Mazowiecki lider

Nieczęsto się zdarza, aby wysokoprodukcyjne stado mleczne miało także wysoki potencjał hodowlany, a jego reprezentantki zdobywały najwyższe laury na wystawach. Udało się to osiągnąć w gospodarstwie państwa Nasiłowskich na Mazowszu, których odwiedziliśmy z redakcyjną wizytą.

tekst i zdjęcia: Mateusz Uciński

Skwierczyn-Dwór – wieś położona w województwie mazowieckim, w powiecie sokołowskim. To właśnie tutaj mieszkają i prowadzą swoją hodowlę państwo Dariusz i Joanna Nasiłowscy wraz z synem Norbertem. Trzeba przyznać, że nie jest to przeciętne gospodarstwo, zarówno pod względem produkcyjnym, jak i hodowlanym znacząco się wyróżnia w regionie. Od lat jest w czołówce rankingu najwydajniejszych stad mlecznych w województwie mazowieckim, a sztuki z niego pochodzące są laureatkami wielu nagród na mazowieckich wystawach. Jak nie trudno się domyślić, osiągnięcie takich sukcesów kosztowało naszych bohaterów bardzo dużo pracy.

Pan Dariusz gospodarstwo przejął od rodziców w 1998 r. i stopniowo je rozwijał. Co prawda już w 1995 pojawiła się w obejściu nowa uwięziowa obora na 50 sztuk bydła, ale proces zapełniania budynku zwierzętami trochę trwał. Następną inwestycją było dobudowanie do istniejącego obiektu kolejnej części, tym razem w systemie wolnostanowiskowym, z przeznaczeniem na 100 krów. Obecnie budowana jest obora na 220 sztuk dojnych, w starych zabudowaniach ma pozostać tylko młodzież hodowlana.

Państwo Nasiłowscy posiadają 116 krów dojnych i ok. 130 jałówek. Tych ostatnich jest obecnie zdecydowanie więcej niż zwykle, ponieważ gospodarze przygotowują się do zasiedlenia nowego budynku. Na ogół jałowizna jest odsprzedawana do dalszego chowu, nowych właścicieli znajduje ok. 5–7 sztuk miesięcznie.

Produkcyjnie i hodowlanIE
Jak już wspomnieliśmy na wstępie, hodowla państwa Nasiłowskich może się poszczycić doskonałymi osiągnięciami w produkcji mleka. W 2018 r. średnia wydajność od krowy w tym stadzie wyniosła ok. 13 824 kg surowca, najwyższa średnia w gospodarstwie oscylowała w okolicach 14 200 kg. To poważne i liczące się osiągnięcia, jednak hodowcy nie stawiają wyłącznie na produkcję, zwracają również uwagę na pokrój i charakter wystawowy zwierząt, za co hodowli niejednokrotnie przyznawano wyróżnienia i puchary. Sytuacja taka przeczy stereotypowi, że stado powinno mieć charakter ukierunkowany na pozyskiwanie jak największych ilości surowca, albo być stadem pokazowym, przeznaczonym do prezentowania na wystawach.
– Postanowiliśmy rozdzielić w pewnym sensie krowy produkcyjne i wystawowe w naszym stadzie – opowiada Dariusz Nasiłowski. – Sztuki, które mają taki potencjał, albo które już pokazały, na co je stać i zdobyły nagrody, staramy się kryć nasieniem najlepszych buhajów, stawiając właśnie na cechy pokrojowe. Jak dotąd to się sprawdza, więc 10, może 15 procent stada jest traktowane właśnie w ten sposób. Myślę, że już w latach 90. zwracałem uwagę na to, żeby zwierzę, które kupię do swojej hodowli, było nie tylko mleczne, ale i ładne. Z transportów z Holandii czy Danii wybierałem upatrzone pojedyncze sztuki, a nie jak leci. Wiązało się to z wyższymi kosztami zakupu, ale nie żałuję tej decyzji. Dzięki temu zbudowałem solidne stado.

Pan Nasiłowski podkreśla, że zależało mu, i nadal zależy, na jakości hodowanych zwierząt, a nie na ich ilości. Dokładnie sprawdza dokumentację hodowlaną interesujących go zwierząt i uważnie się przygląda każdej kupowanej sztuce. Szczególną uwagę, pod kątem odpowiedniego bytowania w oborze, zwraca na silne i zdrowe nogi, a także na wymię, którego poprawna budowa ma wpływ na prawidłowy dój i brak problemów z wiązadłami, zwłaszcza w późniejszych laktacjach. Hodowcy ze Skwierczyna-Dworu wystawową reprezentację budowali od lat 90. ubiegłego stulecia. Pierwsze sztuki kupowane były z gospodarstwa w wielkopolskim Szelejewie, które oferowało bardzo dobrą genetykę. Potem eksperymentowano z bydłem sprowadzanym z Holandii, zapewniającym wydajność, zdrowotność i łatwość zacieleń. To na ich potomkiniach w dużej mierze opiera się obecna hodowla.
– Najważniejsze to wyhodować sobie dobrą linię matczyną – zapewnia pan Dariusz. – Bo potem, nawet jeżeli zdarzy się nasienie gorszego buhaja, to końcowy rezultat i tak będzie zadowalający. Podobnie jest ze średniej jakości krowami, których potomstwo z kojarzenia z dobrym bykiem może również mieć duży potencjał.

Stado na medal
Hodowcy starają się nie pozostawać w tyle za trendami dominującymi w branży i od jakiegoś czasu wprowadzili do swojego stada genomowanie, któremu poddają najlepsze wybrane sztuki. Oprócz tego zwracają uwagę na koligacje i korzyści wynikające z łączenia cech poszczególnych buhajów. Jednocześnie starają się, aby w miarę możliwości zmniejszyć pulę dawców, których nasienie stosowane jest w gospodarstwie.
– Ograniczenie liczby byków w doborze do kojarzeń wygląda na całkiem słuszne posunięcie – podsumowuje pan Nasiłowski. – Tak naprawdę dążę do tego, żeby w swoim kontenerze mieć maksymalnie nasienie od pięciu buhajów. Wiąże się to z tym, że planujemy nastawić się bardziej na produkcję mleka, a poza tym podnieść zdrowotność w stadzie. Zwracamy też uwagę, jak jest z płodnością córek po wytypowanym przez nas buhaju, żeby nie było potem problemów z rozrodem.

Państwo Nasiłowscy mają godnego następcę, syna Norberta, który bardzo aktywnie uczestniczy w pracach hodowlanych i gospodarstwie. Jest pasjonatem bydła mlecznego, i cały czas poszerza swoją wiedzę w tym kierunku. Jak się okazuje, ma do tego prawdziwy talent.
– Muszę zaznaczyć, że syn już od najmłodszych lat pasjonował się hodowlą i zwracał uwagę na cechy utrzymywanych zwierząt – opowiada z dumą hodowca. – Zdarzało się, że kiedy Norbert był dzieckiem, a w gospodarstwie pojawiał się selekcjoner Federacji, to potrafił się z nim wykłócać o przyznawane przez specjalistę noty. Kiedy byliśmy na wystawach, zadziwiająco trafnie udawało mu się typować zwyciężczynie stawek. Po latach sam uczestniczył w warsztatach sędziowskich i zdobył uprawnienia do oceniania zwierząt na pokazach, co także przydaje się w naszym gospodarstwie podczas zakupu nowych jałówek czy typowania sztuk na imprezy i wystawy.

Długowieczność do poprawki
Krowy w gospodarstwie państwa Nasiłowskich bytują średnio 2,7 laktacji. Nie jest to idealna sytuacja, jest ona wynikiem warunków, jakie zapewnia stara obora. Jak informuje hodowca, długość użytkowania na pewno wzrośnie, gdy zostanie zasiedlony nowy, obecnie wykańczany obiekt, w którym szczególnie zadbano o dobrostan zwierząt. W nowoczesnym budynku po każdej stronie stołu paszowego znajdują się tylko dwa rzędy legowisk, co umożliwia krowom bardzo dużą swobodę przemieszczania się i ułatwia dostęp do jedzenia.
– Ten układ zobaczyłem podczas wizyty w Kanadzie, gdzie większość obór jest tak rozplanowana – informuje pan Dariusz. – Wszystko jest wygodne i szerokie, a krowy tam bytujące żyją naprawdę długo. Właśnie do tego chcielibyśmy doprowadzić w naszym gospodarstwie, żeby znacznie poprawić długowieczność zwierząt. Bo przecież za to odpowiedzialna jest nie tylko dobra genetyka, ale także, a może przede wszystkim, środowisko, w jakim przebywają krowy! Jak już wspominałem, ważne jest, aby samemu wyhodować sobie dobrą i dostosowaną do własnych potrzeb linię hodowlaną, taką jak nasza po kupionych kiedyś holenderkach. Potem trzeba zapewnić krowom jak najlepsze warunki bytowania. Proszę zwrócić uwagę, że w tej branży wiele się zmieniło. Kiedy 12 lat temu zasiedlaliśmy starą oborę, krowy były mniejsze. Przez ten czas ich gabaryty zdecydowanie wzrosły.

Niebagatelne znaczenie w skwierczyńskiej hodowli ma żywienie, opierające się w przeważającej mierze na paszach TMR, ale, jak zapewnia pan Nasiłowski, krowom nie brakuje także wysłodków, kiszonego ziarna kukurydzy z rękawa czy dodatków mineralnych. Przy takich wydajnościach i chęci ich utrzymania odpowiednio zbilansowane dawki pokarmowe są nieodzownym elementem. Bazę paszową gospodarstwu zapewnia 110 ha gruntów, z których 50 ha obsadzono kukurydzą, na 50 znajdują się łąki, a na pozostałych 10 posiano zboża. Hodowca nie ukrywa, że aby spełnić wszystkie potrzeby hodowli, należałoby jeszcze dokupić ziemi.
Pozytywnie patrząc w przyszłość
Hodowcy wiążą z nową oborą ogromne nadzieje, zwłaszcza związane z dobrostanem i poprawą długowieczności krów. Podkreślają, że nowe warunki przełożą się na lepszą organizację pracy, a co za tym idzie na więcej czasu wolnego, którego obecnie bardzo brakuje.
– Problemem, z którym się boryka całe rolnictwo, zarówno tutaj, jak i w innych regionach kraju, jest brak ludzi do pracy – akcentuje pan Dariusz. – Dlatego tak usprawnia się hodowlę, aby w jak największym stopniu zoptymalizować nakłady pracy, środków czy funduszy w nią inwestowanych. Bo każda zaoszczędzona godzina jest naprawdę dużo warta. A liczy się wszystko, chociażby możliwość dojechania i wyładowania wozu paszowego.

Nowa inwestycja musi na siebie zarobić. To nic nowego. Dlatego hodowcy ze Skwierczyna-Dworu koncentrują się na produkcji mleka i bazują na własnym materiale hodowlanym, zasiedlając nowy budynek.
– O reszcie zadecyduje cena mleka – śmieje się pan Dariusz. – Jeżeli będzie odpowiednia, to nie powinno być większych problemów. Oddajemy mleko do mleczarni Hochland i nie możemy narzekać na stabilność. A to jest bardzo ważne.

Przed rodziną Nasiłowskich teraz bardzo gorący okres – otwarcie i zasiedlenie nowej obory, a co za tym idzie zapewne reorganizacja całej hodowli. Patrząc na to, jak dobrze prowadzone jest ich stado i z jaką pasją wykonywana jest codzienna praca, można mieć pewność, że ta „rewolucja” wyjdzie naszym gospodarzom tylko na dobre. Mamy nadzieję, że hodowcy zrealizują zamierzone cele, przy jednoczesnym ograniczeniu czasu pracy, a ich zaangażowanie przełoży się na jeszcze większe sukcesy hodowlane. Mocno trzymamy za to kciuki! 