Czas na głębszą selekcję. Kiedy, jeśli nie teraz

Rynek mleka „odradza się” powoli po czasie dekoniunktury. W Europie jeszcze przeważa podaż mleka nad popytem. Na świecie widać już oznaki jego odbicia od dna. Czy to jest nadal dobry czas na przeprowadzenie głębszej selekcji w stadzie i zadbanie o wyraźniejszy postęp hodowlany?

Jan Hereditas

Marek Solarek mówi o selekcji, gdy na rynku jest dekoniunktura, fot. Jan Hereditas
Marek Solarek, podpowiada, jak podejść do selekcji stada, fot. Jan Hereditas
  • Ten trudny czas wielu hodowców już wykorzystało na zrobienie „porządków” w swoich stadach. Specjaliści od Oceny Typu i Budowy mieli pełne ręce roboty.
  • Czy wprawne oko selekcjonera zastąpi narzędzia, które są dla hodowców w zasięgu ręki?
  • Jak zabrać się za selekcję genetyczną? O komentarz poprosiliśmy Marka Solarka, selekcjonera Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka, który jest zwolennikiem selekcji ewolucyjnej. W jednym obszarze jest bezwzględny.

Redakcja: Czy dołek na rynku mleka to dobry czas, żeby podnieść w stadzie poprzeczkę selekcyjną? 

Selekcjoner: Dla mnie to dobry moment, ale każdy hodowca musi sam sobie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. 

Zaostrzając selekcję w takim momencie hodowca mógłby wystartować z lepszej pozycji, gdy zmieni się koniunktura. Do zaostrzenia selekcji potrzebne są narzędzia, które ułatwią podjęcie decyzji wskazując na potencjalne krowy, które można właśnie w tym momencie wybrakować ze stada lub je sprzedać.

Redakcja: Jakie narzędzia ma pan na myśli?

Selekcjoner: Ci hodowcy, którzy mają bydło pod oceną wartości użytkowej na pewno wiedzą więcej o swoim bydle. Korzystającym z modułu zdrowie w SOL będzie łatwiej policzyć zyski i straty wskazując na konkretne samice w stadzie. Podczas prowadzenia selekcji rubryka kosztów ponoszonych na leczenie zwierząt powinna być tą, na którą w pierwszej kolejności zwróciłbym uwagę.

Redakcja: Jaki wymiar selekcji poleca pan hodowcom podczas dekoniunktury na mleko? 

Selekcjoner: Nie jestem zwolennikiem rewolucyjnego podejścia do selekcji. Odważne kroki są dla tych, którzy bardzo dobrze znają swoje stado. Jak powszechnie wiadomo, postęp genetyczny, który wprawdzie przyspieszył za sprawą genomiki osiągany jest w dłuższej perspektywie czasowej i wiąże się ze żmudną codzienną pracą. Praca na zwierzętach jest bardzo wdzięczna, ale do osiągnięcia celów hodowlanych potrzebny jest czas. 

Redakcja: Jakie kroki zaleca pan obecnie?

Selekcjoner: Po pierwsze przyjrzałbym się krowom pod kątem zdrowotnym. Po drugie, sklasyfikowałbym stado pod kątem fenotypowym. 

Redakcja: Wskazuje pan na zdrowotność. To szerokie pojęcie. 

Selekcjoner: Mam na myśli poziom komórek somatycznych w mleku. Tego problemu na co dzień nie widać, dlatego teraz jest dobry moment, żeby zrobić porządek z nim w stadzie. W tym wypadku poprzeczkę selekcyjną zawiesiłbym bardzo wysoko, m.in. dlatego, że polskie mleczarstwo będzie konkurencyjne jakością. Konsumenci zawsze sięgną po jakościowy nabiał.

Redakcja: Powróćmy do oceny fenotypowej. Czy wprawne oko wystarczy?

Oczywiście dostrzegam obserwując pokrój i budowę samic, która rokuje i jakie ma predyspozycje do produkcji mleka. Jednakże łatwiej i trafniej można podjąć decyzję wykorzystując zalety genomiki. Znając wartość hodowlaną konkretnej samicy, oceniając jej budowę i obserwując jak ona sobie radzi na oborze decyzja, która zostanie podjęta w stosunku do niej – zostawiać czy wybrakować – nie będzie obarczona błędem. Dodam, że sporo widzę takich samic u hodowców, które będąc jałówkami wykazały się wysoką wartością hodowlaną, ale jednak coś zadziało się z nimi niepożądanego podczas rozwoju somatycznego i już nie rokują produkcyjnie aż tak dobrze, jak mówi o nich sama wartość hodowlana. Dlatego polecam hodowcom bydła i producentom mleka rozwiązania innowacyjne, które pozwolą im podjąć trafniejsze decyzje hodowlane.