Architektura zdrowia. Droga od 600 tys. komórek somatycznych do bezwzględnego minimum
Czy sama zmiana systemu doju na robotowy może sprawić, że mastitis będzie pojawiać się rzadziej? Raczej nie. Jednak gdy taka zmiana wiąże się z przeprowadzką do nowego, komfortowego obiektu, efekty mogą być naprawdę spektakularne.
Mira Wieczorek

- Środowisko silniejsze niż genetyka. Samo przejście na dany system udojowy nie rozwiązuje problemów z jakością mleka. Spektakularny spadek LKS poniżej 100 tys. oraz 35-procentowy wzrost wydajności w stadzie DANKO to efekt synergii: nowoczesnej kubatury budynku, legowisk słomiano-wapiennych oraz automatyzacji.
- Nowe wyzwania mikrobiologiczne. Ograniczenie presji bakterii środowiskowych i radykalne obniżenie liczby komórek somatycznych paradoksalnie tworzy lukę ekologiczną dla groźnych patogenów toksynotwórczych, wywołujących najcięższe, ostre zapalenia trzeciego stopnia (MS3).
- Strategia FANO w praktyce. W systemach robotowych, gdzie brakuje bezpośredniej obserwacji dojarza, kluczem staje się algorytm punktowy oraz natychmiastowe wdrożenie procedury ratunkowej FANO, która pozwala ograniczyć poziom toksyn nawet o połowę w ciągu doby.
Zanim w Choryni stanęła nowa obora, krowy przebywały w trzech budynkach na głębokiej ściółce.
– To był typowy relikt minionych czasów, w dodatku niezbyt przemyślany. Projektant założył, że krowy będą leżały na skosach, na słomie. Przez środek obory poprowadzono kanał gnojowy, do którego nieczystości miały „same” spływać, a to, co spłynie, ciągnik raz dziennie wypchnie i będzie czysto – wyjaśnia Dariusz Szlecht, główny hodowca w Danko Hodowli Roślin sp. z o.o., dodając: – Oczywiście w praktyce odchody wcale nie chciały same spływać. Traktor pracował niemal bez przerwy, a krowy stały w brudzie, hałasie i stresie.
– Gdy zaczynałem pracę w tym obiekcie pięć lat temu, liczba komórek somatycznych dochodziła do 600 tys. Dzięki ogromnemu zaangażowaniu całego zespołu – hodowców, obsługi i dojarzy – udało się zejść do poziomu 250–300 tys. komórek. Latem jednak LKS znów zbliżała się do 400 tys. Doszliśmy do ściany – więcej w tych oborach po prostu nie dało się zrobić – wyjaśnia Tomasz Pelec, lekarz weterynarii opiekujący się stadem.
Ze starego na nowe
Decyzja mogła być tylko jedna – budowa nowej obory. Procedury trwały kilka lat, ale sama budowa zajęła zaledwie 10 miesięcy. We wrześniu 2024 r. krowy były po raz ostatni dojone na hali udojowej typu rybia ość (2 × 8 stanowisk).
Rok później efekty zadziwiły wszystkich – mleko wystrzeliło w górę, komórki somatyczne spadły niemal do idealnego poziomu.
Zadziałało wszystko jednocześnie: nowy budynek, jego wysokość i kubatura, system wentylacji, legowiska słomiano-wapienne oraz sześć robotów udojowych. Pełen dobrostan, komfort i cisza. Jedynym źródłem dźwięku w oborze jest paszowóz, który wjeżdża dwa razy dziennie.
Wydajność w górę
Największym zaskoczeniem był wzrost wydajności – aż o 35%. W październiku 2025 r. produkcja przekroczyła 13 300 kg mleka rocznie i nadal rośnie – obecnie to już ponad 14 tys. kg.
– Liczyliśmy na wzrost – o 15%, maksymalnie o 20%. Ale z pułapu ponad 11 tys. nie tak łatwo go osiągnąć. A jednak rzeczywistość nas zaskoczyła. Na szczęście bardzo pozytywnie – mówi Dariusz Szlecht.
Aby porównanie było jak najbardziej obiektywne, analizowano krowy, które w starej oborze były w drugiej laktacji, a po przejściu do nowego obiektu – w trzeciej. W nowej oborze niemal każda zarejestrowana wydajność była o około 50% wyższa.
– Nawet krowy, które wydawało nam się, że doją bardzo dużo – około 60 litrów – po przejściu do nowej obory zaczęły dawać 80 litrów i więcej – podkreśla Bernadeta Michalska, zootechnik w Choryni.
Średnio krowy są dojone 3,2 razy na dobę, ale wiele sztuk odwiedza robota nawet 3,6 razy dziennie, a rekordzistki o wydajności powyżej 80 litrów – nawet sześć razy na dobę. Średnia wydajność z robota wynosi obecnie 44 kg.
– Dój dwa razy dziennie przy takim potencjale to jak jazda z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Te krowy wcześniej nie miały szans pokazać swojego potencjału genetycznego. A tradycje hodowlane firmy sięgają daleko wstecz – do czasów przedwojennych. Od momentu wprowadzenia genomiki jeszcze bardziej zintensyfikowano prace hodowlane – z Danko pochodzi wielu reproduktorów o wysokim indeksie PF oraz młodzieży żeńskiej z równie wysokim indeksem PF. Zasiedlanie nowej obory prowadzone jest wyłącznie w oparciu o własne jałówki (także ze względów weterynaryjno-sanitarnych, bo stado jest wolne od BVD oraz IBR i dodatkowo nieszczepione) – informuje główny hodowca.

Good bye, mastitis?
Przeprowadzka do nowego obiektu rozwiązała też większość problemów z mastitami.
– Już w starej oborze wdrożyliśmy wszelkie możliwe procedury, by obniżyć LKS. W nowym obiekcie dobre praktyki plus poprawa dobrostanu sprawiły, że LKS spadła o ponad połowę – we wrześniu 2024 r. było ich 248 tys., w październiku 2025 r. – 133 tys., a na początku marca 2026 r. już poniżej 100 tys. – wyjaśnia Tomasz Pelec.
Jednak LKS to nie wszystko – równie ważny jest spadek przypadków klinicznych i podklinicznych mastitis. W starych oborach patogeny zakaźne były pod kontrolą, jednak presja bakterii środowiskowych była bardzo duża. Przy 230 krowach w doju miesięcznie pojawiało się około 15 przypadków klinicznych. Dziś – mimo wyższej wydajności i większej liczby krów – maksymalnie pięć. Duża w tym zasługa robotów udojowych, które wcześnie wykrywają stany zapalne ze skutecznością około 80%.
– Nadal intensywnie monitorujemy stany podkliniczne, które widać dopiero w tabulogramach z Federacji, bo robot ich nie pokazuje. W starej oborze mieliśmy około 25 przypadków podklinicznych miesięcznie, teraz liczba ta spadła do 4–5 sztuk. To w dużej mierze efekt zmiany systemu utrzymania i mniejszej presji bakterii środowiskowych – wyjaśnia Tomasz Pelec.
Kolejnym krokiem – gdy LKS się ustabilizuje, a liczba przypadków klinicznych jeszcze spadnie – będzie selektywne zasuszanie. Obecnie całe stado nadal zasuszane jest pod osłoną antybiotyków, a krowy dodatkowo otrzymują czop dostrzykowy.

Złapać mastitis
W starej oborze zapalenie najczęściej wykrywali dojarze. W przypadku pierwszego i drugiego stopnia zapalenia pobierano próbkę mleka do badań mikrobiologicznych, a następnie wdrażano leczenie.
– W robotach wygląda to podobnie. Zamiast dojarza to robot informuje o zapaleniu na podstawie zwiększonej przewodności mleka. Dalsza procedura jest taka sama: pobranie próbki, badanie i decyzja o leczeniu. Przy zapaleniu aseptycznym, czyli bez bakterii, krowa dostaje NLPZ (bez karencji). Jeśli pojawi się patogen, stosujemy odpowiednie leczenie – nie zawsze musi to być antybiotyk – wyjaśnia Tomasz Pelc.

Zapalenie trzeciego stopnia
Paradoksalnie spadek liczby komórek somatycznych wygenerował w stadzie inny problem.
– Przy dużej presji bakterii środowiskowych i wysokiej LKS mamy głównie zapalenia wywołane przez bakterie środowiskowe. Natomiast kiedy ograniczamy LKS, powstaje nisza ekologiczna, którą mogą zająć bakterie produkujące toksyny. To one powodują zapalenie trzeciego stopnia MS3 – najcięższą postać mastitis. Wymaga ono od lekarza ogromnej wiedzy i zaangażowania, a mimo heroicznej walki efekt bywa opłakany.
Kluczem jest bardzo wczesne wdrożenie właściwego leczenia. Tylko wtedy w ciągu 24 godzin można ograniczyć poziom toksyn nawet o 50%.
Problem z diagnostyką
Często zapalenie drugiego stopnia bywa kwalifikowane jako trzeci stopień. Jak więc zdiagnozować je prawidłowo?
Najlepiej oprzeć się na prostych, szybkich i obiektywnych parametrach, jak:
- temperatura wewnętrzna mierzona w odbytnicy,
- stan nawodnienia (wskazanie do płynoterapii),
- poziom produkcji mleka,
- praca żwacza,
- wygląd wydzieliny z chorej ćwiartki.
Każdy z tych parametrów jest oceniany punktowo. W zależności od liczby punktów ustala się stopień mastitis.
Na hali udojowej jest to łatwiejsze ze względu na obserwację dojarza. W systemie robotowym jest trudniej. Zapalenie trzeciego stopnia rozwija się bardzo szybko, nawet w ciągu kilku godzin. Tymczasem krowa zbliżająca się do zasuszenia nie odwiedza robota zbyt często. Może więc się zdarzyć, że alert pojawi się dopiero po 24 godzinach, co oznacza duże opóźnienie we wdrożeniu leczenia.
Jeśli na podstawie punktacji przypadek zostaje zakwalifikowany jako MS3 (po wykluczeniu MS1 i MS2), wdraża się antybiotykoterapię i jednocześnie pobiera próbkę mleka do badania mikrobiologicznego, aby następnego dnia – w zależności od wyniku – kontynuować lub zmodyfikować leczenie (patrz rysunek).
Postępowanie w MS3 – FANO
FANO to łatwy do zapamiętania akronim określający postępowanie w przypadku zapalenia trzeciego stopnia. Należy wtedy zastosować:
- F – Fluids – płynoterapię. Na początek dożylną;10–15, a nawet 25 litrów płynów. Nie do żwacza, ponieważ ten często znajduje się w atonii.
- A – Antibiotics – antybiotyki. W pierwszej dobie stosuje się terapię działającą zarówno na bakterie gram-dodatnie, jak i gram-ujemne. W drugiej dobie można ją ukierunkować na konkretny patogen.
- N – NLPZ – niesteroidowe leki przeciwzapalne, które są kluczowe w leczeniu MS3.
- O – Others – inne leki, np. miejscowe.

FMO – czy częste zdajanie pomaga?
Czy częste zdajanie krowy (frequent milk out) pomaga w leczeniu MS3? Badał to prof. Kromker. Okazało się, że nie ma większego znaczenia, czy krowy zdajamy często, czy rzadziej. Jedyny wniosek jest taki, że częstsze zdajanie szybciej usuwa bakterie z wymienia, ale nie wpływa istotnie na efekt terapeutyczny.
Nie taki diabeł straszny…
– Bałem się robotów – przyznaje Tomasz Pelec. – Ale w Danko nie było wyjścia. W starej oborze mastitis było wprawdzie pod kontrolą, lecz nie dało się już poprawić zdrowotności wymienia. Jak się okazało, robot w wielu sytuacjach wygrywa z człowiekiem – nie ma złego humoru, gorszych dni i niczego nie zapomina.
– Monitorowanie zdrowia wymion w stadach z robotami wygląda nieco inaczej niż przy doju klasycznym. Nie ma obserwacji na hali udojowej, ale w zamian jest mnóstwo danych generowanych przez robota. One plus dane z raportów Federacji oraz schemat działania dostosowany do konkretnego stada pozwalają na bardzo dobrą kontrolę mastitis w stadzie.
– LKS na poziomie około 100 tys., 5 krów (2–3%) z mastitis klinicznym i około 6 krów z zapaleniami podklinicznymi miesięcznie, z czego tylko 2–3 krowy wymagają preparatów z karencją. To chyba całkiem dobry wynik – podsumowuje.
Hodowla bydła w Danko
Firma Danko znana jest głównie z hodowli roślin, ale z takim samym powodzeniem zajmuje się hodowlą krów mlecznych. W 6 obiektach utrzymuje ok. 5 tys. krów mlecznych, które w 2025 r. wyprodukowały ok. 23 mln litrów mleka.
Najnowszy i najnowocześniejszy obiekt na 370 krów mlecznych (z możliwością powiększenia) stanął w Choryni w 2024 r. Nowoczesny budynek jest w pełni zautomatyzowany, wyposażony w 6 robotów udojowych, robot do podgarniania paszy oraz dwa roboty czyszczące i zbierające odchody.
Tabela: Zmiany w stadzie po przejściu do nowej obory
| DANE | WRZESIEŃ 2024 | PAŹDZIERNIK 2025 | ZMIANA |
| Krowy ogółem | 229 | 270 | +18% |
| Krowy w doju | 214 | 238 | +11% |
| Średnia wydajność dobowa | 32,1 | 43,2 | +35% |
| LKS | 248 | 133 | – 46% |
| Wydajność stada 305 dni | 10 350 | 12 329 | + 19% |
| Zapalenia kliniczne | 10–15 szt. | 3–5 szt. | około – 66% |
| Zapalenia podkliniczne | > 20 szt. | < 5 szt. | – 75% |

