Roboty udojowe okiem lekarza weterynarii
Od robotyzacji i automatyzacji nie uciekniemy. A ponieważ człowiek z natury dąży do ułatwiania sobie życia, nie dziwi rosnąca popularność automatycznych systemów doju. Zanim jednak hodowca zdecyduje się na ten krok, warto zasięgnąć opinii nie tylko innych hodowców, ale i lekarza weterynarii.
tekst i zdjęcia: dr Mira wieczorek
Hala, karuzela, a może robot? Decyzja, jaki system doju wybrać, nie jest łatwa. I choć największe znaczenie ma doświadczenie innych hodowców – użytkowników robotów – aż 25% szuka rady u swojego lekarza weterynarii.
– Leczymy coraz mniej, a coraz częściej staramy się utrzymać stado w zdrowiu i doradzać: jak żywić, jak poprawić dobrostan, co zmienić, udoskonalić i w co zainwestować – podkreśla lek. wet. Dominik Ruciński. Badania potwierdzają, że opinia lekarza weterynarii ma istotny wpływ na decyzję o wdrożeniu automatycznych systemów doju (AMS – automated milking systems) oraz żywienia (AFS – automated feeding system).

AMS okiem praktyka
– Popularność robotów udojowych gwałtownie rośnie – większość nowych inwestycji to obory robotowe. Nasz zespół lekarzy obsługuje obecnie gospodarstwa, w których łącznie działa ponad 220 jednostek udojowych, a już 25% mleka pozyskiwane jest za pomocą AMS – przytacza liczby nasz rozmówca. Jego zdaniem przekonanie, że „robot zagwarantuje wydajność”, ma już dziś niewielu zwolenników. Podstawą sukcesu w oborach AMS jest bowiem dobrostan, wspierany perfekcyjnym żywieniem i najwyższą genetyką.
Długość stołu paszowego
Większość hodowców zna zasadę, że absolutne minimum to 60 cm stołu paszowego na krowę w laktacji (ale nie w okresie okołoporodowym!). Warunek ten obowiązuje jednak tylko wtedy, gdy działa automatyczny system podgarniania paszy wykonujący minimum 13 cykli na dobę. Trzynaście, ale nie więcej, bo wtedy krowy bardziej interesują się jedzeniem, a mniej leżą i odpoczywają, przez co wydajność spada.
W praktyce – 60 cm stołu na krowę można zaplanować w oborach, w których na jeden stół paszowy przypadają trzy rzędy legowisk.
Coraz częściej jednak eksperci rekomendują długość stołu paszowego ponad 70 cm na krowę, możliwe do osiągnięcia tylko tam, gdzie na jeden stół przypadają dwa rzędy legowisk. Wadą tego rozwiązania jest zwiększona długość obiektu, a co za tym idzie – jego wyższy koszt. Cztery rzędy legowisk na jeden stół paszowy nie pozwolą zachować minimalnych 60 cm stołu.
Wartą rozważenia alternatywą jest układ dwóch podwójnych rzędów legowisk ze stołem paszowym zewnętrznym, czyli de facto – dwa stoły paszowe. To rozwiązanie korzystne zarówno dla zwierząt, jak i dla hodowcy, jeśli warunki budowlane na to pozwalają.
Swobodne przejście
– W wielu oborach wąskim gardłem okazuje się szerokość ganka gnojowego przy stole paszowym. Minimalna szerokość to 4 m, niezależnie od systemu ruchu krów czy liczby rzędów legowisk – podkreśla specjalista. Z naszych obserwacji wynika jednak, że w oborach, gdzie zaprojektowano ganki szerokie na 4,5–5 m, produkcja mleka rośnie, a wskaźnik brakowań spada. Dość łatwo to wytłumaczyć – krowy wysokowydajne spędzają w tym obszarze średnio 5,5 godziny dziennie. Niestety parametr ten bywa lekceważony jako „kosztowny” już na etapie projektu.

Więcej luzu
W systemie ruchu wolnego szczególnie istotna jest przestrzeń wokół robota. Minimalna odległość urządzenia od innych elementów wyposażenia (poideł, legowisk, czochradła itp.) wynosi 6 m. Dzięki temu każda krowa – także ta niżej w hierarchii – może swobodnie podejść do urządzenia.
Liczba wizyt w robocie i czas oczekiwania na dój są ściśle związane z wielkością poczekalni. Najdłużej czekają pierwiastki, zwłaszcza na początku laktacji. Problemem nie jest samo czekanie, lecz to, że skraca ono czas leżenia. Badania pokazują, że krowy długo oczekujące na dój leżą średnio 9,5 godziny dziennie, podczas gdy te z krótkim czasem oczekiwania – 11,1 godziny.
– Problem ten szczególnie widać w obiektach przerabianych i modernizowanych. Tam miejsca na poczekalnię zazwyczaj brakuje, więc pierwiastki mają problem z dostaniem się do robota. Generuje to dalsze problemy: niewykorzystany potencjał, częstsze zapalenia wymienia itp., a w konsekwencji wcześniejsze brakowanie – wyjaśnia lekarz.
Wygodne łóżko
Dobrostan to też legowiska, które powinny być dostosowane do wielkości krów i zaprojektowane w taki sposób, aby chciały one z nich korzystać. Krowy powinny leżeć powyżej 12 godzin w myśl zasady: „leżenie ma pierwszeństwo przed karmieniem”. Krowy najbardziej wydajne wypoczywają powyżej 14 godzin na dobę. Aby to osiągnąć, legowiska muszą być wygodne – według aktualnego stanu wiedzy najlepszym rozwiązaniem w oborach z AMS są legowiska:
- wyścielone piaskiem (wada – zmniejsza żywotność urządzeń usuwających odchody),
- wyścielone materacem wapienno-słomianym (wada – pracochłonność),
- wyścielone separatem z gnojowicy (wady – pracochłonność, duże obciążenie patogenami środowiskowymi).
Hodowcy często wykorzystują też sztuczne, miękkie i wygodne materace, które muszą być traktowane posypką antybakteryjną i ograniczającą otarcia skóry. Najgorszą opcją w oborach robotowych jest płytka czy głęboka ściółka. Rozwiązanie w teorii tanie, ale drogie w użytkowaniu i przede wszystkim zaburzające rytm i rutynę zwierząt podczas ścielenia i usuwania ściółki.

Obiekt – nowy czy przerobiony?
Na pewno łatwiej jest zaprojektować wszystko od zera i wybudować obiekt skrojony pod robota/roboty. Jednak nie zawsze jest to możliwe, przy czym czynników wpływających na taką czy inną decyzję jest ogrom: ograniczenia związane z areałem, niepewna sukcesja, brak finansów lub niechęć do wzięcia kredytu czy zwyczajnie brak miejsca na nowy obiekt.
– Jakakolwiek będzie decyzja – obiekt stary czy nowy – punkt wyjścia jest ten sam: trzeba przygotować „maszynkę do robienia pieniędzy”, czyli zadbać o rozród i jego efekty – zdrowe cielęta. Aby wszystko szło dobrze, niezbędna jest kontrola chorób zakaźnych BVD i IBR (usunięcie osobników trwale zakażonych PI plus szczepienia). Jeśli hodowca myśli o modernizacji, najprostszymi sposobami, by poprawić co się da w kwestii dobrostanu, są dodatkowy stół paszowy, wybieg, dodatkowe poidła. To potrafi rozpędzić produkcję przynajmniej do poziomu 32–34 litrów mleka od krowy dziennie. Nasze doświadczenia wyraźnie pokazują, że przejście na roboty jest bezproblemowe w gospodarstwach „rozpędzonych”, gdzie już wcześniej wszystko ze sobą współgrało – podsumowuje Dominik Ruciński.

Zdjęcia wykonano w oborze Aliny Kaczały-Szymczak i Tomasza Szymczaka, oddanej do użytku w 2025 r. Została ona zaprojektowana wg najnowszych wytycznych dobrostanu. Wcześniej hodowcy zadbali o perfekcyjne żywienie i wykonali ogrom pracy genetycznej startując w 19XX roku od 17 krów.