Unijna kroplówka wykończy polskie mleczarstwo? Dlaczego regulacje PE to ślepa uliczka
Parlament Europejski przyjął pakiet zmian prawnych chroniących dochody rolników i producentów mleka przed zawirowaniami rynkowymi. Nowe regulacje wprowadzają obowiązkowe umowy pisemne, klauzule renegocjacji cen oraz mechanizmy gwarantujące, że stawki w skupie będą odzwierciedlać rzeczywiste koszty produkcji.
Martin Ziaja, Przewodniczący Rady Ekonomicznej ds. Produkcji i Rynku Mleka

- Ekonomiczna fikcja zamiast realiów rynkowych. Narzucanie odgórnych cen minimalnych w oparciu o bliżej nieokreślone koszty produkcji to utopia – w samej Polsce koszty te wahają się od 1,40 zł do nawet 2,30 zł za kilogram mleka, co czyni unijny szablon niemożliwym do sprawiedliwego wdrożenia.
- Dramat według hiszpańskiego scenariusza. Sztywne regulacje oparte na cenie minimalnej otwierają tylne drzwi dla taniego importu spoza UE. Hiszpania już to przerobiła – efektem sztucznego pompowania stawek była fala bankructw rodzimych mleczarni i upadek powiązanych z nimi gospodarstw.
- Prawdziwy wróg jest gdzie indziej. Problemem branży nie są zarządy mleczarni, lecz gigantyczne, skonsolidowane sieci handlowe, które bezwzględnie dyktują warunki rynkowe – obroty jednego tylko dyskontu w 2025 roku niemal dwukrotnie przewyższyły wartość całego polskiego sektora mleczarskiego.
Czy to coś zmieni? Wątpię.
Pakiet zmian Parlamentu Europejskiego to nic innego jak cena minimalna, która – oprócz dobrych chęci i szczytnych intencji – w rzeczywistości w żaden sposób nie poprawi sytuacji producentów mleka. Bo niby jak?
Zacznijmy od bazy, którą ma być poziom kosztów produkcji, wedle którego mleczarnie powinny zawierać umowy kupna-sprzedaży. Pytanie: kto ustala ten poziom? Jaki zespół ekonomistów to weryfikuje? Jaki promil rolników zna swoje koszty produkcji, i to z podziałem na poszczególne składowe? Czy dla wszystkich 80 000 gospodarstw w Polsce ten poziom jest taki sam?
To raczej niemożliwe, bo praktyka pokazuje, że koszty produkcji – w zależności od uwarunkowań i wydajności – potrafią się znacząco różnić. W najlepszych gospodarstwach producenci są w stanie zejść nawet do 1,40 zł/kg, podczas gdy w słabo zarządzanych hodowlach koszty te sięgają aż 2,30 zł/kg mleka. Tutaj mam więc poważne wątpliwości.
Po drugie, problem niskich cen mleka w skupie nie jest „zasługą” mleczarni, tylko dyskontów. To jest główny grzech naszej branży: jej rozbicie i brak konsolidacji. Po raz kolejny podam dwie wielkości: cała branża mleczarska w 2025 roku była warta 58 mld zł, za to tylko jeden dyskont zamknął ten sam rok obrotami rzędu 105 miliardów. To wyraźnie pokazuje, kto tu rozdaje karty.
Zdecydowana większość mleczarni to spółdzielnie należące do samych hodowców. Jeśli dostawcy są zdania, że mleczarnia ich oszukuje i źle płaci, to najwyraźniej coś jest nie tak ze strukturą samej spółdzielni. Najwidoczniej walne zgromadzenie wybrało słaby skład rady nadzorczej, która nie panuje nad poczynaniami zarządu czy prezesa. Prezes-menedżer jest zatrudniany przez przewodniczącego rady nadzorczej po to, by efektywnie zarządzał NASZĄ SPÓŁDZIELNIĄ dla naszego wspólnego dobra, a nie po to, by z mleczarni czynił swój prywatny folwark.
Zmuszanie naszych mleczarni przepisami do płacenia ceny minimalnej może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Rynkiem rządzi niestety prawo podaży i popytu, dlatego wprowadzenie takiego mechanizmu regulacji cen w UE – przy jednoczesnym otwarciu się na rynki państw trzecich – może doprowadzić do wyparcia naszego nabiału z półek sklepowych przez produkty spoza Unii.
Taki eksperyment mają już za sobą Hiszpanie. Wprowadzenie tam ceny minimalnej mleka w skupie skutkowało drastycznym wzrostem importu, co w efekcie doprowadziło do upadku rodzimych mleczarni i powiązanych z nimi gospodarstw mlecznych.
Czy jestem przeciwnikiem wyższych cen mleka? Absolutnie nie! Jednak rozwiązanie zaproponowane przez Parlament Europejski w żaden sposób nie poprawi naszej sytuacji. Szansą dla naszej branży mogą być wyłącznie:
- poprawa efektywności produkcji,
- podnoszenie jakości surowca, jak i wytwarzanych z niego produktów,
- atrakcyjność i konkurencyjność naszych wyrobów,
- zdobywanie nowych rynków zbytu, co jako Federacja bardzo mocno wspieramy poprzez nasz program w Azji.
Musimy po prostu być lepsi od innych. Odgórne regulacje, ustawy czy przepisy krajowe i unijne jedynie upośledzają całą naszą branżę.
Pozdrawiam,
Martin Ziaja, Przewodniczący Rady Ekonomicznej ds. Produkcji i Rynku Mleka

