 83,9 mln euro, co stanowi zaledwie 0,14% całego polskiego eksportu. Produkty nabiałowe stanowiły w tym dotychczas śladowe ilości. Skąd więc ten cały medialny szum? Myślę, że chodzi bardziej o to, czego 1 maja nie zyskaliśmy, niż o to, co straciliśmy. Na pewno nie da się tego bezpośrednio przeliczyć na drastyczny wzrost kosztów czy utratę przychodów na litrze mleka.
Prawdziwy przeciwnik: sieci handlowe
Zupełnie inaczej wygląda rachunek strat wynikający ze słabości naszej branży w stosunku do sieci handlowych. Aby zrozumieć skalę problemu, wystarczy zestawić dwie wartości: cała nasza branża mleczarska warta jest rocznie 58 mld złotych, podczas gdy obroty tylko jednej sieci marketów w 2025 roku sięgnęły 105 mld złotych.
Te liczby powinny pobudzić naszą wyobraźnię i uświadomić nam, kto tu naprawdę rozdaje karty. Sieci doskonale znają nasze słabe strony. Trwającą w całej Europie nadpodaż surowca wykorzystują w perfidny sposób do walki cenowej z mleczarniami – czego najlepszym przykładem w ostatnim czasie jest masło. Straty wynikające z tego faktu sięgają od 30 do nawet 80 groszy na każdym sprzedanym litrze mleka.
Wnioski
Czy zatem Mercosur, nawozy lub paliwo to faktycznie główne przyczyny naszych problemów? Patrząc chłodno na liczby, wyraźnie widać, że problem nie leży za oceanem, lecz na naszym własnym podwórku. Dopóki nie dojdzie do autentycznej konsolidacji całej branży mleczarskiej – wszystkich mleczarni oraz organizacji działających na rzecz hodowli, produkcji i przetwórstwa – wciąż będziemy tracić znacznie więcej, niż wynoszą wzrosty kosztów produkcji czy straty na niezdobytych jeszcze rynkach.

