Podziękujmy tej kobiecie. Mięso ma być mięsem

Nareszcie. Jest decyzja. Unia Europejska wprowadzi ograniczenia w etykietowaniu żywności pochodzenia roślinnego.

Jan Hereditas

Celine Imart, francuska eurodeputowana
Celine Imart, fot. Fcb Celine Imart

Rolnicy, którzy utrzymują zwierzęta długo czekali na tę decyzję. Ale się doczekali. Poza tym można śmiało powiedzieć, że wygrały środowiska konserwatywne.

Do wprowadzenia dobrego dla hodowców prawa przyczyniła się najbardziej Cieline Imart, francuska eurodeputowana zasiadająca w Europejskiej Partii Ludowej, która jest rolniczką z regionu Tarn.

Nie będzie już można używać takich słów jak „bekon” i „stek” w stosunku do produktów pochodzenia roślinnego.

Walka, jaką o nazewnictwo toczyli hodowcy długa i pełna wybojów. Porozumienie nie przyszło łatwo. Parlament Europejski wycofał się, niestety, z zakazu dla słów „kiełbasa” i „burger”, ale wprowadził zakaz dla wielu innych.

Słowa nie dla wege

Produktów roślinnych nie będzie można nazywać długą listą słów. Oto ona:

  • mięso
  • wołowina
  • wieprzowina
  • kurczak
  • pierś
  • udo
  • boczek
  • stek
  • wątróbka
  • kotlet

i wielu innych, w sumie 31 słów, oznaczeń.

Czas na głębszą kampanię

Porozumienie osiągnięte w czwartek, 5 marca 2026 r. musi zostać jeszcze zatwierdzone przez Parlament Europejski i państwa członkowskie Unii Europejskiej.

O takie przepisy zabiegał m.in. Farm Europe. Nazewnictwo ma znaczenie. Nie może być chwytem marketingowym, bo ma bezpośredni wpływ na zdrowie ludzi. Konsumenci muszą być rzetelnie informowani przede wszystkim o właściwościach odżywczych tego co spożywają.

Teraz zwrócono się do Hansena, komisarza UE ds. rolnictwa, żeby nagłośnił kampanię „Słowa mają znaczenie”, która rozpoczęła się w 2024 r. i doprowadziła m.in. do zwycięstwa tych, co lubią mięso i mleko.